Każdy chce być szczęśliwy, a więc Bóg istnieje? Dowód z pragnienia szczęścia w ujęciu Wincentego Granata a Clive’a Staplesa Lewisa argument z pragnień i Radości. Część I: Kilka uwag terminologicznych

Piotr Bylica

Każdy chce być szczęśliwy, a więc Bóg istnieje? Dowód z pragnienia szczęścia w ujęciu Wincentego Granata a Clive’a Staplesa Lewisa argument z pragnień i Radości. Część I: Kilka uwag terminologicznych

Opublikowaliśmy już kilka tekstów poświęconych Lewisa argumentowi z pragnień przeciwko naturalizmowi (odsyłacze do nich umieszczamy na końcu niniejszego tekstu). Opracowania te ujmują argumentację Lewisa na różne sposoby, różnie ją klasyfikują, uznając rozumowanie angielskiego filozofa za prowadzące do wniosku o istnieniu Boga lub jedynie o istnieniu czegoś poza tym światem, niekiedy przyjmując, że mamy do czynienia z dowodem, a czasem, że w ogóle nie można tu mówić nawet o argumentacji w sensie logicznym. Zasadniczo jednak autorzy zgadzają się, że wypowiedzi Lewisa odpowiadają rozważaniom lub twierdzeniom, które były formułowane już wcześniej. W niniejszym tekście przyglądamy się, jak rozważania zbliżone do argumentacji Lewisa prezentowane są w klasycznej pozycji Wincentego Granata Teodycea1Patrz Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968, s. 211−223., i porównujemy je z argumentacją Lewisa. Choć Granat przy tej okazji nie wspomina o Lewisie, za to odnosi się do źródeł oraz analiz, których u Lewisa nie znajdziemy. Przy okazji dokonujemy też pewnych porządków terminologicznych. Nimi właśnie zajmujemy się w części I.

 

Sprawa porządków terminologicznych wykracza poza kwestie czysto językowe, a dotyczy ona głównie nazwy dla rozumowania przeprowadzanego przez Lewisa, Granata i dla różnych jego sformułowań, jakie można spotkać w dawnej oraz współczesnej literaturze.

 

Niekoniecznie dowód

Pierwsza sprawa dotyczy używanego przez Granata terminu „dowód”. Rodzi się wątpliwość, czy to odpowiednie słowo, jeśli chodzi o jego rozumienie w sensie logicznym, gdyż w logice, jeśli mówimy o dowodzie, oznacza to, że mamy do czynienia z rozumowaniem, którego wniosek jest na pewno prawdziwy. Sam Granat jednak stwierdza, że przedstawiona przez niego argumentacja nie daje pewności, a jedynie wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo. W tytule niniejszego tekstu zachowaliśmy jednak termin „dowód”, gdyż używał go sam Granat, choć w sensie ścisłym miał na myśli raczej coś w rodzaju próby dowodu lub prezentację różnych prób dowodu. Będziemy jednak słowo „dowód” zastępować często terminami „argument” lub „argumentacja”, gdyż od argumentacji nie wymaga się pewności, choć uznaje się ją za poznawczo wartościową.

 

Argument na rzecz czego?

Kolejną sprawą jest ustalenie, „dowodem” czego lub argumentacją na rzecz czego miałoby być prezentowane rozumowanie. Granat umieścił „dowód z pragnienia szczęścia” w rozdziale zatytułowanym Drogi ku Bogu w oparciu o życie duchowe człowieka. Zatem miał na myśli argumentację na rzecz istnienia Boga. Podobnie rozumowanie Lewisa zostało zaprezentowane przez amerykańskiego filozofa Joego Pucketta w książce Apologetyka radości, która wkrótce ukaże się nakładem Fundacji Prodoteo, oraz przez innego amerykańskiego filozofa Petera S. Williamsa w książce C.S. Lewis kontra nowi ateiści, również opublikowanej przez Fundację Prodoteo2Patrz Joe Puckett, Apologetyka radości. Argument na rzecz istnienia Boga na podstawie C.S. Lewisa argumentu z Pragnienia, przeł. Piotr.... Ale brytyjski teolog Alister McGrath twierdzi, że rozważania Lewisa mają wskazywać raczej na istnienie nieba czy zbawienia, a nie osobowego Boga. O tej sprawie można przeczytać w książce McGratha Intelektualny świat C.S. Lewisa, opublikowanej także nakładem Fundacji Prodoteo3Patrz Alister McGrath, Intelektualny świat C.S. Lewisa, przeł. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022.. Brytyjski teolog twierdzi w niej zresztą, że Lewis w ogóle nie przeprowadził dowodu, a nawet nie zamierzał. Niezależnie od tego, czy owo rozumowanie ma prowadzić do wniosku o istnieniu osobowego Boga, czy jedynie o istnieniu nieba bądź zbawienia, to wskazywać ma na istnienie czegoś, co wykracza poza ten świat. A więc sygnalizować, że istnieje coś transcendentnego wobec tego świata, choć różnie można ujmować, czym to coś jest.

Namysł nad tym, czego dowodem ma być argumentacja prezentowana przez Lewisa i Granata, wiąże się też z problemem nazwy owego dowodu czy argumentacji, jeśli chodzi o wskazanie w tejże nazwie właśnie przedmiotu wspominanego pragnienia. W przypadku Granata sprawa wydaje się jasna, pisze on bowiem w języku polskim i używa określenia „dowód z pragnienia szczęścia”. Ludzie ze swej natury pragną szczęścia, a żadna rzecz na tym świecie nie daje im zaspokojenia tego pragnienia, jeśli więc natura ludzka nie ma być czymś bezsensownym, to można stąd wyciągnąć wniosek, że istnieje Bóg, czyli byt spoza tego świata, który miałby stanowić to zaspokojenie. Tak kwestię tę można przedstawić w uproszczonej formie.

 

Argument from desire – jak by to było po polsku?

Problem pojawia się w tłumaczeniu na język polski angielskich pojęć, których używa się w odniesieniu do rozważań Lewisa. Sam Lewis nie nazywał swojego rozumowania w żaden konkretny sposób i terminy, które stosuje się w literaturze, pochodzą od autorów komentujących i analizujących jego rozważania. Używa się mianowicie wyrażeń „Argument from Joy” oraz „Argument from Desire”, czyli tłumacząc bezpośrednio: „argument z Radości” oraz „argument z Pragnienia”. Sprawa więc niby jest prosta, ale nie do końca. Zarówno rzeczownik „radość”, jak i „pragnienie” nie są tu rozumiane w sensie, który mógłby zostać dobrze uchwycony, jeśli nie wie się, co Lewis lub jego komentatorzy mają na myśli, używając tych pojęć, nie chodzi tu bowiem o ich sens potoczny. W przypadku słowa „pragnienie” ono samo bowiem nie wskazuje, o jakim lub czego pragnieniu mowa.

Odnośnie do nazwy „argument z Radości” Lewis podał charakterystykę tego, jak rozumie to szczególne uczucie radości,  i dla odróżnienia od innych sposobów pojmowania słowa „radość” zapisywał je wielką literą. O Radości przez wielkie R pisał, że jest to pojawiające się w pewnych wyjątkowych sytuacjach bardzo przyjemne uczucie, któremu jednocześnie towarzyszą odczucia tęsknoty (na jego oddanie użył też niemieckiego terminu Sehnsucht) i niezaspokojonego pragnienia (ang. desire). Filozof opisał, co odczuwał w sytuacjach, w których pojawiała się Radość:

 

wszystkie te wydarzenia miały cechę wspólną: przynosiły ze sobą niezaspokojone pragnienie, które samo w sobie było godniejsze pożądania niż cokolwiek, co mogłoby je zaspokoić. Taki właśnie stan nazywam Radością. Określenie to należy potraktować jako pewien ścisły, techniczny termin – radość oznacza tu coś innego niż szczęście czy przyjemność. Łączy ją z nimi tylko jedno, a mianowicie to, że kto raz doświadczył Radości, będzie jej pragnął znowu. […] należałoby raczej nazwać ją szczególnym rodzajem smutku lub przygnębienia. Jest to jednak smutek, za którym się tęskni. Wątpię, czy ktoś, kto go doświadczył, chciałby, gdyby to było w jego mocy, zamienić jedną chwilę Radości na wszystkie przyjemności świata. Radość jednak, inaczej niż przyjemność, nigdy nie zjawia się na zawołanie4Clive Staples Lewis, Zaskoczony radością. Moje wczesne lata, Wyd. Esprit, Kraków 2010, s. 30‒31..

 

Wyróżniliśmy pogrubioną czcionką nazwy stanów uczuciowych, do których Lewis się odwoływał, by scharakteryzować Radość. Odróżniał ją od szczęścia i przyjemności, choć omawiany stan jest czymś, co chcielibyśmy powtarzać, więc w tym sensie przypomina poczucie szczęścia i przyjemności. Radość jednak nie jest czymś, co moglibyśmy wywołać, w przeciwieństwie do innych przyjemności, które w ten czy inny sposób możemy sobie sprawić lub przewidzieć, co należy zrobić, by się pojawiły. Radość to także „niezaspokojone pragnienie”, szczególny rodzaj „smutku lub przygnębienia”, Czyli czegoś, z czym zwykle nie kojarzymy szczęścia, a tymczasem to  smutek lub przygnębienie (które bardziej kojarzą się z niezaspokojonym pragnieniem) towarzyszą Radości.

 

Pragnienie czego?

„Radość” ma tu sens techniczny, a nie potoczny, i wydaje się, że jest on zbliżony do znaczenia, jakie niosą pojęcia: „pragnienie”, „niezaspokojenie”. Ale pragnienie czego? Jednej konkretnej rzeczy czy różnych? Jest to kluczowe pytanie, a w odpowiedzi można uzyskać różne sposoby rozumienia rozważań Lewisa, zresztą mimo tej różnorodności niekoniecznie się wykluczające. Sprawa ta wiąże się też ze sprawą tłumaczenia angielskiego zwrotu „Argument from Desire”.

Zacznijmy od rozważenia opcji, że chodzi o pewne jedno konkretne pragnienie czegoś określonego. Czym by to coś miało być? Przykłady sytuacji, w których pojawiało się ono u Lewisa, nie pozwalają uznać, że było to po prostu uczucie tęsknoty za osobowym Bogiem. Lewis nie myślał wtedy o Bogu, w momencie jego nawrócenia wcale to pragnienie nie występowało. Gdy pisał: „Mojemu nawróceniu nie towarzyszyło pragnienie”5Lewis, Zaskoczony radością, s. 336. [oryg. „No kind of desire was present at all”], miał na myśli wszelkie pragnienia, także to szczególne pragnienie.

W autobiografii Lewis wspomina o trzech sytuacjach z młodości, w których pojawiło się owo pragnienie. Pierwszy raz miało to miejsce „w letni dzień w ogrodzie obok kwitnącej porzeczki”6Lewis, Zaskoczony radością, s. 28., gdy nagle przypomniał sobie, jak jego brat pokazał mu wykonany przez siebie miniaturowy ogród w puszce po biszkoptach. Niezwykłe uczucie wzbudziło w Lewisie piękno tego ogrodu:

 

Trudno znaleźć odpowiednie słowa, by opisać, co wtedy czułem. Najbliższe wydaje mi się określenie, jakim Milton opisuje raj: „ogromna rozkosz”. Było to z pewnością uczucie pragnienia, ale pragnienia czego? Nie pragnąłem chyba puszki po biszkoptach wypełnionej mchem ani nawet (choć i to zawierało się w moim uczuciu) powrotu do przeszłości […] i nim zdążyłem określić, czego właściwe pragnę, uczucie pragnienia uleciało, wizja znikła, świat stał się znowu zwyczajny. Pozostała tylko nikła tęsknota za tęsknotą, która odeszła. Trwało to króciutką chwilę, ale w pewnym sensie wszystkie chwile, które do tej pory przeżyłem, zbladły w porównaniu z tą jedną7Lewis, Zaskoczony radością, s. 28..

 

Po raz drugi doznanie to pojawiło się, gdy Lewis czytał książeczkę dla dzieci zatytułowaną Wiewiórek Orzeszko autorstwa Beatrix Potter. Opanowało go wtedy wszechogarniające uczucie jakby wglądu w istotę jesieni czy też obcowania z istotą jesieni. Lewis zastanawiał się później, dlaczego jesień, czy jakakolwiek inna pora roku, miałaby być przedmiotem szczególnej miłości. Uznał, że widocznie za tęsknotą i radością wywołaną obcowaniem z „pojęciem jesieni” kryło się coś innego. Podobnie przecież to nie puszka po biszkoptach ani mech były tym, czego pragnął. To coś: „Było czymś innym niż zwykłym życiem, innym nawet niż zwykła przyjemność – czymś, jak powiedziano by dzisiaj, »z innego wymiaru«”8Lewis, Zaskoczony radością, s. 29..

Pragnienie, które Lewis określa też jako Radość, pojawiło się w jego młodości po raz trzeci, gdy podczas czytania poezji poczuł się „przeniesiony gdzieś daleko, w rozległe krainy pod północnym niebem. Pragnąłem niemal do bólu czegoś nieokreślonego”9Lewis, Zaskoczony radością, s. 29−30..

Jest więc to jedno pragnienie czegoś niekreślonego.

Gdzie indziej Lewis wskazuje na rozmaite sposoby przejawiania się owego pragnienia w postaci pragnienia różnych rzeczy. Wydaje się więc, że możemy mówić o różnych pragnieniach:

 

[…] niezwykły jest przedmiot owego pragnienia. Ludzie niedoświadczeni (brak refleksji sprawia, że niektórzy pozostają takimi przez całe życie) zakładają, że gdy je odczuwają, dobrze wiedzą, czego pragną. Na przykład, jeśli uczucie to nachodzi dziecko wpatrujące się w dalekie wzgórze, myśli sobie: „Och! Gdybym tylko mógł się tam znaleźć”. Gdy miesza się ze wspomnieniami przeszłości, myśli: „Gdybym tylko mógł cofnąć się do tamtych dni”. Gdy pojawia się (nieco później) w trakcie czytania „romantycznej” opowieści lub wiersza „o wzburzonych morzach i tajemniczych lądach”, myśli sobie, iż chciałby, by one istniały i by mógł się tam udać. Gdy (jeszcze później) rodzi się w kontekście pragnień erotycznych, wierzy, że jest ono pragnieniem posiadania doskonałego kochanka. Jeśli pojawia się w obcowaniu z literaturą […], opowiadającą o duchach lub z podobnymi utworami, wyrażającymi wiarę w ich istnienie, sądzi, że doświadcza nieukojonego pragnienia przeżywania zjawisk nadprzyrodzonych i okultyzmu. Kiedy ogarnia go, gdy jest pochłonięty studiami nad historią lub nauką, może pomylić je z intelektualnym pragnieniem wiedzy10Clive S. Lewis, Przedmowa do trzeciego wydania, w: tenże, Błądzenie pielgrzyma − alegoryczna obrona chrześcijaństwa, rozumu i romantyzmu, tłum.....

 

Z przedmiotem owego pragnienia jest więc ten problem, że z jednej strony pragnienie może być wywoływane przez różne rzeczy, a z drugiej rzeczy te wcale nie stanowią jego zaspokojenia, a więc tak naprawdę nie są jego właściwymi przedmiotami:

 

Żaden z domniemanych przedmiotów pragnienia nie jest dlań adekwatny. Wystarczy udać się na odległe wzgórze, by stwierdzić, że albo nic nie zyskaliśmy, albo że ponownie powróciło to samo uczucie, które nas tam zawiodło. […] Jeśli chodzi o odpowiedź doszukującą się w nim podtekstów seksualnych, sądzę, że jej fałszywość jest najbardziej oczywista ze wszystkich. […] Pożądanie można zaspokoić. Druga osoba może stać się dla nas „naszą Ameryką, naszą nowo odkrytą ziemią”. Można mieć udane małżeństwo. Jednak cóż to wszystko ma wspólnego z czymś niedającym się nazwać, z pragnieniem przeszywającym nas jak rapier, gdy wdychamy zapach ogniska, słyszymy głos dzikiej kaczki przelatującej nam nad głową […], patrzymy na poranne pajęczyny u schyłku lata lub wsłuchujemy się w szum fal?11Lewis, Przedmowa, s. 16.

 

Pragnienie, o którym pisał Lewis, wywoływane jest przez różne przedmioty, ale żadne przedmioty tego świata go nie zaspokajają, stąd wniosek, że jest to pragnienie czegoś innego. Jest tęsknotą za czymś wykraczającym poza rzeczy tego świata, choć rzeczy tego świata wydawały się je wywoływać. Jednocześnie łączy się ono z poczuciem nierealności tego świata, a nawet swojego „ja” i chęcią zjednoczenia się z czymś innym, które to zjednoczenie wiąże się z unicestwieniem swojego „ja”. Jak Lewis pisał w autobiografii:

 

[…] odwiedziny [Radości] oznaczały w moim życiu najjaśniejsze przebłyski świadomości, kiedy uświadamiałem sobie fragmentaryczność i złudny charakter swego istnienia i boleśnie pragnąłem tego niemożliwego zjednoczenia, które unicestwia, tego wewnętrznie sprzecznego przebudzenia, które ujawni nie to, że mieliśmy sen, ale że sami nim byliśmy12Lewis, Zaskoczony radością, s. 321..

 

Gdy w Chrześcijaństwie po prostu Lewis pisze o tym pragnieniu, wcale nie twierdzi, że wskazuje ono na istnienie osobowego Boga, ale raczej jakiegoś miejsca, jakiegoś rodzaju rzeczywistości:

 

Chrześcijanin stwierdza: „Żadna istota nie rodzi się z takim pragnieniem, dla którego nie istniałoby jakieś zaspokojenie. Dziecko odczuwa głód – istnieje pożywienie. Kaczątko chce pływać – istnieje woda. Ludzie odczuwają pożądanie seksualne – istnieje seks. Skoro więc odnajduję w sobie pragnienie, którego nie może zaspokoić żadne doświadczenie na tym świecie, najprawdopodobniej oznacza to, że zostałem stworzony dla innego świata13Clive S. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002, s. 137..

 

Jeśli ziemskie przyjemności nie zaspokajają tego pragnienia, oznacza to, pisał Lewis, że trzeba „pielęgnować w sobie tęsknotę za prawdziwą ojczyzną, której nie odnajdę aż do śmierci”14Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, s. 137.. „Inny świat”, „prawdziwa ojczyzna” to określenia odnoszące się do miejsca, a nie do osoby. I choć Lewis stwierdził, że pragnienie to pochodzi ostatecznie od Boga, to wydaje się, że nie traktował Boga jako obiektu tego pragnienia. Prawdziwym przedmiotem pragnienia jest inna rzeczywistość:

 

Rzeczywistość ta jest bardziej obiektywna niż ciało, bo nie jest utkana z naszych doznań zmysłowych; naga Obcość – niewyobrażalna (choć nasza wyobraźnia ubiera ją w tysiące obrazów), nieznana, nie zidentyfikowana, upragniona15Lewis, Zaskoczony radością, s. 321..

 

Jest to więc pragnienie czegoś nie z tego świata, tęsknota za innym światem, stąd można powiedzieć, że jest to pragnienie transcendencji, a nie po prostu Boga. Wywołują je różne obiekty tego świata, a ludzie powszechnie uważają, że mają rozmaite pragnienia różnych rzeczy, ponieważ nie rozpoznają zwodniczego charakteru przedmiotów. Lewis też nie rozpoznawał, dopóki się nie nawrócił na teizm. Dopiero wtedy, po nawróceniu, rozeznał prawdziwą naturę tych „pragnień” a jednocześnie tego „pragnienia”.

 

Argument z „różnych pragnień” czy z jednego określonego „Pragnienia”?

No właśnie, należy mówić o „argumencie z pragnień” czy „argumencie z pragnienia”? Na rzecz obu opcji można przytoczyć dobre argumenty. Za liczbą mnogą przemawia to, że różni ludzie pragną różnych rzeczy, nie rozpoznając, że tak naprawdę pragną czegoś nie z tego świata. Ostatecznie przyjmując teistyczny punkt widzenia, należy uznać, że wszelkie dobro, czyli każda rzecz warta pragnienia, lub dobro każdej z rzeczy warte pragnienia, pochodzi od samego Dobra, którym jest Bóg. Nie zmienia to faktu, że odmiennymi pragnieniami są pragnienia udania się w kolejną podróż, zdobycia kolejnego obrazu, obcowania z poezją, posiadania kolejnego samochodu, najnowszego modelu iPhone’a… Każda taka tęsknota jest ostatecznie pragnieniem dobra, które pochodzi od Boga, ale są to różne pragnienia. Dlatego argument Lewisa można określać mianem „argumentu z pragnień”.

Za liczbą pojedynczą przemawia to, że mamy z nią do czynienia w języku angielskim – argument from desire – oraz że tak naprawdę pragnienie, o którym pisał Lewis, ostatecznie ma za swój przedmiot to jedno nieokreślone coś, czego nie ma na tym świecie. To coś jest różnie identyfikowane: zbawienie, życie wieczne, niebo, raj. Na pewno chodzi o coś wykraczającego poza ten świat, czyli transcendentnego wobec rzeczywistości, w jakiej obecnie żyjemy. Tyle że jeśli pozostaniemy przy liczbie pojedynczej i będziemy mówić o „argumencie z pragnienia”, to wcale nie wskażemy przez to na żadną konkretną treść wiążącą się z rozważaniami Lewisa. W przypadku „argumentu z pragnień” sygnalizujemy, że chodzi o odwołanie do faktu, iż ludzie odczuwają różne pragnienia (zatem właściwe jest użycie liczby mnogiej), które to pragnienia pochodzą z jednego źródła. Gdy mówimy „argument z pragnienia”, to mamy na myśli jakieś pragnienie, ale jakie? Aby nazwa ta niosła ze sobą bardziej konkretną informację, można zrobić dwie rzeczy: albo dookreślić i napisać o jakie (czego) dokładnie pragnienie chodzi, albo użyć wielkiej litery – argument z Pragnienia – by w ten sposób wskazać, że nie chodzi o sens potoczny pojęcia „pragnienie”, a o znaczenie techniczne. Wybierając pierwszą opcję, najlepiej oddałaby to, co pisał sam Lewis, nazwa „argument z pragnienia transcendencji”. Wykraczając natomiast poza kwestię tłumaczenia zwrotu „argument from desire” (ponieważ Lewis posługiwał się terminami „Radość” i „pragnienie” w odniesieniu do omawianego doznania, przez co wskazywał na jego ambiwalentny charakter), rozważania filozofa można również określać mianem „argumentu z pragnień i Radości” (patrz: Argument z pragnień i Radości). Możliwe są też inne określenia.

Wydaje się więc, że w odniesieniu do argumentu Lewisa można w uprawniony sposób stosować nazwy „argument z pragnień”, „argument z Pragnienia” lub „argument z pragnienia transcendencji”. Wybór między pierwszą a pozostałymi dwoma opcjami to też wybór pewnego ujęcia rozumowania, jakie prezentował Lewis. W pierwszym przypadku akcentuje się wielość pragnień, przez które przejawia się w naszym świecie transcendentne źródło wszelkiego dobra, a w drugim wskazuje się na fakt, że mamy do czynienia ze specyficznym pragnieniem, którego przedmiot nie jest dostępny na tym świecie.

 

Zakończenie

W przypadku „dowodu z pragnienia szczęścia”, o którym pisał Granat, nie mamy problemu z tłumaczeniem na język polski, ponieważ sam Granat po prostu użył takiej nazwy. Można się jednak zastanawiać, na ile argumentacja Lewisa i przedstawiona przez Granata odwołuje się do tych samych doświadczeń. Czy Lewisa „argument z pragnień” lub z „pragnienia transcendencji” odnosi się do tych samych faktów, czy mowa o tym samym pragnieniu, czy fakty, na które powołuje się Granat, są na pewno „dowodem” na istnienie Boga? Na jakie inne sformułowania i ujęcia „dowodu z pragnienia szczęścia” Granat się powołuje? Czy gdy Granat prowadził swoje rozważania, czerpał z tych samych źródeł co Lewis? Tymi sprawami zajmiemy się w tekstach Każdy chce być szczęśliwy, a więc Bóg istnieje? Dowód z pragnienia szczęścia w ujęciu Wincentego Granata a Clive’a Staplesa Lewisa argument z pragnień i Radości. Część II: Historia dowodu oraz Każdy chce być szczęśliwy, a więc Bóg istnieje? Dowód z pragnienia szczęścia w ujęciu Wincentego Granata a Clive’a Staplesa Lewisa argument z pragnień i Radości. Część III: Materiał dowodowy [teksty opublikujemy wkrótce].

 

Wcześniej opublikowane teksty o Lewisa argumencie z Pragnienia

Argument z pragnień i Radości

Argument z pragnień − odpowiedzi na zastrzeżenia i zarzuty. Część I: Potrzeby wrodzone i co je zaspokaja

Argument z pragnień − odpowiedzi na zastrzeżenia i zarzuty. Część II: Absurd niezaspokojenia i Wszechświata

Czy pragnienie transcendencji jest „nieszczęsnym” skutkiem ubocznym ewolucji biologicznej? Odpowiedź Joego Pucketta na argument Richarda Dawkinsa

Czy teoria ewolucji obala Clive’a Staplesa Lewisa argument z pragnień? Joego Pucketta odpowiedź na zarzut Matthew Alpera

 

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Patrz Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968, s. 211−223.
  • 2 Patrz Joe Puckett, Apologetyka radości. Argument na rzecz istnienia Boga na podstawie C.S. Lewisa argumentu z Pragnienia, przeł. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa [w druku]; Peter. S. Williams, C.S. Lewis kontra nowi ateiści, przeł. Piotr Bylica, Fundacja Profoteo, Warszawa 2021, rozdział 3.
  • 3 Patrz Alister McGrath, Intelektualny świat C.S. Lewisa, przeł. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022.
  • 4 Clive Staples Lewis, Zaskoczony radością. Moje wczesne lata, Wyd. Esprit, Kraków 2010, s. 30‒31.
  • 5 Lewis, Zaskoczony radością, s. 336.
  • 6 Lewis, Zaskoczony radością, s. 28.
  • 7 Lewis, Zaskoczony radością, s. 28.
  • 8 Lewis, Zaskoczony radością, s. 29.
  • 9 Lewis, Zaskoczony radością, s. 29−30.
  • 10 Clive S. Lewis, Przedmowa do trzeciego wydania, w: tenże, Błądzenie pielgrzyma − alegoryczna obrona chrześcijaństwa, rozumu i romantyzmu, tłum. Zbigniew Kościuk, Oficyna Wydawnicza LOGOS, Warszawa 1999, s. 14−15 [11−21].
  • 11 Lewis, Przedmowa, s. 16.
  • 12 Lewis, Zaskoczony radością, s. 321.
  • 13 Clive S. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002, s. 137.
  • 14 Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, s. 137.
  • 15 Lewis, Zaskoczony radością, s. 321.

Nota bibliograficzna:

Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968.

Clive Staples  Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002.

Clive Staples Lewis, Przedmowa do trzeciego wydania, w: tenże, Błądzenie pielgrzyma − alegoryczna obrona chrześcijaństwa, rozumu i romantyzmu, tłum. Zbigniew Kościuk, Oficyna Wydawnicza LOGOS, Warszawa 1999, s. 14−15 [11−21].

Clive Staples Lewis, Zaskoczony radością. Moje wczesne lata, tłum. Magda Sobolewska Wyd. Esprit, Kraków 2010.

Alister McGrath, Intelektualny świat C.S. Lewisa, tłum. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022.

Joe Puckett, Apologetyka radości. Argument na rzecz istnienia Boga na podstawie C.S. Lewisa argumentu z Pragnienia, tłum. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa [w druku].

Peter S. Williams, C.S. Lewis kontra nowi ateiści, tłum. Piotr Bylica, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2021.

Przeczytaj także