Czy można zrozumieć tajemnicę wcielenia? (Refleksja na Adwent, cz. 1)

Małgorzata Madej

Czy można zrozumieć tajemnicę wcielenia? (Refleksja na Adwent, cz. 1)

Wcielenie Jezusa Chrystusa jest dla chrześcijan tajemnicą. Prawdą objawioną na kartach Nowego Testamentu, a zapowiedzianą w Starym Testamencie. Wiara w inkarnację nie jest jednak sprzeczna z rozumem i choć do końca nie można tej tajemnicy pojąć, to jednak można próbować przybliżyć się do jej rozumienia. Chrześcijaństwu – niemal od samych jego początków – zarzucano absurdalność wcielenia, popełniano liczne błędy dotyczące samego rozumienia tego, czym było wcielenie. I właśnie tajemniczość czy misterium wcielenia powoduje, że ten temat nie jest już raz na zawsze zakończony. Wymaga ciągłego zgłębiania i przekonywania, że wcielenie było konieczne i nie obraża rozumu. 

 

Czy o wcieleniu jeszcze potrzeba mówić?

 

Wydawać by się mogło, że sprawa wcielenia została rozstrzygnięta już dawno temu. Oto bowiem na soborze chalcedońskim w 451 roku ogłoszono dogmat o tym, że

[Jezusa Chrystusa] należy wyznawać w dwóch naturach: bez zmieszania, bez zmiany, bez podzielenia i bez rozłączania. Nigdy nie zanikła różnica natur przez ich zjednoczenie, ale zostały zachowane cechy właściwe obu natur, które się spotkały, aby utworzyć jedną osobę i jedną hipostazę. Nie wolno dzielić Go na dwie osoby ani rozróżniać w Nim dwóch osób.

Twierdzenia soborowe dotyczące Jezusa były odpowiedzią na liczne starożytne herezje, które wypaczały lub zaprzeczały czy to Jego człowieczeństwu, czy boskości. Można pomyśleć, że skoro już ojcowie soborowi uporali się z problemem i wyjaśnili sprawę, to błędy przestaną się pojawiać. Tak się oczywiście nie stało. Za przykład może posłużyć chociażby najnowsza książka Piotra Augustyniaka Jezus Niechrystus, w której autor przekonuje, że Jezus nie był Bogiem.

 

Powrót do apologetyki i istoty

 

W recenzji książki Augustyniaka Juliusz Gałkowski na łamach „Teologii Politycznej” pisze, że z ludźmi, którzy mają błędne pojęcie na temat prawdy wcielenia, trzeba rozmawiać i „nie ukrywajmy, koniecznością jest powrót do starej dobrej (chociaż niektórym się wydaje, że siermiężnej) apologetyki”. A podstawowym błędem, który jakoby popełniamy, jest zachowywanie się, „jakby cały świat był już przekonany o […] prawdzie i w gruncie rzeczy należy tylko rozwijać duchowość wiernych” [1].

 

W podobnym tonie wypowiada się ks. Bogdan Kulik MSF. W przeżywaniu Bożego Narodzenia skupiamy się głównie na atmosferze tego święta, a nie na jego istocie. Duchowny pisze:

Atmosferę tych dni kochają prawie wszyscy, ale ich znaczenie dla większości jest niezrozumiałe, twarde i „nie do rozgryzienia”. I wielu, niestety, już nawet nie podejrzewa, że istota świąt, prawda, jaką ogłaszają, jest nie tylko o wiele atrakcyjniejsza niż ich atmosfera, ale jest prawdziwym pokarmem przywracającym smak życia. Ta prawda istnieje, czy się w to wierzy, czy nie, ale musi być odkryta, a to niejednokrotnie wymaga wytrwałości i wysiłku, jak otwieranie twardego orzecha[2].

 

Najważniejsze wydarzenie w historii

 

Trzeba zatem wrócić do apologetyki, a właściwie jej podstaw. Peter Kreeft i Ronald K. Tacelli SJ w swojej książce Podstawy apologetyki chrześcijańskiej piszą, że główne twierdzenia i doktryny chrześcijaństwa, jak wcielenie, zmartwychwstanie, zbawienie i natchnienie, są cudami. I jeżeli się one w rzeczywistości nie wydarzyły, to całe chrześcijaństwo jest fałszywe.

 

Spośród największych cudów wcielenie, o którym św. Jan pisze: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14), jest zdecydowanie czymś, co wyróżnia chrześcijaństwo na tle innych religii. „Żadna inna religia nie głosi prawdy choćby podobnej do tej. Buddyści nie wierzą, że Budda był Bogiem. Muzułmanie nie wierzą, że Mahomet był Bogiem”[3] – piszą Kreeft i Tacelli. Ponadto chrześcijaństwo nie jest tylko zbiorem ponadczasowych prawd, ale wiarą w historyczną osobę i w wydarzenia historyczne, z których najważniejsze miały charakter cudowny.

 

Wcielenie rozumiane jako przyjęcie cielesności przez Boga dokonało się w momencie poczęcia Jezusa z Ducha w łonie jego matki Maryi. W czasie Bożego Narodzenia po raz pierwszy „oglądaliśmy Jego chwałę” (J 1,14).

To przełom w historii. To zmienia wszystko. Żadne wydarzenie w historii nie może być ważniejsze dla ludzkości. Jeśli Chrystus byłby tylko człowiekiem, to mógłby się mylić. A zatem każdy, kto chce odejść od którejkolwiek z niepopularnych nauk Chrystusa, będzie chciał przeczyć Jego boskości[4]

– zauważają autorzy Podstaw apologetyki chrześcijańskiej.

 

Zrozumieć wcielenie

 

Choć wcielenie jest uznawane przez chrześcijan za fakt historyczny, to jednak jest ono bez wątpienia czymś ponad ludzkim rozumem, czego żaden człowiek nie jest w stanie w pełni pojąć. C. Stephen Evans w książce Dlaczego wiara chrześcijańska wciąż ma sens konstatuje:

Trudno natomiast pojąć, w jaki sposób pojedyncza ludzka istota mogła być Bogiem, wszechmocnym stwórcą. Dlaczego ludzie nie są w stanie tego zrozumieć? Głównym powodem jest to, że jako byty skończone nie jesteśmy w stanie zrozumieć ani Boga, ani tego, co jest On w stanie zrobić. Próba pojęcia Boga-człowieka wykracza poza nasze możliwości [5].

 

Apologeta jednak przyznaje, że w pewnym sensie oczywiście da się wcielenie zrozumieć, czyli poprzez wiarę uznać za prawdę, że Chrystus jest jednocześnie Bogiem i człowiekiem. Z drugiej strony Evans powtarza za Sorenem Kierkegaardem, że wcielenie jest dla człowieka nie tylko nieprzeniknioną tajemnicą, ale też czymś, co ludzie mają naturalną skłonność podawać w wątpliwość.

 

Dlaczego nie wierzymy we wcielenie?

 

Owa naturalna skłonność do wątpliwości opiera się na ludzkiej naturze, która ma jednak skłonność do grzechu. Wśród nich Evans wymienia najpierw pychę:

Wcielenie jest czymś, co ludzki rozum uznaje za nieprzeniknioną tajemnicę, czymś, czego nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć. […] Dlaczego mielibyśmy oczekiwać, że uda nam się zrozumieć wszystko, co Bóg ma moc uczynić? Jeśli jednak owładnie nami pycha, będziemy mieć pokusę uczynienia z naszego rozumienia miary tego, co jest możliwe. W efekcie stawiamy się w miejsce Boga i mówimy, że to, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jest niemożliwe[6]

 

Dodatkowo, wcielenie to akt całkowicie nieegoistycznej miłości, której doświadczenie wydaje się nierealne w kontaktach tylko międzyludzkich.  Evans konkluduje:

Bóg w najmniejszym stopniu nie potrzebuje ludzi. Nie potrzebuje naszej miłości ani naszego uwielbienia, by być w pełni sobą. Chrześcijański Bóg nie potrzebuje nawet ludzi, by móc okazywać miłość, ponieważ sam jest Trójcą. Skoro my, ludzie, nie znamy takiej miłości poza tą, jaką Bóg okazał nam w Chrystusie, to z trudem przychodzi nam uwierzyć, że to się naprawdę wydarzyło[7].

Przeczytaj także:

PRZYCZYNY WCIELENIA JEZUSA CHRYSTUSA (REFLEKSJA NA ADWENT, CZ. 2)

CZY JEZUS JEST MITEM? CZY JEZUS JEST KOPIĄ POGAŃSKICH BOGÓW, POCHODZĄCYCH Z RELIGII STAROŻYTNYCH?

JEZUS JAKO PODRÓBKA STAROŻYTNYCH BOGÓW. CO MÓWIĄ ZNAWCY RELIGII?

BIBLIJNE ŚWIADECTWA HISTORYCZNOŚCI JEZUSA

POZABIBLIJNE ŚWIADECTWA HISTORYCZNOŚCI JEZUSA

 

Sprawdź w księgarni:

.

Przypisy:

[1] J. Gałkowski, Powrót do apologii absolutną koniecznością, https://teologiapolityczna.pl/juliusz-galkowski-powrot-do-apologii-absolutna-koniecznoscia [dostęp 10 XI 2021].

[2] B. Kulik, Zbawczy charakter Misterium Bożego Narodzenia. Próba prezentacji dynamicznej wizji wcielenia, „Studia Koszalińsko-Kołobrzeskie” nr 22 (2015), s. 115.

[3] P. Kreeft, R.K. Tacelli, Podstawy apologetyki chrześcijańskiej. Setki pytań, setki odpowiedzi, Warszawa 2020, s. 170.

[4] Kreeft, Tacelli, Podstawy apologetyki chrześcijańskiej, s. 171.

[5] C.S. Evans, Dlaczego wiara chrześcijańska wciąż ma sens. Odpowiedź na wyzwania współczesności, Warszawa 2021, s. 93.

[6] Evans, Dlaczego wiara chrześcijańska wciąż ma sens, s. 115.

[7] Evans, Dlaczego wiara chrześcijańska wciąż ma sens, s. 116.

Małgorzata Madej