Czy Jezus zmartwychwstał? Odpowiedzi na popularne zarzuty

Redakcja Contra Gentiles

Tekst odpowiada na różne zarzuty stawiane wierze w zmartwychwstanie Jezusa. Dowiesz się z niego, dlaczego nie do utrzymanie są koncepcje głoszące, że Jezus nie umarł, tylko zemdlał, ciało Jezusa wykradziono, osoby widzące Jezusa po Jego śmierci doznawały halucynacji, kobiety, które zastały pusty grób, pomyliły miejsca pochówku, i jaki jest problem z argumentem, że cuda się nie zdarzają (a zmartwychwstanie byłoby cudem).

 

Jeśli nie zmartwychwstanie, to co?

Wiadomo już, że Jezus był postacią historyczną. Niezależne badania wskazują na prawdziwość relacji o Jego życiu i śmierci. Te ustalenia w dalszej części będą traktowane jako przyjęte. W Nowym Testamencie (jego autentyczność i wiarygodność wykazywaliśmy w tekstach Biblijne świadectwa historyczności JezusaPozabiblijne świadectwa historyczności Jezusa), znajdziemy szereg wypowiedzi apostołów, które wskazują, jak ważny był fakt śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jego śmierć i zmartwychwstanie są przedstawiane przez apostołów właśnie jako rzeczywiste zdarzenia dziejące się w określonym miejscu i czasie, jako fakty, których prawdziwość mogą poświadczyć zarówno oni, jak i wielu innych świadków. Ale może akurat relacje o zmartwychwstaniu należałoby wytłumaczyć jakoś inaczej i nie traktować ich dosłownie. W historii badań nad kwestią zmartwychwstania pojawiło się kilka koncepcji alternatywnych względem nadnaturalistycznego wyjaśnienia obecnego w Nowym Testamencie.

Jezus nie umarł, tylko zemdlał

W XVIII wieku pojawiła się koncepcja, która współcześnie jest powtarzana przez niektórych ludzi, w tym przez pewną grupę muzułmanów. Według niej, gdy różnymi substancjami namaszczano ciało Jezusa, owijano w płótna i zamknięto w grobie, Jezus nie był martwy, a jedynie omdlały. Przebywając kilka godzin w chłodnym grobowcu, a według niektórych pod wpływem ożywczego działania ziół zawartych w zastosowanych balsamach, wybudził się z omdlenia i opuścił grób. Jeśli weźmie się pod uwagę stan ówczesnej medycyny i możliwości stwierdzenia zgonu, taka pomyłka ze strony osób biorących udział w całym tym wydarzeniu wydaje się całkiem prawdopodobna.

Co jest nie tak z tą teorią?

  1. Od początku swego istnienia chrześcijaństwo było atakowane i zwalczane, a mimo to wśród zarzutów czynionych przez najwcześniejszych przeciwników nie ma takiego, który odwoływałby się do omdlenia, a przecież zdawano sobie sprawę, że ludzie niekiedy mdleją. Dlaczego dopiero w XVIII wieku ktoś wpadł na ten pomysł?
  2. Biorąc pod uwagę, jak wyglądała męka Jezusa bezpośrednio przed ukrzyżowaniem oraz już na krzyżu, trudno spodziewać się, by mógł On przeżyć egzekucję.
  3. Gdyby nawet Jezus przeżył egzekucję i rzeczywiście przebudził się w grobie, to ‒ aby odsunąć ciężki kamień (zadanie dla kilku mężczyzn), którym zamknięto grób, i mimo przebitych stóp udać się do wsi Emaus, która znajduje się około 11 km od Jerozolimy ‒ musiałby obudzić się pełen sił i w dobrym zdrowiu.
  4. Jezus dosłownie musiałby zerwać z siebie przyklejony do ciała materiał nasączony kleistymi balsamami i olejkami, a następnie go poskładać (według Ewangelii niewiasty zastały pusty grób z ułożonymi materiałami, w które wcześniej Jezus był owinięty).
  5. Strażnicy grobu raczej zauważyliby, że Jezus go opuszcza, i odwołując się do tego, że nie umarł, a tylko był omdlały, mogliby wytłumaczyć Piłatowi, co się stało.
  6. Jeśli po tym zdarzeniu Jezus spotkał się z uczniami, na co wskazuje wiele fragmentów Nowego Testamentu, to dlaczego nie wyjaśnił im, co się stało, i pozwolił rozgłaszać fałszywą naukę? Przecież oni myśleli, że umarł. Nawet wielu ateistów uważa, że Jezus był osobą szlachetną i wielkim nauczycielem moralności, nie mógł więc dopuścić się takiego oszustwa.
  7. To kiedy w końcu Jezus umarł? Dlaczego przestał się nagle ukazywać uczniom? Powierzył im misję głoszenia fałszywych przekonań i wycofał się, by żyć w odosobnieniu? To wszystko wydaje się dziwaczne.

Jak widać, koncepcja o omdleniu Jezusa jest chwiejna.

Ciało wykradziono

Istnieje koncepcja, według której uczniowie Jezusa wykradli Jego ciało w nocy, gdy strażnicy spali. W Ewangelii Mateusza czytamy:

niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego (Mt 28,11‒15).

Była to koncepcja popularna wśród Żydów już od samego początku. Na jej rzecz wydaje się przemawiać  prostota i ‒ na pierwszy rzut oka ‒ oczywistość. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej, okazuje się trudna do obrony, a nawet jej wysunięcie częściowo potwierdza zmartwychwstanie,  bo:

  • Koncepcja ta ma sens tylko wtedy, gdy przyjmie się, że grób był pusty. Z faktu pustego grobu co prawda nie wynika fakt zmartwychwstania, ale gdyby ciało nie „zniknęło”, to w ogóle nie trzeba by takiego wyjaśnienia. Uznanie braku ciała to pierwszy krok w stronę uznania zmartwychwstania. W każdym razie jest to sytuacja, która wymaga wyjaśnienia i pojawienie się koncepcji zaproponowanej przez arcykapłanów potwierdza, że był problem, który należało rozwiązać.
  • Według historyków kamień do grobu Jezusa musiałoby przesuwać przynajmniej kilku mężczyzn. Można się domyślać, że takiej akcji nie da się przeprowadzić w zupełnej ciszy. Gdyby strażnicy spali, trudno byłoby ich nie obudzić.
  • Ale sam pomysł, że w ogóle spali podczas pełnienia straży, jest wątpliwy. Strażnicy obawiali się namiestnika rzymskiego, co wskazuje, że byli rzymskimi żołnierzami, a nie świątynnymi strażnikami żydowskimi. Dlatego prawdopodobnie byli zapewniani, że zostaną wybawieni z kłopotów, „gdyby to doszło do uszu namiestnika”. Dysponujemy danymi, że w wojsku rzymskim karą za niezachowanie dyscypliny mogła być nawet śmierć. Pamiętajmy, że grób Jezusa zapieczętowano i można się domyślać, że strażnikom dano do zrozumienia, iż ich zadanie jest szczególnie ważne. Mogli zatem spodziewać się poważnych problemów, więc raczej nie ryzykowaliby złamania rozkazu. Gdyby nawet byli to strażnicy świątynni, którzy zwyczajowo pilnowali świątyni jerozolimskiej w nocy, to wiemy, że za spanie wymierzano chłostę albo też śpiącemu przyłapanemu na gorącym uczynku podpalano szaty. Jeśli dodamy do tego, że dla Żydów szczególnie ważne było, by grób nie okazał się pusty, by właśnie nikt ciała nie wykradł, to trudno się spodziewać, że strażnicy pozwolili sobie na sen.
  • Akcja wykradzenia wymagała odwagi, której uczniom wcześniej wyraźnie brakowało. Po aresztowaniu Jezusa uciekli. Piotr ze strachu o swój los zaparł się Go. Raczej nie mieli odwagi, by ryzykować tak poważne narażenie się rzymskiej straży ani też w ogóle ujawniać się jako zwolennicy Jezusa.
  • Gdyby strażnicy naprawdę spali, to nie wiedzieliby, że ciało zostało wykradzione, a przynajmniej nie mogliby twierdzić, że widzieli, że je wykradziono.
  • Po co uczniowie mieliby wykradać ciało? Może żeby głosić, że Jezus zmartwychwstał? Tyle że oni wcześniej wcale nie rozumieli i nie pamiętali słów Jezusa, gdy zapowiadał swoje zmartwychwstanie. Gdyby wierzyli, że coś takiego się wydarzy, że Jezus okaże się ostatecznie zwycięzcą ‒ to nie brakowałoby im odwagi, której jednak po Jego aresztowaniu im zabrakło. Wynika stąd, że wykradliby ciało, aby promować coś, w co nie wierzyli. Byliby wtedy kłamcami i ludźmi bez honoru. Jeśli Jezus był wielkim nauczycielem moralności, jak uznaje nawet wielu ateistów, to musiałby mieć naprawdę opornych uczniów.

Historia o wykradzeniu ciała Jezusa przez Jego uczniów okazuje się więc niewiarygodna.

Halucynacje

Według tej koncepcji, wszystkie „widzenia” Jezusa po Jego śmierci były halucynacjami.  Do najważniejszych nowotestamentowych argumentów na zmartwychwstanie należą relacje o tym, że Jezus ukazywał się wielu osobom. Znajdujemy tam 15 relacji na temat Jego spotkania po zmartwychwstaniu z różnymi osobami. Mieli Go widzieć apostołowie i to nie jeden raz, w różnych okolicznościach, kobiety wracające od grobu, a nawet ponad 500 osób, jak pisał Paweł w liście z 56 roku, w którym wspominał, że większość z tych ludzi wciąż żyje. Według Dziejów Apostolskich Jezus ukazywał się przez 40 dni. Poza tym Jezusa nie tylko widziano, lecz uczniowie rozmawiali z Nim, dotykali Go, spożywali z Nim posiłki. Jeśli nowotestamentowe relacje przedstawiają to, czego te wszystkie osoby rzeczywiście doświadczyły, a jednocześnie te ich doświadczenia są halucynacjami, to jakie pozostają nam kryteria na odróżnienie halucynacji lub przywidzeń od faktów? Jeśli ktoś uznaje, że te relacje są prawdziwe w tym sensie, że są opisami prawdziwych halucynacji, to powinien podać przyczynę, dlaczego nagle ustały. Może z powodu takiej samej zbiorowej „halucynacji” wniebowstąpienia?

Kobiety  poszły do niewłaściwego grobu

Istnieje koncepcja, według której grób, który odwiedziły kobiety i do którego za nimi udali się uczniowie Jezusa, nie był tym grobem, w którym Go pochowano. Po prostu kobiety się pomyliły. Miało to zostać spowodowane tym, że groby wokół Jerozolimy były do siebie podobne, a one w czasie pogrzebu raczej nie przebywały blisko miejsca pochówku. Kiedy chowano Jezusa, widziały zamknięty i zapieczętowany grób, a gdy przyszły kolejny raz, zauważyły, że grób jest otwarty, ale to był inny grób. Jakie tu są problemy?

  • Według Ewangelii kobiety dobrze wiedziały, o który grób chodzi, bo w czasie pochówku widziały nawet, „w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa” (Łk 23,55).
  • Anioł, który wskazywał miejsce, gdzie wcześniej leżało ciało Jezusa, też musiałby pomylić grób (patrz Mt 28,6).
  • Załóżmy, że nastąpiła pomyłka. Można więc było łatwo wykazać, że Jezus nie zmartwychwstał. Trzeba było tylko udać się do właściwego grobu i pokazać ciało. Ani Rzymianie, ani arcykapłani żydowscy nie skorzystali z tej możliwości. Czyżby odpowiadało im rozpowszechnianie wiary w zmartwychwstałego Mesjasza?
  • Jezus nie został pochowany na cmentarzu publicznym, gdzie grobów było wiele i być może można je było pomylić, ale na prywatnym. Właścicielem grobu był Józef z Arymatei. Mógł łatwo rozstrzygnąć sprawę.

Pomyłka taka jest więc nieprawdopodobna.

Cudów nie ma

Cudów nie ma, a zmartwychwstanie Jezusa byłoby zdarzeniem cudownym, więc  zmartwychwstania nie było. Takie rozumowanie jest prawdopodobnie podstawą niemal wszystkich zarzutów wobec idei historyczności zmartwychwstania. Ewentualnie przedstawiciele religii innych niż chrześcijaństwo mogą nie wykluczać cudów, ale jednocześnie nie uznawać zmartwychwstania Jezusa. Tę sprawę tu jednak pomijamy, bo to zupełnie inna historia, a porównaniem chrześcijaństwa z innymi religiami zajmujemy się w dziale Chrześcijaństwo a inne religie. Pominiemy tu też szczegółowe analizy tego, czym są cuda, czy można w nie wierzyć i czy są sprzeczne z nauką. Te kwestie analizujemy w dziale Cuda a nauka.

W myśl argumentu  tu przedstawianego, przez cuda rozumie się zdarzenia nadnaturalne, niezgodne z prawami przyrody. Cudów, czyli zdarzeń niezgodnych z prawami przyrody, nie ma, więc zmartwychwstania nie było. Rzeczywiście – jeśli cuda nie istnieją, to zmartwychwstania nie było.

Szczególna moc tego rozumowania polega na sile występującej tu przesłanki: cudów nie ma. Jest z nią jednak pewien problem, mianowicie nie wiadomo, czy jest prawdziwa. Wbrew temu, co może się niektórym wydawać, nie jest pewna. A nawet jest jeszcze gorzej, przynajmniej z punktu widzenie jej zwolenników. Ta niepewność nie jest efektem tylko tego, że jeszcze nie wiemy na pewno, obecnie nie potrafimy wykazać, nie przeprowadziliśmy jeszcze wystarczającej liczby badań, by ją udowodnić, ale kiedyś to pewnie zrobimy. Nic z tych rzeczy. Po prostu nie da się wykazać prawdziwości tego typu zdań, czyli zdań stwierdzających, że coś absolutnie nie istnieje. Możemy wziąć dowolne zdanie głoszące absolutne nieistnienie jakiejkolwiek, najbardziej nawet dziwacznej rzeczy, i nie będziemy w stanie wykazać, że jest ono prawdziwe (chyba że na mocy definicji, jak w zdaniu „Nie istnieje żonaty kawaler”, przy zwyczajowym rozumieniu słów „żonaty”, „kawaler” i „nie istnieje”).

Weźmy przykład: „Krasnoludki nie istnieją”. Jak udowodnić, że to prawda? Że nigdy nigdzie we Wszechświecie krasnoludki nie istniały ani obecnie nie istnieją? Moglibyśmy najwyżej wykazać (a z pewnych innych względów też słowo „wykazać” może być zbyt moce), że w jakimś określonym miejscu i czasie istnienie i działanie krasnoludków można wykluczyć. Ale nie że nie istnieją i nie działają nigdy i nigdzie, jeśli bierzemy pod uwagę cały Wszechświat, całą czasoprzestrzeń. I nie można mieć do nikogo pretensji, że nie potrafi udowodnić, iż nie ma krasnoludków albo cudów.

Wynika stąd, że wniosek, iż zmartwychwstania nie było, który opiera się na przesłance głoszącej, że cudów nie ma, opiera się tak naprawdę na wątpliwej przesłance, która niczego nie rozstrzyga.

Redakcja Contra Gentiles

Nota bibliograficzna:

Poza ostatnim punktem, dotyczącym cudów, pozostałe argumenty i stanowiska przedstawione są na podstawie książki Josha McDowella, Przewodnik apologetyczny, tłum. Aleksandra Czwojdrak, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2002. Mamy tu jednak do czynienia z wyborem zawartych tam informacji, a niekiedy też z odmiennym ich wykorzystaniem niż czyni to McDowell. Odwiedzających tę stronę zachęcamy do zapoznania się z wymienioną pozycją.

Dodaj komentarz