Odpowiedź na tekst polemiczny Wojciecha Ankudowicza „W obronie historyczności Emmanuela….”

Marcin Majewski

Odpowiedź na tekst polemiczny Wojciecha Ankudowicza „W obronie historyczności Emmanuela….”

Odpowiedź Autora na tekst polemiczny Wojciecha Ankudowicza W obronie historyczności Emmanuela. Polemika z tezą o symbolicznej naturze ewangelii dzieciństwa

 

Zarzut 1: Ewangelie dzieciństwa nie są sprzeczne, lecz komplementarne

Taka postawa nazywa się konkordyzmem – uzgadnianiem na siłę różniących się i sprzecznych narracji (np. sztuczne łączenie dwóch opowiadań o stworzeniu Rdz 1 i Rdz 1). Konkordyzm jest podejściem sztucznym i w nauce skompromitowanym – to siłowa próba przeciągnięcia tekstu na swoją stronę, co częściej czynią apologeci (ja mam rację), niż badacze (tekst/rzeczywistość ma rację).

Problem w tym, że w wypadku ewangelii dzieciństwa nie chodzi wyłącznie o różny dobór materiału, lecz o odmienne ramy narracyjne, odmienne sekwencje wydarzeń i odmienne logiki opowieści. Wydarzenia układają się inaczej i nie przystają do siebie bez karkołomnego dopowiadania elementów, których tekst nie podaje.

Najważniejsze napięcie dotyczy nie tego, że u Mateusza są magowie, a u Łukasza pasterze (wszyscy zmieszczą się w „szopce”), lecz tego, jak obie narracje lokalizują rodzinę Jezusa i tło wydarzeń po narodzinach Jezusa. U Łukasza punktem wyjścia jest Nazaret, Betlejem jest miejscem tymczasowym, wymuszonym przez spis, po czym po ofiarowaniu w świątyni rodzina od razu wraca do Nazaretu. U Mateusza opowieść jest skonstruowana inaczej: rodzice mieszkają w Betlejem, a Jezus rodzi się w tam na miejscu, w rodzinnym domu. Problemem nie jest stajnia versus dom, lecz sekwencja: Łukasz ma świątynię i szybki powrót do Galilei, Mateusz ma Egipt i dopiero późniejsza przeprowadzka (nie powrót!) do Nazaretu. Standardowa harmonizacja wymaga więc wstawienia między Łk 2,38 a Łk 2,39 całego nieopowiedzianego bloku wydarzeń z Mt 2 – co jest próbą karkołomną.

Raymond E. Brown w klasycznym komentarzu do ewangelii dzieciństwa, dziś drukowanym w nowszych opracowaniach Cambridge, uznawał, że narracje dzieciństwa są późnym stadium tradycji i że po połączeniu z materiałem o działalności Jezusa pozostały „rough spots” (napięcia w tekście), których ewangeliści nie wygładzili. W nowszych omówieniach stanu badań mówi się o „starkly different infancy narratives” (zupełnie różnych opowieściach o dzieciństwie) itd.

 

Zarzut 2: „Baśniowość” to efekt współczesnych projekcji, nie cecha tekstu

Autor polemiki ustawia tu zbyt prostą alternatywę: albo naiwna legenda z kolęd, albo zapis faktów. Tymczasem główny nurt badań mówi coś innego: są to narracje głęboko teologiczne, literacko opracowane i nasycone językiem objawienia i wypełnienia. Najważniejsze jest to, że dyskusja naukowa nie obraca się dziś wokół pytania, czy anioł miał skrzydła albo czy późniejsza sztuka dodała elementy sentymentalne. To prawda banalna, ale mało istotna egzegetycznie. Badacze pytają raczej o funkcję literacką i teologiczną takich motywów jak sny Józefa, gwiazda, objawienia anielskie, hymny, paralelizmy i formuły wypełnienia Pism. Ewangelie dzieciństwa nie są po prostu zapisem niezwykłych zdarzeń, lecz programowym, chrystologicznym otwarciem dzieła, prologiem – analogicznym do Janowego – który ma wprowadzić tajemnicę Tego, o którym będzie całe dzieło.

Współczesne omówienia porównawcze podkreślają, że Mateusz i Łukasz organizują materiał zupełnie inaczej: u Łukasza dominują Maryja, kantyki, świątynia i porównanie Jezusa z Janem, u Mateusza Józef, sny, magowie i formuły wypełnienia. To nie dowodzi automatycznie niehistoryczności, ale pokazuje silną pracę kompozycyjną i teologiczną samych ewangelistów. Problem nie polega na tym, że współczesny czytelnik myli tekst ewangelii z kolędą. Problem polega na tym, że sama tkanka Mt 1-2 i Łk 1-2 jest wyraźnie literacka, intertekstualna i teologicznie zagęszczona.

 

Zarzut 3: Nie ma różnicy między Ewangeliami dzieciństwa a opisem działalności Jezusa

Dawno zauważono, że na poziomie narracyjnym i chrystologicznym wyjątkowość Mt 1-2 i Łk 1-2 jest bardzo wyraźna. W badaniach nad Łk 1-2 właśnie to uchodzi za jedno z głównych zagadnień: w Łk 1-2 Jezus już na samym początku jest rozpoznawany jako Mesjasz, Syn Boży i Pan, a potem w dalszej narracji ta tożsamość znika, nie jest oczywista i odsłania się stopniowo.

Autor polemiki twierdzi, że skoro później w Ewangelii także pojawiają się cuda, to nie ma żadnej różnicy. Problem nie dotyczy samej obecności nadprzyrodzoności i cudów, lecz ich funkcji i gęstości. W Łk 1-2 mamy wyjątkowe nagromadzenie anielskich objawień, hymnów, proroctw i scen rozpoznania, które pełnią rolę programowego prologu. Nowsze badania nad narracją Łukasza pokazują, że np. motyw uwielbienia i pochwalnych aklamacji jest w Łk 1-2 obecny „masowo”, podczas gdy w zasadniczej części działalności Jezusa nie występuje. To znaczy, że tekstura i narracja w Łk 1-2 jest literacko i teologicznie szczególna, a nie po prostu taka sama jak późniejsza narracja o działalności publicznej.

Podobnie początek Ewangelii Mt badacze traktują jako jej rozbudowany prolog, a nie właściwa narracja. Mt 1-2 nie są po prostu pierwszymi epizodami tej samej opowieści w identycznym rejestrze, lecz celowo skomponowanym otwarciem, które koncentruje się na motywach tożsamości Jezusa jako Syna Bożego oraz serii cytatów wypełnienia.

Oczywiście, nie można twierdzić, że ewangelie dzieciństwa są całkowicie odizolowane od reszty Ewangelii, ale twierdzenie, że różnica jest wyłącznie pozorna, to zamykanie oczu na wyniki współczesnych badań biblijnych i egzegetycznych.

 

Zarzut 4: Zarzut naturalizmu metodologicznego

Argument ten jest logicznie jałowy w dyskusji naukowej. Podważa jakąkolwiek naukową analizę tekstów biblijnych. Jeśli uznać, że każde krytyczne rozpoznanie elementów literackich lub teologicznych wynika z „wykluczenia Boga”, to nie istnieje żadna możliwość rzetelnej analizy tekstu. Pozostaje literalizm godny fundamentalistów religijnych.

Współczesna egzegeza historyczno-krytyczna (promowana przed dokumenty Kościoła katolickiego nt. interpretacji Biblii) nie opiera się na tezie „Bóg nie działa”, lecz na zasadzie metodologicznej neutralności, to znaczy analizuje tekst przy użyciu narzędzi dostępnych historykowi i literaturoznawcy: krytyki źródeł, redakcji, gatunku literackiego itd.

***

Tak mógłbym polemizować z każdym argumentem z tego opracowania. Generalnie jego autor lekceważy współczesną metodologię badań biblijnych oraz wiedzę biblijną i teologiczną nt. ewangelii dzieciństwa i zdaje się cofać nas do modeli dominujących do połowy XX wieku, gdy zaskoczeni rozwojem nauk bibliści katoliccy „bronili” historyczności ewangelii w podobny sposób.

 

Z poważaniem i serdecznością,

dr hab. Marcin Majewski, prof. UPJPII

 

 

Przeczytaj także