Inkwizytor – diabeł wcielony?

Według czarnej legendy inkwizycji, do funkcji inkwizytora powoływani byli zabobonni, niewykształceni, a  ślepo służący papieżowi zakonnicy, których cechowały upodobania sadystyczne, nakierowani tylko na to, by spalić jak największą liczbę domniemanych heretyków, szczególnie wrogo nastawieni do kobiet, które –  ponieważ już trafiły przed sąd kościelny – stawały się ofiarami ich zaburzonych skłonności. W niniejszym tekście naprostowujemy ten wykrzywiony obraz.

 

Uznany francuski historyk Jean-Pierre Dedieu, autor książki Inkwizycja, który wprost stwierdza, że nie ma na celu obrony inkwizycji, pisze jednocześnie, iż jeśli rzetelnie potraktować ten temat, to prezentacja właściwej perspektywy w zestawieniu z czarną legendą może wyglądać na obronę tej instytucji:

 

O Inkwizycji rozpowszechniono wszelako tak nieprawdopodobne legendy, że zwykłe przywrócenie właściwej perspektywy, poparte jednomyślną zgodą ludzi uznanych przez społeczność naukową za najlepszych specjalistów, może przypominać mowę obrończą1Jean-Pierre Dedieu, Inkwizycja, Wydawnictwo Thesaurus Press, Wrocław 1993, s. 16..

Czarna legenda inkwizycji obejmuje nie tylko instytucję, ale też samych inkwizytorów. Zdaniem Dedieu, obraz ten jest zniekształcony i nie odpowiada faktom:

 

Dzisiaj mają oni fatalną reputację. Inkwizytor stał się typem literackim, w najlepszym wypadku ograniczonym fanatykiem, w najgorszym – łotrem, sadystą, hipokrytą, a na dodatek lubieżnikiem. Niewiele obiektywnych czynników usprawiedliwia ten obraz. Z pewnością zdarzali się tacy, którzy przynajmniej częściowo odpowiadali stereotypowi, na przykład słynny Lucero, którego ostatecznie usunięto ze stanowiska na początku XVI wieku, gdy dziesiątkami chciał wysyłać na stos notabli Kordoby.

Nie jest on jednak wcale przypadkiem reprezentatywnym. Może to budzić zdziwienie, lecz zdaje się, że raczej rozwaga niż fanatyzm, była główną cechą tych ludzi. To, co wiadomo o ich życiu, nie przystaje do obrazu chorobliwie zamkniętego w sobie bigota2Dedieu, Inkwizycja, s. 51–52 [podkreślenia dodano]..

Oczywiście nie sposób zaprzeczyć temu, że w rzeszy ludzi wyznaczonych przez Kościół do pełnienia funkcji inkwizytora znajdowały się osoby nadużywające swojej funkcji dla korzyści osobistych i wypaczające sens istnienia samej instytucji, w ramach której funkcjonowały. Ale w ich przypadku możemy właśnie mówić o wypaczeniach, co samo w sobie wskazuje, że wzorzec i właściwy, czyli zamierzony przez Kościół średniowieczny, typ osoby, należyte kompetencje i cechy osobowościowe odbiegały od tego wykrzywionego obrazu.

 

Przede wszystkim nawracać

Współcześni historycy są zgodni co do tego, że wyznaczonym przez władze Kościoła naczelnym celem inkwizytora było nie torturowanie i palenie heretyków na stosie, ale przekonanie ich do porzucenia fałszywej drogi oraz obrona ludności przed błędami:

 

inkwizytorzy mieli przede wszystkim zachęcać odstępców do porzucenia błędów i powrotu do Kościoła. Zgodnie z papieskimi instrukcjami heretycy, którzy szczerze wyznali swoje winy i okazali skruchę, mogli przystąpić do ceremonii pojednania z Kościołem i otrzymać pokutę. [Inkwizytorzy] mieli w pierwszym rzędzie prowadzić działania duszpasterskie […], głosząc kazania przeciwko heretykom3Paweł Kras, Wstęp do wydania polskiego, w: Christine Caldwell Ames, Inkwizycja i bracia św. Dominika. Słuszne prześladowanie, tłum. Aleksander....

Na podstawie świadectw historycznych wiemy, że dyskusje z heretykami, próby ich przekonania stanowiły normalną, powszechną praktykę:

 

dokładano wszelkich starań, by nawrócić grzeszników. Nie licząc się z kosztami, sprowadzano wybitnych teologów, zaopatrywano więźniów w odpowiednie lektury. Często wstrzymywano wykonanie wyroków, gdy pojawiała się szansa na nawrócenie heretyka. Angażowano w to lokalną społeczność – przykładem może być Sewilla, gdzie w 1720 roku w nawracanie pewnego skazanego zaangażowała się miejscowa inteligencja, a za powodzenie tych starań modlono się we wszystkich kościołach przez trzy dni i trzy noce4Marek Piotrowski, Kościół oskarżony, Wydawnictwo AA, Inicjatywa Ewangelizacyjna „Wejdźmy na szczyt”, Wydawnictwo IKONA, Kraków 2019, s. 532. .

 

Tępy, niewykształcony i zaburzony emocjonalnie inkwizytor – czy rzeczywiście?

Czarną legendą są objęci szczególnie inkwizytorzy papiescy, czyli wyznaczani przez papieża sędziowie kościelni, którzy reprezentowali go w poszczególnych diecezjach. O wielu inkwizytorach mamy tylko szczątkowe informacje. O niektórych możemy jednak powiedzieć więcej, jak na przykład o ważnej postaci, którą był dominikanin Bernard Gui, który w latach 1308–1322 był papieskim inkwizytorem dla diecezji tuluskiej. Jak wszyscy inkwizytorzy wywodzący się z zakonu dominikańskiego Gui musiał spełniać wysokie standardy. Amerykańska znawczyni kultury średniowiecza Christine Caldwell Ames pisze, że każdy dominikański inkwizytor musiał posiadać wysokie kwalifikacje moralne i intelektualne:

 

Aby podołać zadaniom officium inquisitionis, inkwizytor musiał posiadać odpowiednie wykształcenie teologiczne, które pozwalało mu weryfikować zeznania podejrzanych o herezję i wykryć poglądy sprzeczne z nauką Kościoła. Umiejętności kaznodziejskie pozwalały mu z kolei podjąć próbę nawrócenia heretyka. Trafna ocenia winy oskarżonego o herezję i szczerości jego skruchy wymagała zaś wrażliwości surowego, ale zarazem rzetelnego spowiednika. Oczekiwano od niego nie tylko rozpoznania grzechów, ale także wyznaczenia adekwatnej pokuty. Sprawne prowadzenie działalności inkwizycyjnej zmuszało inkwizytora do zdobycia podstawowej wiedzy w zakresie prawa kanonicznego. Prowadząc postępowanie sądowe w sprawach o herezję, musiał on przestrzegać obowiązujących przepisów prawnych. Ich nieznajomość mogła bowiem doprowadzić do unieważnienia całego procesu5Ames, Inkwizycja…,  s. 16–17..

Biorąc pod uwagę taki opis kompetencji, zadań i odpowiedzialności, jaka spoczywała na inkwizytorze, łatwo zrozumieć, jak funkcja ta przyczyniała się do poprawy jakości rozpraw sądowych w porównaniu z tymi, które były prowadzone z ramienia sądów świeckich przez osoby związane z lokalnymi władzami, często nieposiadające odpowiedniego wykształcenia, nie mówiąc już o ochronie przed samosądami ze strony prostego ludu, do któych w średniowieczu często dochodziło.

Sam Gui był organizatorem życia zakonnego, historiografem i hagiografem. Dysponujemy napisanym przez niego podręcznikiem dla inkwizytorów Practica inquisitionis haereticae pravitatis oraz protokołami prowadzonych przez niego spraw. Ames następująco przedstawia profil inkwizytora zawarty we wspomnianym podręczniku, posiłkując się także cytatami z tego dzieła:

 

inkwizytor „powinien słuchać, dyskutować i przesłuchiwać z gorliwością i cierpliwością, tak aby dojść do światła prawdy”. Jego działaniami powinny kierować umiłowanie prawdy i miłosierdzie, a nie gniew i żądza odwetu. Gui podkreślał, że [inkwizytor] musi unikać działań z pobudek emocjonalnych, gdyż wyrządzają one szkodę procesowi inkwizycyjnemu. Ważną cechą dobrego inkwizytora powinna być wytrwałość w dążeniu do poznania prawdy. Jak pisał Gui, w służbie sprawiedliwości musi on znosić wszelkie trudności i przeciwności, a nawet być gotowy na narażenie własnego życia. Dobry inkwizytor powinien postępować zgodnie z procedurą i nie ulegać żadnym formom nacisku. […] Ważną cechą inkwizytora powinien być chłodny osąd i ostrożność w podejmowaniu działań. Gui zalecał także, aby każdy inkwizytor z rozwagą oceniał wszystkie otrzymane informacje i starannie analizował zebrany materiał dowodowy6Ames, Inkwizycja…, s. 16..

 Według czarnej legendy inkwizycji Gui należy do najmroczniejszych postaci. Propaganda antykatolicka, jak ta prezentowana w słynnej książce Umberta Eco Imię róży, pokazuje go jako postać krwiożerczą, skazującą na stos każdego, kto stanął przed jego sądem. Taki opis wydaje się kłócić z przedstawioną w powyższym cytacie wizją inkwizytora. Dokumenty, którymi dysponujemy, są jednak spójne z charakterystyką, którą podał Gui, a przeczą fałszywej legendzie. Wynika z nich, że wyrok, który prowadził do wykonania kary śmierci, stanowił mniej więcej jedno na sto orzeczeń7Patrz Piotrowski, Kościół…, s. 529..

Innym funkcjonującym w powszechnej świadomości przykładem fanatycznego niemającego litości sadysty jest hiszpański inkwizytor Tomás de Torquemada (1420–1498). Z wizją tą kłócą się pozostałe po nim zapiski, w których napomina, aby

 

„sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników”8Cyt. za: Piotrowski, Kościół…, s. 529..

 

Oczywiście czarna legenda kłóci się z odwołaniem do miłosierdzia, które mamy w tej wypowiedzi. Nie kłócą się z nim jednak znane dokumenty, z których wynika, że przy najdalej idących szacunkach w przypadku Torquemady można mówić o maksymalnie dwóch procentach wyroków śmierci. Poza tym Torquemada nie w testamencie, ale jeszcze za życia przeznaczał swój majątek dla biednych, w tym również dla rodzin, których bliscy zostali skazani przez inkwizycję9Patrz Piotrowski, Kościół…, s. 529..

Wspomniane fakty przeczą więc propagandzie mówiącej o intelektualnej tępocie, krwiożerczości, bezduszności, sadyzmie i braku litości jako typowych cechach inkwizytorów, a szczególnie dwóch najbardziej znanych bohaterów czarnej legendy.

 

Kontekst kulturowy a moralny subiektywizm i obiektywizm

Ktoś mógłby jednak twierdzić, że niezależnie od tego, ile jest prawdy, a ile fałszu w czarnej legendzie o inkwizycji, to, czym zajmowali się inkwizytorzy, czyli „prześladowanie” heretyków i domniemanych czarownic, było moralnie złe. Taką ocenę może jednak w sposób spójny przyjmować tylko osoba, która nie jest moralnym relatywistą czy subiektywistą. Subiektywista nie wierzy bowiem w obiektywnie, powszechnie obowiązujące prawo słuszności i niesłuszności, które dotyczy wszystkich ludzi, zawsze i wszędzie, i nie jest jedynie wynikiem przyjęcia tych czy innych konwencji, które są różne w zależności od kultury czy cywilizacji i które równie dobrze mogłyby być inne. W innych tekstach pokazujemy, że subiektywizm moralny jest nie do utrzymania, a uznanie istnienia obiektywnego prawa słuszności i niesłuszności prowadzi do teistycznego wniosku o istnieniu transcendentnego wobec świata moralnego prawodawcy (patrz Subiektywizm moralny i jego problemy, Argument z moralności). Jeśli uwzględnić kontekst kulturowy, w jakim funkcjonowali inkwizytorzy, to będąc subiektywistą moralnym, który uważa, że moralność jest zależna od epoki, nie można mieć do inkwizytorów pretensji, że tropili i sądzili heretyków i czarownice, bo takie były wtedy czasy, że podobne działania jak najbardziej zgadzały się z ówczesnymi przekonaniami o tym, co jest słuszne. Subiektywista moralny nie może więc uznać, że poczynania inkwizytorów były złe.

Ale czy rzeczywiście normy moralne uległy zmianie od czasów, kiedy działali Bernard Gui czy Torquemada? Za  Clive’em Staplesem Lewisem warto powtórzyć, że to, iż dziś w kulturze Zachodu nie pali się czarownic, nie wynika tak naprawdę ze zmiany moralności, ale z odejścia od przekonań co do faktów – przestano wierzyć, że czarownice w ogóle istnieją:

 

dzisiaj nie skazujemy czarownic na śmierć dlatego, że nie wierzymy w ich istnienie. Gdybyśmy wierzyli – gdybyśmy naprawdę sądzili, że chodzą wśród nas ludzie, którzy zaprzedali się diabłu i używają otrzymanej w zamian nadprzyrodzonej mocy do zabijania bliźnich, mieszania im zmysłów czy wywoływania niepogody – chyba zgodzimy się, że jeśli ktokolwiek zasługuje na karę śmierci, to zasłużyliby na nią tak plugawi kolaboranci10Clive Staples Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002, s. 28..

 

Nie zmieniła się reguła moralna, która zaleca ochronę społeczeństwa czy niewinnych ludzi przed różnymi zagrożeniami. Zmieniło się jedynie przekonanie co do tego, jakie zagrożenia są realne. Zatem niezależnie od tego, czy jest się ateistycznym subiektywistą moralnym, czy teistycznym wyznawcą obiektywności prawa moralnego, nie można zwalczania herezji i czarownic przez inkwizytorów uznać za moralnie niesłuszne. I tylko osoba, która nie jest subiektywistą moralnym, może spójnie krytykować te ich działania, które były nadużyciami, niepotrzebnym okrucieństwem czy stanowiły wyraz nieuczciwości, bo tylko odrzucając relatywizm, można spójnie twierdzić, że coś jest naprawdę dobre lub złe, że coś było postępowaniem słusznym, a inne działania to wypaczenie.

 

Redakcja Contra Gentiles

Przypisy:

  • 1 Jean-Pierre Dedieu, Inkwizycja, Wydawnictwo Thesaurus Press, Wrocław 1993, s. 16.
  • 2 Dedieu, Inkwizycja, s. 51–52 [podkreślenia dodano].
  • 3 Paweł Kras, Wstęp do wydania polskiego, w: Christine Caldwell Ames, Inkwizycja i bracia św. Dominika. Słuszne prześladowanie, tłum. Aleksander Gomola, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2013, s. 13 [7–35].
  • 4 Marek Piotrowski, Kościół oskarżony, Wydawnictwo AA, Inicjatywa Ewangelizacyjna „Wejdźmy na szczyt”, Wydawnictwo IKONA, Kraków 2019, s. 532.
  • 5 Ames, Inkwizycja…,  s. 16–17.
  • 6 Ames, Inkwizycja…, s. 16.
  • 7 Patrz Piotrowski, Kościół…, s. 529.
  • 8 Cyt. za: Piotrowski, Kościół…, s. 529.
  • 9 Patrz Piotrowski, Kościół…, s. 529.
  • 10 Clive Staples Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002, s. 28.

Nota bibliograficzna:

Ames Christine Caldwell, Inkwizycja i bracia św. Dominika. Słuszne prześladowanie, tłum. Aleksander Gomola, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2013.

Dedieu Jean-Pierre, Inkwizycja, przeł. Grażyna Wójcik, Wydawnictwo Thesaurus Press, Wrocław 1993.

Kras Paweł, Wstęp do wydania polskiego, w: Ames, Inkwizycja i bracia św. Dominika…, s. 7–35.

Lewis Clive Staples, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002.

Piotrowski Marek, Kościół oskarżony, Wydawnictwo AA, Inicjatywa Ewangelizacyjna „Wejdźmy na szczyt”, Wydawnictwo IKONA, Kraków 2019.