Polemika z tekstem Jacka Uglika „Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika”

ks. Rafał Witkowski

Polemika z tekstem Jacka Uglika „Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika”

Postać Jezusa ciągle inspiruje, a zarazem Jezus nieustannie jest obiektem polemik. Choć minęło około dwu tysięcy lat, od kiedy ludzie mogli naocznie przekonać się o prawdziwości Jego istnienia, a także poznać naukę, którą głosił, i ujrzeć cuda, które czynił, ciągle nie brakuje osób, które są zaciekawione czy nawet zafrapowane tym, kim był (jest) i czego dokonał.

 

Należy zaznaczyć, że zarówno Jacek Uglik (ur. 1976) w swoim tekście Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika, jak też autor niniejszej polemiki nie podejmują tematu prawdziwości istnienia Jezusa, bo to jest oczywiste ze względu na źródła historyczne oraz następstwa, które pojawiły się w świecie po Jego działalności, co miało niebagatelny wpływ na dzieje ludzkości. Zatem nikt nie dyskutuje z tezą, że Jezus istniał naprawdę. Teza o historyczności Jezusa jest przyjęta nie jako założenie konieczne do dalszej dyskusji, ale jako zwyczajna prawda, zgodność z rzeczywistością. Może pasjonująca byłaby polemika na temat, co wynika z tego, że Jezus jest kimś więcej: nie tylko postacią historyczną, ale Jezusem Chrystusem, czyli Bogiem-Człowiekiem, który żyje nadal, choć w innym wymiarze, i Jego istnienie się nie skończy. Albo nawet intelektualny spór, co jeżeli tak nie jest… Jednak, jak we wstępie swojego tekstu zaznacza Jacek Uglik, jego głos polemiczny nie stanowi próby rozstrzygnięcia, czy Jezus jest Bogiem, głupim kłamcą czy może szaleńcem, a więc autor nie chce rozstrzygać trylematu postawionego przez Clive’a Staplesa Lewisa (1898–1963), filozofa, teologa i apologetę chrześcijaństwa, który dokonał konwersji z ateizmu na teizm, a następnie na chrześcijaństwo. Jacek Uglik zaznacza też, że jego głos nie wyraża jego stanowiska w kwestii prawdziwości chrześcijaństwa. Czym zatem jest jego tekst, skoro temat Jezusa był dla niego na tyle frapujący, że podjął kilkustronicowe rozważania, choć we wstępie zdaje się zachowywać dystans i neutralność względem tematu, który tak naprawdę musiał go mocno zastanowić…?

Nie tyle częściowo, ale bardziej – implicite – Uglik ujawnia, co go naprawdę ubodło, zdradzając w jakimś stopniu swoje poglądy. Jego tekst, choć zdaje się dotykać jedynie konsekwencji prawdziwości (albo nieprawdziwości) zdania, że Jezus jest Panem, w rzeczywistości stawia jeszcze inne kwestie z pogranicza filozofii, teologii, a nawet wiary. Są to wielkie problemy teologii, jak na przykład relacja między wolnością a posłuszeństwem Bogu czy też źródło istnienia zła we Wszechświecie. W poszukiwaniu rozwiązania tych zagadnień ludzie napisali już tysiące książek, a temat jest nadal aktualny. Jakie są to dokładnie kwestie, nakreślę w dalszej części polemiki, w tym miejscu chciałbym się skupić na próbie określenia, o co tak naprawdę może chodzić Jackowi Uglikowi.

Zdaje się, że autora najbardziej ubodło to, co umieścił w pierwszej części tekstu, zanim przeszedł do części zasadniczej. Uczynił to niby „na marginesie” – mimochodem, ale jego wątpliwość zanadto rzuca się w oczy. Swoje obiekcje poprzedził obszernym cytatem z niemieckiego pisarza i teologa w nurcie liberalnego protestantyzmu Davida Friedricha Straussa (1808–1874), który uważał, że wiele narracji ewangelicznych ma charakter mityczny, a jego poglądy na historyczność Jezusa były jednymi z pierwszych, które doprowadziły do oddzielenia osoby Jezusa od wiary chrześcijańskiej. Strauss nie zaprzeczał istnieniu Jezusa, nie negował też Jego mesjańskiej świadomości, jednak uważał, że interpretacja osoby Jezusa ma charakter mityczny. Jacek Uglik przywołał wypowiedź Straussa, w której ten odwołuje się do znanych filozofów podejmujących temat Jezusa [Georga Wilhelma Friedricha Hegla (1770–1831), Reinharda Marheinecke’a (ur. 1955), Karla Rosenkranza (1805–1879)], aby na koniec uznać, że:

 

[…] wybrane przykłady nie uprawniają jednak do twierdzenia, że przekonanie, iż Jezus był wielkim nauczycielem moralności, nie budzi powątpiewania u gros ateistów1Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika..

 

Uglik wskazuje zatem, że interpretacja słów Johna Stuarta Milla (1806–1873) o tym, że Jezus ma szczególne zadanie prowadzenia ludzkości ku prawdzie i cnocie, z której wyprowadza się wniosek, iż nawet ateiści dostrzegają głębię nauki Jezusa, jest zbyt daleko posunięta. Słowem, Uglik jest sceptyczny co do rozszerzania grona ludzi zachwyconych nauką Jezusa na wszystkich, w tym ateistów. I może mieć w tym rację, bo łatwo popełnić błąd we wnioskowaniu indukcyjnym, kiedy analizie poddaje się poglądy tylko części myślicieli i filozofów, nie mogąc zbadać przekonań wszystkich ateistów oraz wszystkich mieszkańców Ziemi. Jednak powyższy sposób argumentacji Uglika jest tylko wstępem do istotnych jego zastrzeżeń:

 

Osobiście stawiam tu2Przekonanie Uglika jest wyrażone dokładnie w poprzednim cytacie. wyraźny znak zapytania, czyli zgłaszam wątpliwość wobec folgującego sobie Jezusa zachwycającego się kobietą, która „łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. […] odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich” [Łk 7, 44–45]. Zastrzeżenia mam również wobec nazywania chrześcijaństwa religią miłości […]3Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika..

 

W tym krótkim fragmencie autor ujawnia swoje poglądy. Choć w dalszej części jego tekstu nastąpi dłuższa polemika, w której dyskutuje z analizami Clive’a Staplesa Lewisa, to właśnie tutaj Jacek Uglik obnaża swój stosunek do Jezusa i chrześcijaństwa. Owszem, jak zaznaczył we wstępie, nie wyraża stanowiska w kwestii prawdziwości chrześcijaństwa, ale wyraża swój pogląd na chrześcijaństwo, jednocześnie dyskredytując osobę Jezusa. Spośród czterech, wcale nie krótkich, Ewangelii Nowego Testamentu wybiera ten fragment o spotkaniu Jezusa z jawnogrzesznicą, który zdaje się najbardziej mu pasować do obrazu Jezusa – noszonego przez wiele osób, również chrześcijan – jako kogoś wielkiego, potężnego, ale już nie Boga-Człowieka troszczącego się o ludzi z marginesu, bliskiego ludzkim problemom, wchodzącego w relację. W rozdziale 7 Ewangelii według św. Łukasza widzimy natomiast Jezusa, który właśnie jest bliski człowiekowi. Spotyka się On z kobietą, która „prowadziła w mieście życie grzeszne”4Łk 7, 37.. Podobnie zresztą w wielu innych miejscach Ewangelii Jezus spotyka się z grzesznikami: Zacheuszem, Mateuszem, celnikami i innymi, których uzdrawiał fizycznie i duchowo. Może nie pasuje to do obrazu Jezusa, który wytworzył w swoim umyśle Jacek Uglik. Nie przywołał w tekście żadnego z innych spotkań z ludźmi grzesznymi, ale właśnie to z jawnogrzesznicą. Na dodatek pozwala sobie na stwierdzenie, jakoby Jezus sobie folgował, zachwycając się jawnogrzesznicą. To własna interpretacja autora, niemająca podstaw w przywołanym fragmencie Ewangelii według św. Łukasza. Pojawia się tu obszerny problem interpretacji Pisma Świętego, który został poruszony w wielu dokumentach Stolicy Apostolskiej i w nauczaniu teologów, mając zakorzenienie w Tradycji Kościoła. Jednym z ostatnich całościowych opracowań jest dokument Papieskiej Komisji Biblijnej Interpretacja Biblii w Kościele z 23 kwietnia 1993 roku. Znajdziemy w nim omówienie współczesnych metod interpretacji tekstu biblijnego z określeniem granic ich stosowania. Ważnym stwierdzeniem jest, że fundamentalistyczna lektura Biblii jest odczytywaniem oraz interpretowaniem dosłownie Biblii we wszystkich szczegółach. To założenie sprzeciwia się nie tylko stosowaniu metody historyczno-krytycznej, ale również wszelkim innym naukowym metodom interpretacji Pisma Świętego. Nie można zatem interpretować Biblii tylko i wyłącznie dosłownie, bo prowadzi to do redukcji natchnionego charakteru tej księgi. Jacek Uglik interpretuje tekst dosłownie, a nawet więcej: zniekształca jego sens, dopowiadając to, czego nie ma w tekście biblijnym. Takie podejście prowadzi do wysnuwania nieprawdziwych wniosków, jak choćby tego, jakoby Jezus sobie „folgował”.

Nie tylko w tym wyraża się redukcyjne i swobodne podejście Uglika do tekstu biblijnego. Autor ten pośrednio cytowany5Urywek ten Jacek Uglik cytuje w passusie Lewisa Bóg na ławie oskarżonych. urywek Ewangelii według św. Mateusza traktuje również co najmniej literalnie. Wspomniany passus w szerszym kontekście brzmi następująco:

 

Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła [Mt 5, 27–30].

 

Uglik uważa, że te słowa zniechęcają do przyjęcia chrześcijaństwa. Świadczy to o tym, że jedynie dosłownie rozumie powyższy fragment. Natomiast cytowany tekst jest częścią Kazania na Górze, które stanowi syntezę nauki Jezusa o Królestwie Bożym. Kazanie na Górze jest nazywane „kodeksem moralności chrześcijańskiej”. Należy zauważyć, że kluczem interpretacyjnym są błogosławieństwa wypowiedziane przez Jezusa na początku. Stanowią wzorzec, którym powinien kierować się chrześcijanin, aby odziedziczyć Królestwo Niebieskie. Innymi słowy, wypowiadane błogosławieństwa ukazują miłosierdzie Jezusa i są wskazówką, by być miłosiernym jak On. Są dopełnieniem starotestamentalnego Dekalogu. Jezus idzie o krok dalej, daje nie tyle zakazy, ale prezentuje drogę pozytywnych wskazań. To nie są ścisłe nakazy, lecz otwarte zaproszenie do nabywania postaw. Nauka Jezusa bowiem to nie nakazy i zakazy, ale wezwanie do zdobywania cnót, czyli pozytywnych postaw. Chrześcijaństwo trzeba rozumieć nie jako religię księgi, ale jako religię łaski. Mimo że należy do kategorii wielkich religii monoteistycznych, odróżnia się od judaizmu i islamu tym, że choć Boże objawienie zawarte jest w księdze (Pisma Świętego), to jest to religia łaski, czyli wpływania na ludzką naturę przez Boże działanie. Jacek Uglik czuje wewnętrzny zgrzyt, kiedy słyszy o konieczności wyłupania oka czy odcięcia ręki, ponieważ przyjmuje te słowa tylko i wyłącznie literalnie. Co więcej, cytuje słowa niemieckiego filozofa Brunona Bauera (1809–1882) zawierające zniekształconą parafrazę słów z Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła do Koryntian [1 Kor 15, 12–19]:

 

jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, powiada się z groźną miną, to umrzecie jak zwierzęta – to zwrot, który nieuchronnie pada z ust tych, którym prawdziwe człowieczeństwo życia pozostało nieznane […]6Bruno Bauer, Chrześcijaństwo obnażone. Wspomnienie wieku XVIII i przyczynek do kryzysu XIX, tłum. Tadeusz Zatorski, „Kronos” 2022, nr 3,....

 

Kto powiada z groźną miną? Kto mówi, że umrzecie jak zwierzęta? Te pytania to tylko zgrabna retoryka, która ma najpierw przekręcić słowa z Biblii, a następnie zniechęcić do tych, dla których księga Pisma Świętego nie jest zwykłą książką. Zredukowanie chrześcijaństwa do wspomnianych wyżej kilku (krzywdzących) sądów prowadzi do jego odrzucenia. Nie da się bowiem uważać za miłość religię, w której ludzi redukuje się do zwierząt oraz nakazuje odcinać sobie części ciała. Chrześcijaństwo jednak takie nie jest. Nie tylko nie wzywa do okaleczania swego ciała (jest to metafora troski o nieuleganie różnorodnym pokusom), ale więcej: jest religią miłości i to miłości nieprzyjaciół. Autor nie przytoczył choćby jednego z wielu doniosłych fragmentów Pisma Świętego, gdzie czytamy o miłości nieprzyjaciół czy o miłosiernym obliczu Boga, jak choćby Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie [Łk 10, 25–37] czy fragmentu, w którym mowa wprost o miłości nieprzyjaciół [Mt 5,43–48]. W chrześcijaństwie szerzej traktuje się konsekwencje przyjęcia wezwania do miłości nieprzyjaciół – jako jedną ze składowym relacji człowieka z Bogiem i odkrywania dziecięctwa Bożego:

Wezwanie do miłości nieprzyjaciół jest nie tylko zasadą moralną, ale jeśli jest zaakceptowane i wypełnione przez człowieka, buduje pomiędzy człowiekiem a Bogiem relację Ojciec – syn: „Tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie” (w. 45a). W momencie kiedy uznajemy, że wszyscy są dziećmi jednego Boga, stajemy po stronie Ojca. Ktokolwiek więc jest w stanie miłować nieprzyjaciół, okazuje się dzieckiem Bożym: „Bądźcie naśladowcami Boga jak umiłowane dzieci i postępujcie w miłości…” (Ef 5, 1–2; por. także 1 J 4, 7–12; 1 P 1, 13–25). Po podobieństwie poznaje się pokrewieństwo. Otóż Bóg swoimi dobrodziejstwami obdarza wszystkich ludzi, dobrych i złych, sprawiedliwych i niesprawiedliwych: „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (w. 45bc). Spośród dobrodziejstw przykładowo wymienione zostają konkretnie dwa czynniki niezbędne do życia: słońce i deszcz. Wnioskowanie idzie tu od świata przyrody, zmierzając do ukazania natury Boga. Bóg jest bowiem stwórcą zarówno świata przyrody i świata duchowego. Zatem pomiędzy obydwoma powinna istnieć odpowiedniość (por. Ps 19; Rz 1, 19; 1 Kor 11, 13–16). Bóg, który zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, miłuje jednych, jak i drugich7Antoni Paciorek, „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Mt 5, 3–48), „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, nr 4 (2003), rok LVI, s. 267....

Należy jednak zauważyć, że wskazania ewangeliczne o miłości nieprzyjaciół to najbardziej radykalne wymagania chrześcijaństwa. Jacek Uglik widzi swoją niemożność wypełnienia twardych wskazań Ewangelii o nieuleganiu pokusom („odetnij rękę”, „wyłup oko” …) – które rozumie dosłownie, to tym bardziej nierealne do spełnienia dla niego byłyby te mówiące o miłości nieprzyjaciół. Tych jednak nie przytacza. A szkoda, bo choć trochę przybliżyłby się do istoty chrześcijaństwa. W dalszej części wywodu kolejny raz powraca do kwestii odcięcia dłoni i wyłupania oka, ale tym razem popełnia fałszywe uproszczenie. Sprowadza bowiem całe chrześcijaństwo do tak rozumianej miłości, którą określa epitetem „specyficzna”. Symbolem tej miłości stają się dla niego (ale nie dla chrześcijan) wyłupane oko i odcięta dłoń. Chyba nie trzeba wyjaśniać, że bliżej takiemu rozumieniu do starożytnego prawa talionu aniżeli do ewangelicznej miłości nieprzyjaciół. Co więcej, kiedy człowiek interpretuje Ewangelię jedynie w ziemskiej perspektywie, bez odniesienia do życia wiecznego, ta wydaje mu się nieatrakcyjna, a nawet zniechęcająca. Chrześcijanie zaś to ludzie, którzy żyją co prawda w świecie doczesnym, lecz ich nadzieje są ukierunkowane na życie wieczne, dlatego życie doczesne traktują jako przedsmak życia, które się nie kończy, gromadząc jednocześnie skarby nie na ziemi, lecz w niebie. W życiu codziennym chrześcijanie nie wyróżniają się niczym zewnętrznym, ponieważ zasadnicza różnica dotyczy ich stosunku do rzeczywistości:

 

V 1.Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.

2. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.

3.Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.

4. Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.

5. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.

6. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.

7. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.

8. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.

9. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.

10. Słuchają ustalonych praw, z własnym życiem zwyciężają prawa.

11. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.

12. Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.

13. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.

14. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.

15. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.

16. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.

17. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

VI 1. Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie8Do Diogneta, w: Apologie, tłum. Marian Szarmach, Anna Świderkówna, Jan Sołowianiuk; wstępy i oprac. M. Szarmach, J. Sołowianiuk; red.....

 

List do Diogneta, który pochodzi z II wieku, jest jednym z ważniejszych źródeł wiedzy o życiu pierwszych chrześcijan. Doskonale oddaje ich stosunek do świata zasadzający się na miłości względem wszystkich, również nieprzyjaciół, choć chrześcijanie sami doświadczają z ich strony prześladowań. Czują się jak przybysze, ponieważ świat ziemski jest ich tymczasową ojczyzną, a ich serca są ukierunkowane na wieczność.

Jacek Uglik poczuł się zniechęcony do przyjęcia chrześcijaństwa. Jego postawa wynika z niezrozumienia, czym ta religia jest w istocie. Zarzucić mu można nie tylko redukcyjne ujęcie chrześcijaństwa, ale również emocjonalną narrację i wyrywanie z kontekstu fragmentów o postawach chrześcijan, które to myśli należy rozumieć szerzej, nieraz odczytując metaforę. W tym autor nie powinien mieć trudności, wszak sam jest poetą i dobrze wie, że niekiedy nie da się lepiej przedstawić rzeczywistości niż za pomocą środków stylistycznych. Z tekstu Uglika wyłania się jego stosunek do chrześcijaństwa. Owszem, jak zaznaczył we wstępie, nie stwierdza prawdziwości (bądź nieprawdziwości) chrześcijaństwa, ale wyraża swoje nastawienie. Z jednej strony można wyczytać, że ma szlachetne pragnienia, na miarę świętego, ale z drugiej doświadcza, że nie dorasta do twardych wymagań Ewangelii, których kwintesencją jest miłość nieprzyjaciół i nieustanna troska o nieuleganie pokusom. To trudna droga, ale prowadząca do wiecznego zjednoczenia z Bogiem. Uglik, nie mogąc sprostać tym ewangelicznym wymaganiom stawianym przez Jezusa, dyskredytuje Jego osobę, a także całe chrześcijaństwo, w którego centrum wiary jest Jezus. Wyraża to między innymi w słowach:

 

Dużo trudniej, tym razem nie wyobrazić sobie, ale pogodzić się z myślą, że Jezus jest Panem wszystkiego i w związku z tym mam – jak sugeruje Lewis – padać do jego stóp. W tym kontekście o wiele łatwiej natomiast jest mi przyjąć Lewisa perspektywę z czasów „przedchrześcijańskich” […]9Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika..

 

Wiary w Boga nie można zredukować do zewnętrznej i zabarwionej pejoratywnie postawy „padania do stóp”. Pobrzmiewa w tym kolejny raz myślenie o Bogu jako kimś wielkim i dalekim, niedostępnym ludziom, który wymaga bezwzględnej czci, niczym despotyczny władca. To zupełnie kłóci się z obrazem Boga objawionym w Piśmie Świętym i wyznawanym przez chrześcijan.

W końcowej części Uglik sprowadził swoje rozważania, pozornie aprobując tezy Lewisa i widząc w tym nawet do pewnego momentu logiczną spójność, do zestawienia Boga z pisarzem symbolizowanym przez Szekspira. Nawet wyciąga z tego wniosek, że skoro Szekspir jest pisarzem i on tworzy całą sztukę, to przez analogię Bóg jako stwórca jest odpowiedzialny za kształt Wszechświata i wszystkie procesy. W takim (znowuż redukcyjnym) rozumowaniu nie ma miejsca na wolność człowieka, a nierozwiązany staje się problem źródła istnienia zła we Wszechświecie. To generuje też inne wielkie kwestie teologiczne, jak: granice działania Boga względem człowieka, czyli relacja między naturą a łaską; odpowiedzialność człowieka za swoje czyny, czyli kwestia grzechu, moralności i obiektywnego prawa; determinizm; wszechwiedza Boga. Tekst Jacka Uglika może wyrażać egzystencjalny dramat niemożności znalezienia klarownego rozwiązania pozornych sprzeczności chrześcijaństwa. Szczegółowe tezy Lewisa były dla autora tylko trampoliną do poruszenia kilku większych tematów, które wyżej wymieniłem.

Wartością jest stawianie przez Jacka Uglika problemów, które od lat nurtują ludzkość. Niestety, wielu kwestii wyżej omówionych nie da się owocnie rozwiązać tylko za pomocą rozumowego wnioskowania. Potrzeba jeszcze „drugiego skrzydła” – wiary. Artykuł jest doskonałą ilustracją, jakie uproszczenia, a w konsekwencji błędy, można popełnić, rozważając wielkie problemy teologii bez połączenia rozumu z wiarą, nadprzyrodzonym sposobem poznania rzeczywistości. Ale nie można autorowi przypisywać winy. Wiara jest łaską. Czasami trzeba coś zanegować, aby odkryć to w nowym świetle…

ks. Rafał Witkowski

Przypisy:

  • 1 Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika.
  • 2 Przekonanie Uglika jest wyrażone dokładnie w poprzednim cytacie.
  • 3 Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika.
  • 4 Łk 7, 37.
  • 5 Urywek ten Jacek Uglik cytuje w passusie Lewisa Bóg na ławie oskarżonych.
  • 6

    Bruno Bauer, Chrześcijaństwo obnażone. Wspomnienie wieku XVIII i przyczynek do kryzysu XIX, tłum. Tadeusz Zatorski, „Kronos” 2022, nr 3, s. 74.

  • 7 Antoni Paciorek, „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Mt 5, 3–48), „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, nr 4 (2003), rok LVI, s. 267 [263271].
  • 8 Do Diogneta, w: Apologie, tłum. Marian Szarmach, Anna Świderkówna, Jan Sołowianiuk; wstępy i oprac. M. Szarmach, J. Sołowianiuk; red. Emil Stanula, ATK, seria PSP 44, Warszawa 1988, V.1 – VI.1.
  • 9 Jacek Uglik, Wywód o tym, że Jezus jest Panem, i co z tego wynika.

Przeczytaj także