Dowód z praw moralnych i głosu obowiązku – w ujęciu Wincentego Granata

Piotr Bylica

Dowód z praw moralnych i głosu obowiązku – w ujęciu Wincentego Granata

W tekście Argument z moralności przytoczyliśmy odwołującą się do faktu istnienia moralności argumentację przeciwko naturalizmowi opartą na rozważaniach Clive’a Staplesa Lewisa. Tu prezentujemy, jak opieranie na moralności dowodu na istnienie Boga widzi ksiądz Wincenty Granat w swojej słynnej książce Teodycea.

 

Argument z moralności, który spotykamy w tekstach Lewisa, ma postać jego własnych rozważań na temat prawa moralnego oraz niezdolności naturalizmu do wyjaśnienia faktu, jakim jest istnienie takiego prawa. Opracowanie zawarte w książce księdza Granata1Patrz Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968, s. 227−243. uwzględnia odwołania do różnych autorów, wskazując, że rozumowanie tego typu jest obecne w tradycji filozoficznej i teologicznej. Pozwala też zorientować się, do jakich źródeł warto sięgnąć, by dogłębniej zbadać tę problematykę. Granat prezentuje także krytykę różnych ujęć tej argumentacji. My z tego bogactwa wybierzemy tylko pewne wątki.

 

Podstawy dowodu

Dowód na istnienie Boga, który opiera się na odwołaniu do prawa moralnego, nazywany jest niekiedy „dowodem deontologicznym”, bo greckie słowo déon oznacza „to, co niezbędne, właściwe”, ale też „obowiązek”. Niekiedy nazywa się go również „dowodem nomologicznym”, która to nazwa podkreśla odwołanie do faktu, że moralność opiera się na czymś, co ma status prawa (gr. nomos oznacza „prawo”). Dowód ten więc „wychodzi z faktu reguł postępowania uwidocznionych w każdej ludzkiej naturze, która posiada używanie rozumu”2Granat, Teodycea, s. 228.. Moralność ma zatem mieć coś wspólnego z używaniem rozumu. Do tej sprawy wrócimy później.

Można powiedzieć, że dowód opiera się na obserwacji, że ludzie cenią pewne rzeczy bardziej od innych, a niektórych wcale nie cenią lub wręcz je potępiają, przy czym mowa tu nie o jakiekolwiek rzeczy, ale o ludzkim postępowaniu czy działaniu. Ze względu na pewne reguły ocenia się to działanie jako dobre lub złe. Już na samym początku Granat zwraca uwagę, że kryterium odróżniające to, co moralne, od tego, co niemoralne, nie stanowią żadne „pozamoralne” elementy:

 

Człowiek jest istotą, która wartościuje, a wśród przeróżnych wartości znajdują się i takie, w których zawiera się stosunek do jakiejś reguły postępowania; zachowanie owej reguły nazywamy dobrem, jej przekroczenie – złem. I wcale nie jest to równoznaczne z przyjemnym i nieprzyjemnym, ze szkodliwym biologicznie i nieszkodliwym; dobro i zło to fakty tak pierwotne w ludzkiej naturze, jak głód i nasycenie, fakty stanowiące w człowieku nową płaszczyznę życia, swoiście rozumianą i określaną zwykle jako moralność3Granat, Teodycea, s. 227..

 

Granat wskazuje, że moralność nie redukuje się do czegoś, co nie ma charakteru moralnego. Fakt, że coś jest dla nas przyjemne lub nieprzyjemne, nie jest tożsamy z tym, że to coś jest dobre lub złe. Pomoc bliźniemu może wiązać się z różnymi niedogodnościami dla nas. Gdyby utożsamić dobro z przyjemnością, należałoby wtedy tę pomoc uznać za coś złego. Oszukanie, okradanie, kłamanie, krzywdzenie może nam dawać przyjemność, ale przecież nie powiemy, że te działania są dobre. Jeśli zamordujemy kogoś, by skorzystać z jego organów, odniesiemy korzyść biologiczną, ale nie będziemy mogli powiedzieć, że było to postępowanie moralnie słuszne. W tym sensie moralność nie redukuje się do czegokolwiek innego, jest faktem podstawowym.

Z faktem moralności wiąże się kwestia głosu obowiązku i sumienia. Stanowią one siłę, która, niekiedy wbrew różnym innym siłom, także siłom natury, wbrew temu, co dla nas przyjemne lub jak się wydaje w danym momencie korzystne – kieruje naszymi działaniami. Granat pisze: „Człowiek, który nie cofa się przed groźbą więzienia i śmierci oraz pragnie za wszelką cenę (nawet życia) iść za głosem obowiązku i sumienia, dowodzi, że jest coś wyższego niż cielesne bytowanie i ziemski dobrobyt”4Granat, Teodycea, s. 227..

Ostatnia z podstawowych spraw to fakt, że moralność jest uznawana za coś specyficznie ludzkiego. Granat nie rozwija tej kwestii, tymczasem od momentu wydania jego książki (1968) pojawiło się wiele opracowań na temat zachowań zwierząt, w których autorzy starają się przypisać zwierzętom nawet altruizm. Ponieważ tradycyjnie zdolność do moralnego postępowania w przypadku człowieka wyjaśniano posiadaniem przez niego niematerialnej i rozumnej duszy, to występowanie takich zachowań w przypadku zwierząt, u których o takiej duszy nie można mówić, świadczyć miałoby o tym, że ostatecznie w rzeczywistości zachowania te mają u nich charakter biologiczny, związany z korzyścią ewolucyjną. O tej sprawie piszemy więcej w tekście Socjobiologia wobec religii. Teorie te są wciąż przedmiotem debaty, na pewno jednak nie wynika z nich, że z twierdzeń o faktach (pewne zachowania są korzystne dla osobnika, populacji, gatunku w kontekście zdolności do przetrwania) biorą się twierdzenia o powinnościach (zachowania te są słuszne lub niesłuszne w sensie, o jakim mówi etyka, czyli nauka o moralności). Wspomniane opracowania nie wyczerpują zresztą różnych ujęć moralności. Granat przytacza niektóre z nich.

 

Różne koncepcje moralności

Kwestionowanie tradycyjnego obrazu moralności polega zwykle na odmawianiu człowiekowi zdolności do wolnego działania, bez którego trudno oceniać jego czyny w kategoriach moralnych, lub na redukowaniu moralności do czegoś innego, wywodzeniu jej z interesów jednostek lub grup.

Stanowisko determinizmu psychicznego w ogóle wyklucza możliwość wolności czynu moralnego. Materializm w postaci uznającej, że wszystko redukuje się do ruchu cząstek materialnych zdeterminowanych prawami przyrody – wyklucza możliwość wolnego wyboru, w tym wyboru istotnego dla zachowania moralnej wartości czynu. Materializm dialektyczny przez wolność rozumie uświadomienie sobie konieczności zachodzących zdarzeń, w tym swoich czynów (wolność to uświadomiona konieczność), tak że im większa świadomość konieczności, tym większa wolność.

Utylitaryzm indywidualny utożsamia moralność z pożytkiem własnym, stawiając znak równości między „pożyteczne dla mnie” a „moralne”. Granat wskazuje, że idee tego typu były głoszone już w starożytności przez takich filozofów, jak Demokryt i Lukrecjusz, a w czasach nowożytnych głosili je tacy osiemnastowieczni materialiści, jak Julien Offray de La Mettrie, Denis Diderot, w XIX wieku zaś Ludwig Feuerbach, Jakob Moleschott i Ludwig Büchner.

Utylitaryzm społeczny, którego zwolennikami byli żyjący w XIX wieku francuski filozof i współtwórca socjologii August Comte, angielski filozof John Stuart Mill czy angielski filozof i socjolog Herbert Spencer, za etycznie dobry uznaje czyn pożyteczny dla społeczeństwa, a szkodliwy dla społeczeństwa – za czyn niesłuszny. Odchodząc nieco od wywodu Granata, można zauważyć, że tego typu podejście absolutyzujące społeczność, czyli daną grupę ludzi, prowadzi do pewnego rodzaju relatywizmu etycznego. Jeśli różne grupy rozmaicie definiują, co jest dla nich pożyteczne, więc i dobre, to nie istnieje niezależna podstawa do oceny „moralności” danej grupy: nie można powiedzieć, że czyjaś moralność jest lepsza lub gorsza. Jeśli Niemcy przed wybuchem II wojny światowej uznali, że pożyteczne dla nich będzie wymordowanie Żydów i zniewolenie Polaków, to z punktu widzenia tego podejścia nikt nie może powiedzieć, że działają oni niemoralnie. Chyba że jedynie w tym sensie, iż z punktu widzenia tego, co jest pożyteczne dla społeczności Żydów i Polaków, „moralność” niemiecka była niezgodna z ich moralnością. Obie grupy jednak miałyby taką samą „słuszność” po swojej stronie, czyli żadna by jej nie miała w normalnym sensie słowa „słuszność”, w jakim je zwykle używamy.

Granat przytacza także koncepcję Fryderyka Nietzschego głoszącego, że „moralność tradycyjna powstała w obronie słabszych musi ustąpić przed moralnością nadczłowieka, który siłą zdecyduje, co jest dobre, a co jest złe”5Granat, Teodycea, s. 229.. W kontekście rozważań z poprzedniego akapitu widzimy, że Nietzsche wskazuje szczególne kryterium odróżniania moralności lepszej od gorszej. Lepsza to ta, która została przeforsowana za pomocą siły. Siła, przemoc to jedyny naprawdę skuteczny czynnik, który można zastosować, by wprowadzić zmianę w czyimś zachowaniu, jeśli zrezygnuje się z tradycyjnego odwołania do rozumnej duszy zdolnej do poznania i właściwej odpowiedzi na istniejące niezależnie od niej prawo moralne.

Nadmieniając jedynie o koncepcjach dziewiętnastowiecznych filozofów Arthura Schopenhauera i Eduarda Hartmanna, Granat więcej miejsca poświęca ujęciu moralności w systemie Immanuela Kanta. Kant pisze, że każdy człowiek posiada w sobie imperatyw moralny nakazujący mu odpowiednie działanie, ale żeby podążanie za tym imperatywem miało sens, trzeba założyć istnienie wolnej woli i Stwórcy. Istnienia wolnej woli oraz Stwórcy nie da się udowodnić niezależnie, trzeba natomiast przyjąć prawdziwość twierdzeń o ich istnieniu, żeby mieć dobrą motywację do posłuszeństwa względem imperatywu moralnego. Można powiedzieć, że Kant po prostu stwierdza, że istnieje w nas imperatyw moralny nakazujący właściwe postępowanie, że to, co właściwe, nie ma nic wspólnego z naszą własną korzyścią, przyjemnością, instynktami. Nie stwierdza jednak, że imperatyw ten został w nas „wszczepiony” przez Boga.

Pochodzenie moralności i głosu obowiązku jest różnie rozumiane w socjologizmie, marksizmie i przez zwolenników ewolucjonizmu moralnego. Niemniej koncepcje te okazują się trudne do obrony w zetknięciu z faktami, których dostarczają badania nad kulturami pierwotnymi. Przytoczmy dłuższy fragment:

 

Socjologizm wyjaśnia powstanie moralności koniecznościami społecznymi, marksizm zaś sądzi, że organizacja życia społecznego spowodowała powstanie pojęć dobra i zła; skoro bowiem z pierwotnej komuny rozwijały się ustroje: niewolniczy, feudalny, kapitalistyczny, to każdy z nich posiadał swoistą moralność, która się zmieniała ze śmiercią danego ustroju.

Teorie zwolenników ewolucjonizmu w dziedzinie moralnej wymieniają rozmaite źródła moralności: wychowanie, wpływy kapłanów, nacisk praw społecznych, strach, chęć obronny przed mocniejszym. Te wszystkie próby wyjaśnienia moralności i obowiązku napotykają trudności pochodzące z dziedziny etnologii, która nie zna amoralizmu wśród rozmaitych pierwotnych szczepów gatunku ludzkiego. Tak samo historia i prehistoria nie dostarczają pewnego dowodu na to, że ludzkość była kiedyś amoralna6Granat, Teodycea, s. 235..

 

Na koncepcję stałości podstawowych norm moralnych wskazywaliśmy także w innych tekstach. Szczególnie cała sekcja Uniwersalność prawa moralnego poświęcona jest przytaczanym przez Lewisa przykładom wspólnych zasad moralnych spotykanych w cywilizacjach na całym świecie. Także w tekście Monoteizm pierwotny i praobjawienie – według Wilhelma Schmidta piszemy o koncepcji głoszącej podzielanie przez pierwszych ludzi wspólnych zasad moralnych mających pochodzić od Stwórcy w drodze praobjawienia, które miało się dokonać na początku istnienia ludzkości.

 

Prawo moralne – prawem natury

Ze stwierdzenia faktu powszechności podstawowych zasad moralnych można przejść do uznania ich za jedno z praw istniejących w świecie. Granat pisze: „Uznanie stałych (przynajmniej w jakimś zakresie) norm moralności przyrodzonej prowadzi do stwierdzenia faktu prawa natury”. Idea moralności opartej na prawie naturalnym wyrażana była przez świętego Tomasza z Akwinu i różnie odbierana w nowożytnej filozofii. Ta złożona sprawa dokładniej omówiona jest u nas w tekście Filozofia prawa natury, czyli dlaczego pestka chce być drzewem. Tu przytaczamy jedynie końcowe fragmenty opracowania Granata na ten temat:

 

Współcześni prawnicy i filozofowie prawa zastanawiają się, czy prawo naturalne moralne istnieje jako norma obowiązująca wszystkich ludzi, jakie są jego właściwości, istota, zasięg i moc obowiązująca. Słynna encyklika Jana XXIII Pacem in terris stwierdza z mocą istnienie moralnego porządku, który jest ustanowiony przez Boga: „Stwórca świata wyrył w głębi człowieka ład ujawniany w jego sumieniu i bardzo nakazuje ten ład zachowywać”. Z ładu moralnego, który Bóg ustanowił, wynika cały szereg praw i obowiązków człowieka […]7Granat, Teodycea, s. 235..

 

Tak jak istnieją prawa przyrody znane z fizyki, których autorem miałby być Bóg i zgodnie z którymi funkcjonuje świat materialny, tak samo Bóg jest źródłem porządku moralnego, który „wyryty” został „w głębi człowieka”. Lewis zwraca uwagę na ważną różnicę między zwykłymi prawami przyrody a tym prawem natury ludzkiej, że o ile nie ma możliwości, by złamać te pierwsze, to prawa moralne, choć z jakąś siłą na nas oddziałują, są jednak przez nas nagminnie łamane (patrz Argument z moralności ).

 

Przejście do dowodu

Moc dowodowa moralność, jak wskazuje Granat, występuje tylko przy pewnym jej rozumieniu, szczególnie przy odrzuceniu różnych sposobów jej redukcji do czegoś pozamoralnego: „należy uznać, że moralność i obowiązek nie pochodzą ani z nacisku społecznego, ani z wychowania czy strachu, ani z warunków gospodarczych, z siły czy z jakiegokolwiek czynnika zewnętrznego w stosunku do indywidualnej ludzkiej natury”8Granat, Teodycea, s. 237.. Moralność musi być więc uznana za związaną z „funkcjami rozumnej ludzkiej natury”.

Dowód sformułowany jest następująco:

 

W naturze ludzkiej, rozpatrywanej historycznie i psychologicznie, znajdujemy pewną ilość moralnych zasad, które nakazują czynić dobro, a unikać zła. Ponadto spostrzegamy w każdym człowieku głos obowiązku, który nie zawiera przymusu, a mimo to posiada w sobie większą siłę od wszystkich potęg materialnych.

Powyższe fakty nie dadzą się wytłumaczyć bez przyjęcia istnienia takiej istoty osobowej, od której ludzka natura jest zależna i od której może otrzymać nakaz wykonania jakiegoś czynu lub powstrzymania się od niego.

Ta zaś istota albo jest Pełnią Bytu, tj. Bogiem, albo od Boga zależy.

A więc fakt moralności i głos obowiązku prowadzą nas do uznania Stwórcy9Granat, Teodycea, s. 238..

 

Do tak sformułowanego dowodu Granat dodaje następujące wyjaśnienie:

 

Gdyby w ludzkiej naturze nie było odblasku moralnego porządku, tj. gdyby człowiek z natury swej nie był obdarzony zdolnością wartościowania, to ani wychowanie, ani tresura społeczna, ani jakiekolwiek inne czynniki nie byłyby zdolne zaprowadzić moralności. Tak samo poczucie obowiązku czysto wewnętrznego o charakterze wiążącym, a nie przymuszającym przenosi nas w świat inny, pozamaterialny i pozaspołeczny […].

Skoro uznamy niektóre moralne zasady za bezwzględnie obowiązujące, to nie wyda się rzeczą dziwną, że nie mogą one pochodzić od anonimowych i nieosobowych wartości; nie da się ich też wywnioskować ze względnej i przygodnej natury ludzkiej10Granat, Teodycea, s. 238..

 

Zakończenie

Granat przedstawia rozumowanie, zgodnie z którym fakt moralności nie daje się wytłumaczyć, jeśli nie przyjmie się idei osobowego źródła prawa moralnego, którym to źródłem ostatecznie ma być Bóg. Całe to wnioskowanie opiera się na założeniach co do natury moralności, szczególnie na uznaniu, że prawo moralne nie daje się sprowadzić do innych rzeczy niż porządek ustanowiony przez Boga. Założenie to bardziej szczegółowo omawiamy w sekcji Subiektywizm moralny i jego problemy, odwołując się do dokonanej przez Lewisa krytyki takiego redukcjonistycznego podejścia, które on określał mianem „subiektywizmu” moralnego.

 

 

 

 

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Patrz Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968, s. 227−243.
  • 2 Granat, Teodycea, s. 228.
  • 3 Granat, Teodycea, s. 227.
  • 4 Granat, Teodycea, s. 227.
  • 5 Granat, Teodycea, s. 229.
  • 6 Granat, Teodycea, s. 235.
  • 7 Granat, Teodycea, s. 235.
  • 8 Granat, Teodycea, s. 237.
  • 9 Granat, Teodycea, s. 238.
  • 10 Granat, Teodycea, s. 238.

Nota bibliograficzna:

Wincenty Granat, Teodycea. Istnienie Boga i Jego natura, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1968.

Przeczytaj także