Monoteizm pierwotny i praobjawienie – według Wilhelma Schmidta

Piotr Bylica

Tekst Pierwsza religia ludzkości – kilka niereligijnych koncepcji traktuje o różnych naturalistycznych i ewolucjonistycznych wyjaśnieniach pochodzenia religii, które funkcjonowały w religioznawstwie od drugiej połowy XIX wieku. Znacząco wpłynęły one na popularną ateistyczną argumentację przeciwko prawdziwości religii. Ponieważ na żadnym etapie rozwoju religii nie dopuszczają one możliwości Boskiego objawienia i dążą do wykazania, że wszystkie współczesne religie są jedynie kontynuacją błędnych przekonań podzielanych przez prymitywne ludy prehistoryczne, to trudno je pogodzić z chrześcijaństwem (i wszystkimi innymi religiami teistycznymi, które uważają się za objawione lub uznają, że na drodze rozumowej człowiek może dojść do prawdziwego poznania Boga).

Przedstawiciele ewolucjonizmu w religioznawstwie, jak Edward Burnett Tylor (1832‒1917), a także James George Frazer (1854‒1941), John Lubbock (1834‒1913), Robert Ranulph Marett (1866‒1943), John Ferguson McLennan (1827‒1881), Herbert Spencer (1820‒1903) i inni, uważali, że monoteizm to najmłodsza i najbardziej rozwinięta z form religii oraz że był on poprzedzony przez politeizm. Przed politeizmem występowały religie ludów pierwotnych i tu autorzy ci różnili się w opiniach, jaki rodzaj religii był rzeczywiście pierwszy: czy był to animizm, totemizm, fetyszyzm, manizm, a może jeszcze coś innego. Zgadzali się jednak, że ani w pochodzeniu tamtych religii, ani obecnych nie ma niczego, co wymaga odwołania się do czynników nadnaturalnych. Wszyscy zasadniczo aprobowali opinię Tylora (którego można uważać za głównego przedstawiciela tego nurtu), że trwanie współczesnych ludzi przy religii świadczy o tym, iż niektórzy nie rozumieją świata, bo nie słuchają nauki, która mówi o w pełni naturalnym pochodzenia świata i ewolucji życia, człowieka oraz jego wytworów, w tym religii.

Z tak rozumianym ewolucjonizmem polemizował w pierwszej połowie XX wieku niemiecki lingwista, etnolog i religioznawca, badacz języków, kultur i religii ludów pierwotnych, a także werbista Wilhelm Schmidt (1868‒1954)1Andrzej Bronk jednak uważa, choć Schmidt pod różnymi względami nie zgadzał się z nurtami dominującymi w nauce, to „nie.... Bronił koncepcji, że pierwsi ludzie bynajmniej nie byli istotami prymitywnymi, wręcz przeciwnie. Uważał, że ich racjonalności i zdolnościom poznawczym niczego nie brakowało oraz że pierwszą religią była wiara w jednego Boga, czyli monoteizm (stąd nazwa monoteizm pierwotny), a właściwym wytłumaczeniem pojawienia się jej jest praobjawienie, czyli objawienie się Boga ludziom na początkowym etapie ich istnienia. Tezy te wywodził i bronił, odwołując się do argumentów naukowych, to jest do danych zebranych w badaniach nad kulturami współcześnie żyjących ludów zbieracko-łowieckich i pasterskich lub niedawno wymarłych. Były to zasadniczo te same dane, którymi dysponowali zwolennicy podejścia ewolucjonistycznego. Schmidt jednak porządkował je i interpretował odmiennie niż oni. Swoje koncepcje prezentował w wielu artykułach i wystąpieniach, ale jego głównym opracowaniem na temat pochodzenia religii i idei Boga jest dwunastotomowe dzieło Der Ursprung der Gottesidee, które powstawało w latach 1926‒1955.

 

Schmidt – katolik. Czy to problem?

Czy różnica ta brała się stąd, że wspomniani ewolucjoniści przyjmowali zasadniczo filozofię naturalistyczną, a Schmidt będący katolickim zakonnikiem (należał do wspólnoty werbistów) się z nią nie zgadzał? To nie ulega wątpliwości. Fakt ten może wywoływać reakcje w stylu: skoro to ksiądz, katolik, to wszystko wyjaśnia; wymyślił koncepcję, która miała pasować do jego wiary; to nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką. Zanim przejdziemy do omówienia argumentów Schmidta, zajmijmy się krótko powyższymi uwagami.

Twierdzenie, że nauka polega na niczym nieuprzedzonym, szczególnie nieuprzedzonym żadną filozofią czy przekonaniami światopoglądowymi, zbieraniem faktów i wyprowadzeniem z nich na drodze czysto logicznej praw i teorii wyjaśniających te fakty, to mit. I nie jest to żaden zarzut wobec nauki, po prostu czynniki te odgrywają ważną rolę w nauce i to zarówno w sytuacjach, gdy nauka odnosi sukcesy, jak i porażki [patrz (Zawodne) sposoby odróżniania nauki od nienauki. Lepszych brak]. Poza tym jeśli komuś przeszkadza katolickość Schmidta, bo uznaje, że katolicyzm czy chrześcijańskie wyznanie uczonego, gdy jest zgodne z wynikami jego badań, to tym gorzej dla tych wyników, niech zwróci uwagę na następujące dwa przykłady. Otóż belgijski astronom i ksiądz katolicki Georges Lemaître (1894‒1966) na podstawie Einsteinowskich równań ogólnej teorii względności wykazywał możliwość rozszerzania się Wszechświata oraz że Wszechświat miał początek, że kiedyś cała materia była skupiona w jednym punkcie, który nazwał „pierwotnym atomem”, a który współczesna fizyka określa jako „osobliwość” lub „pierwotna osobliwość”. Lemaître przedstawił więc teorię, która zgadza się z chrześcijańską tezą, że Wszechświat miał początek, że nie istnieje odwiecznie. Koncepcję pierwotnego atomu dziś nazywa się teorią Wielkiego Wybuchu i jest ona obecnie w nauce powszechnie przyjmowana (patrz Naturalizm w kosmologii. Część I: Problem początku Wszechświata) przez uczonych ateistycznych, jak i wierzących. Po drugiej (światopoglądowo) stronie barykady mamy Darwina, którego teoria również dobrze współgra z jego antyteistycznymi przekonaniami (patrz Poglądy teologiczne Darwina). Ona też jest powszechnie przyjmowana, szczególnie chętnie przez zagorzałych ateistów, ale nie tylko.

Tak naprawdę wszelkie poznanie ludzkie opiera się na pewnych założeniach, także filozoficznych lub religijnych czy światopoglądowych, a według różnych nurtów w filozofii: bez założeń nie byłoby ono w ogóle możliwe. Problem pojawia się, gdy uczony albo nie zdaje sobie sprawy z takich założeń, albo przyjmuje je bezkrytycznie i świadomie zniekształca fakty lub pomija te, które mu nie pasują. Schmidt oczywiście dostrzegał światopoglądowe uwarunkowania swoich badań i koncepcji, jak i w ogóle badań nad kwestią pochodzenia religii. Traktował je jako hipotezy i opracowywał na drodze rzetelnego odwołania do powszechnie dostępnych danych. A to, że te same fakty można wyjaśniać za pomocą różnych niezgodnych ze sobą teorii, jest sprawą dziś powszechnie znaną w filozofii nauki. Niemiecki badacz dostępne dane wyjaśniał w sposób zgodny ze swoją wiarą. Naturaliści robią to samo po swojemu. Rozstrzygnięcie, kto ma rację w kwestii wielu szczegółowych twierdzeń tej czy innej teorii, to sprawa zgodności owych teorii z faktami i poprawności rozumowań. Jest to spór, który nie musi wykraczać poza obręb nauki. Zdecydowanie, czyje światopoglądowe założenia są słuszne, to coś, do czego same dane empiryczne i logika nie wystarczają [patrz (Zawodne) sposoby odróżniania nauki od nienauki. Lepszych brak]. W każdym razie o ile ktoś rzetelnie podchodzi do dostępnych faktów i nie gwałci praw logiki i zasad uczciwości naukowej, to nie można mięć do niego pretensji, że przyjmuje te czy inne założenia filozoficzne.

 

Empiryczny aspekt pochodzenia idei monoteizmu pierwotnego

Szkocki autor tekstów poświęconych między innymi kulturze ludowej i pochodzeniu mitologii Andrew Lang (1844‒1912) zwrócił uwagę, że u ludów pierwotnych Australii Południowo-Wschodniej i ludów innych kontynentów: 1) mamy do czynienia z przyjmowaniem standardów moralnych, jakie normalnie kojarzymy z zasadami spotykanymi na wysokim stopniu rozwoju cywilizacji ludzkich, 2) ludy te uważają, że istnieje pojedynczy Bóg (Istota Najwyższa uznawana za Stwórcę), od którego owe reguły się wywodzą, który jest zainteresowany tym, by były przestrzegane, i który troszczy się o ten lud2Winfried Corduan, In the Beginning God: A Fresh Look at the Case for Original Monotheism, [kindle edition], B&H Publishing.... Na podstawie tego faktu Lang wysunął wbrew Tylorowi tezę, że pierwszą religią ludzkości był monoteizm. Sam Lang opierał się na relacjach podróżników oraz wielu badaczy, którzy na podstawie własnych obserwacji donosili o życiu ludzi pierwotnych.

W wysunięciu tej koncepcji Lang nie był inspirowany przez chęć dowodzenia prawdziwości religii. Sam początkowo pozostawał zasadniczo pod wpływem naturalistycznych idei McLennana, a później Tylora. Niemniej na podstawie danych wskazujących na powszechność kultu Istoty Najwyższej u ludów pierwotnych uznał, że Tylor się mylił. Wbrew Tylorowi uznawał, że monoteizm nie był wynikiem ewolucji z mniej rozwiniętej formy religii. Nie uważał jednak, aby jego przyczynę stanowiło objawienia. Sądził, że wiara w Istotę Najwyższą była wynikiem ludzkiej zdolności doświadczania sfery nadnaturalnej3Patrz Corduan, In the Beginning…, s. 60..

 

Na czym polegał wkład Schmidta?

Lang posiłkował się bardzo fragmentarycznymi danymi, przez co można było podważać jego wnioski, jako nieoparte na rzeczywistych faktach, co osłabiało ich wartość nauką. To, czego dokonał Schmidt, to dokładny opis oraz analiza religii przyjmowanej przez ludy pierwotne, które określał mianem ludów prakultury. Niemiecki badacz szczegółowo opisał więc religie różnych współczesnych ludów zbieracko-łowieckich. Na tej podstawie opracował koncepcję religii występującej w czasach prehistorycznych. Naturalnie, rozważania te w dużej mierze miały charakter hipotetyczny, ale z oczywistych względów dotyczy to wszystkich badań nad życiem wymarłych pierwotnych społeczności ludzkich, do których nie mamy już dostępu (patrz końcowe akapity Pierwsza religia ludzkości – kilka niereligijnych koncepcji). Dobre racje przemawiają też za tym, by wszystkie twierdzenia nauki uważać za hipotetyczne, co znów nie jest żadnym zarzutem względem nauki [patrz (Zawodne) sposoby odróżniania nauki od nienauki. Lepszych brak]. Schmidt dążył więc do opracowania koncepcji najstarszej wspólnej religii ludzkości oraz wskazania przyczyn lub przyczyny tej religii.

Koncepcja Schmidta nie była swobodną grą umysłu, ale pod względem ściśle naukowym opierała się z jednej strony na dostępnych faktach etnologicznych (czyli dotyczących kultur i społeczności pierwotnych, zarówno współczesnych, jak i już wymarłych), z drugiej ‒ także na metodologii etnologii kulturowohistorycznej w ujęciu niemieckiego etnologa Fritza Graebnera (1877‒1934). W każdym razie to, co robił, mieściło się wtedy i mieściłoby się dziś w ramach normalnej nauki.

Badania i tezy Schmidta można przedstawić w trzech punktach:

 

Współczesne ludy prakultury zasadniczo wyznają monoteizm, to znaczy: występuje u nich wiara w istnienie i kult Istoty Najwyższej, która jest uznawana za Stwórcę świata i prawodawcę moralności. Dzisiejsze społeczności prakultury mają poczucie zależności od tej Istoty. Starają się wchodzić z nią w kontakt poprzez modlitwę i rozmaite rytuały. Co prawda często u ludów mówi się także o innych nadnaturalnych istotach, ale zdaniem Schmidta, nie wyklucza to monoteistycznego charakteru ich religii, o ile, jak przedstawia sprawę ks. Henryk Zimoń, polski znawca myśli Schmidta:

 

1) istoty wyższe są stworzone przez Istotę Najwyższą, a ich siły i zdolności pochodzą od niej; 2) istoty wyższe otrzymują od Istoty Najwyższej uprawnienia i funkcje, których sprawowanie jest kontrolowane i ostatecznie zależne od niej; 3) bezpośrednie relacje między ludźmi a Istotą Najwyższą, wyrażające się w kulcie i przestrzeganiu kodeksu moralnego, nie są przez istoty wyższe ograniczane. Mniejsza lub większa liczba wyższych, choć podporządkowanych istot nie ma decydującego znaczenia dla istnienia prawdziwego monoteizmu. Według Schmidta nie można ich określać nazwą „bogowie”, lecz należy używać neutralnego określenia „istoty wyższe”; w związku z tym nie można mówić o wielości bogów, czyli o politeizmie. Monoteizm jest osłabiony, jeżeli nie są wcale lub są w mniejszym stopniu spełnione kryteria drugie i trzecie. Nie ma monoteizmu wtedy, gdy istoty te nie uważa się za stworzone. Wyjątek może stanowić reprezentant zła, którego stworzenie czasem nie bywa przypisywane Istocie Najwyższej ze względu na absolutną jej dobroć. Również i w tym ostatnim wypadku Schmidt mówił o monoteizmie, byleby Istota Najwyższa posiadała władzę nadrzędną, uniemożliwiającą istocie złej sprzeciwianie się jej wyraźnej woli4Ks. Henryk Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”, w: Encyklopedia religii, t. 7, red. Tadeusz Gadacz, Bogusław Milerski, PWN, Warszawa 2002,....

 

Jak bardzo idea Istoty Najwyższej występująca u tych ludów przypomina współczesny monoteizm, świadczą choćby imiona, jakie jej nadawano. Pokazują one, jak ludy te rozumiały swoją relację z Istotą Najwyższą. Nawiązują też do postaci, jakie miała przybierać, lub miejsc pobytu, jakie jej przypisywano. Oprócz po prostu „Ojciec” ‒ jak Istota Najwyższa jest nazywana na wszystkich kontynentach ‒ występują też określenia: „Wielki Ojciec”, „Ojciec życia”, „Nasz Ojciec”, „Mój Ojciec”, „Ojciec wszystkich”, „Sprawca”, „Stwórca”, „Stwórca ziemi”, „Stwórca świata”, „Właściciel całego świata”, „Pan świata”, „Stwórca całej ziemi i nieba”, „Boski Pan nieba”, „Bóg nieba”, „Boski sprawca światów”, „Podpora Wszechświata”, „Kierujący światem”, „Ten, do którego musimy się modlić” i inne. Niektóre nazwy Istoty Najwyższej odwołują się do miejsca jej zamieszkania. Dla współczesnego monoteisty nie będzie zaskoczeniem, że jest nim niebo, stąd między innymi imiona: „Niebo”, „Ten z góry”, „Ten w niebie”, „Ten w niebie u góry”, „Człowiek u góry”, „Stary u góry”, „Mądry w górze”, „Mistrz w górze”, „Mistrz nieba”. Cechy Istoty Najwyższej oddają też imiona: „Nieśmiertelny”, „Wielki duch”, „Czysty duch”, „Pan, którego nie można oglądać”, „Światło” i inne5Patrz ks. Henryk Zimoń, Monoteizm pierwotny. Teoria Wilhelma Schmidta i jej krytyka w wiedeńskiej szkole etnologicznej, Księgarnia św. Jacka,.... Jak stwierdza Zimoń: „Wspomniane imiona bliżej określają przymioty i funkcje Istoty Najwyższej oraz są wyrazem żywej, przepełnionej oddaniem i zaufaniem relacji łączącej ludy pierwotne z Bogiem, Ojcem i Stwórcą”6Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 67..

Współczesne ludy pierwotne uważają Istotę Najwyższą albo za postać duchową, której nie można oglądać, albo za człowieka o nadzwyczajnych cechach. Na przykład według południowo-wschodnich Buszmenów: „Nie widzi się jej [Istoty Najwyższej] oczami, ale zna się ją sercem”7Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 67.. W tradycji różnych ludów Istota Najwyższa to osoba o długich włosach, z brodą, która jaśnieje jak ogień lub Słońce. W każdym razie zwykle mówi się o niej jako niewidzialnej lub mającej postać antropomorficzną, natomiast rzadko jest utożsamiana z określonym ciałem niebieskim lub zwierzęciem.

Wiele ludów żywi przekonanie, że na początku Istota Najwyższa przebywała wraz z ludźmi:

U wielu ludów prakultury (plemiona pd.-wsch. Australii, Pigmeje Bambuti – pn.-wsch. Pigmeje Bata’a-Efe, Pigmeje z obozu Oruendu i pd.-wsch. Pigmeje Mamvy-Efe z obozu Koukou – oraz Negrydzi azjatyccy, Samojedzi, Koriacy, Ajnowie, Indianie pn.-środk. Kalifornii, Joszua, Seliszowie, zach. Algonkinowie, Selk’namowie) panuje powszechne przekonanie, znane z opowiadań mitycznych, że Istota Najwyższa przebywała na początku z ludźmi na ziemi, troszczyła się o nich bezpośrednio lub pośrednio przez prarodzica i zaopatrywała ich we wszystkie środki potrzebne do życia, pouczała o obowiązkach społecznych, moralnych i religijnych oraz ustanowiła obrzędy religijne. […] Maidu nizinni, Seliszowie, Pigmeje znad Ituri wierzą, że ten idealny stan urzeczywistni się przy końcu świata, gdy Istota Najwyższa pojawi się znów wśród ludzi8Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 69..

 

Istnieją tradycje, zgodnie z którymi ten szczęśliwy okres zakończył się z winy ludzi.

Według przekonań wielu plemion prakultury Istota Najwyższa dysponuje nieskończoną mocą, której nie jest w stanie dorównać i przeciwstawić się żadna siła nadprzyrodzona ani żaden, nawet najsilniejszy szaman czy czarownik.

Istota Najwyższa jest też wszędzie charakteryzowana jako absolutnie dobra. Nigdy nie czyni niczego złego. Nie robi złośliwie niczego, co byłoby przykre dla ludzi. Ze względu na tę dobroć przebywała na początku czasu między ludźmi, by służyć im pomocą. Istota Najwyższa sama jest źródłem moralności oraz jej prawodawcą. Dzięki swej wszechwiedzy czuwa nad przestrzeganiem nadanych praw. Nadane prawa w ich ogólnym zarysie nie różnią się zasadniczo od nakazów moralnych znanych w późniejszych religiach (patrz też Uniwersalność prawa moralnego):

 

Nakazy i prawa moralne zobowiązują ludzi do sprawowania obrzędów, ceremonii, modlitw i ofiar, do posłuszeństwa względem starszych, poszanowania życia ludzkiego i unikania niesprawiedliwych zabójstw, do przestrzegania moralności seksualnej (unikania cudzołóstwa, stosunków przedmałżeńskich), uczciwości i udzielania pomocy ludziom biednym, słabym i chorym9Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 75..

 

Stworzenie świata i człowieka uważa się za wyłączne dzieło Istoty Najwyższej. Uznaje się, że czyny te świadczą o jej wszechmocy. „Choć imię »Stwórca« nie jest używane często, to jednak wiara w stwórczą moc Istoty Najwyższej jest rozpowszechniona prawie we wszystkich kręgach kulturowych prakultury, mimo istnienia różnic regionalnych tak co do przedmiotu, jak i znaczenia idei stworzenia”10Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 73.. Mity niektórych ludów podkreślają i poświęcają dużo miejsca opisowi stworzenia człowieka, a inne raczej Wszechświata, Kosmosu, choć i te mówią też o stworzeniu ludzkości. W przekazach wielu społeczności mowa jest o tym, że po dokonaniu stworzenia Istota Najwyższa wyraziła podziw i zadowolenie z jego piękna. Schmidt wskazywał, że u niektórych Indian oraz u ludów Australii występuje idea stworzenia świata z niczego, które było wynikiem samego myślenia, aktu woli i życzenia Istoty Najwyższej.

To tylko niektóre dane, którymi kierował się Schmidt, uzasadniając tezę o monoteizmie współczesnych ludów prakultury. Oczywiście nie wszystkie występujące w tych społecznościach wierzenia odpowiadają religii monoteistycznej. Do tego są to ludy żyjące daleko od siebie, niemające ze sobą kontaktu. Dostępny materiał był wystarczająco przekonujący, by ‒ mimo różnych terminologicznych zastrzeżeń ‒ w większości przypadków można było uznać ten monoteizm za fakt. Celem Schmidta jednak nie było tylko stwierdzenie, czy współczesne ludy prakultury wyznają religię monoteistyczną. Poza ustaleniem tego faktu Schmidt realizował jeszcze dwa inne zadania. Jednym z nich była:

 

Rekonstrukcja najstarszej wspólnej religii ludzkości. Jeżeli religię dzisiejszych ludów prakultury określimy jako monoteizm ‒ tę najwcześniejszą, z której ona się wywodzi, można zatem nazwać pramonoteizmem. Zdaniem Schmidta to właśnie pramonoteizm najstarszej wspólnej religii ludzkości, do której nie mamy teraz bezpośredniego dostępu, jest wyjaśnieniem monoteistycznego charakteru religii dzisiejszych ludów zbieracko-łowieckich. Schmidt przyjął tu powszechnie akceptowane także współcześnie założenie, że istniejące obecnie społeczności zbieracko-łowieckie są dobrym źródłem wiedzy o życiu i wierzeniach ludów już wymarłych (jakkolwiek hipotetyczne i niepewne muszą być wnioski oparte na tym założeniu). W tej rekonstrukcji Schmidt przyjmował również założenia, które dziś uznane zostałyby za fałszywe, jak na przykład dotyczące tego, kiedy pierwsi przedstawiciele rodzaju Homo pojawili się na Ziemi lub jak wyglądały szlaki migracyjne, a przez to ewentualne kontakty między przedstawicielami różnych grup. Na tej podstawie można podważać jego koncepcję kręgów kulturowych, którą wykorzystywał między innymi do wyjaśniania pojawiania się u różnych grup odchyleń od pierwotnego monoteizmu. Choć te szczególne elementy koncepcji Schmidta dziś są nie do utrzymania, to problemy te niekoniecznie podważają jego ogólną ideę.

Rekonstruując najstarszą wspólną religię ludzkości, Schmidt kierował się zasadą, że wierzenia spotykane u różnych ludów są tym starsze, im są bardziej wspólne. Przyjął, że im mniejsza liczba społeczności podziela jakieś wierzenia, tym większe prawdopodobieństwo, że stanowią one naleciałość, pewne zepsucie, które pojawiło się na późniejszym etapie. Według niemieckiego badacza, którego biblijna inspiracja jest niewątpliwa, początki ludzkość charakteryzowała doskonałość moralna i religijna, natomiast wraz z upływem czasu dokonywała się degeneracja. Wypaczeniom tym uległa też prareligia. Jak pisze Zimoń, koncepcja prareligii „koresponduje z biblijnie uwarunkowaną tezą Schmidta o umysłowo uzdolnionym oraz moralnie i religijnie idealnym praczłowieku, stworzonym przez Boga i będącym podmiotem tej prareligii”. Z punktu widzenia Schmidta wszystkie późniejsze religie, w tym uznawane za pierwsze religie ludzkości przez zwolenników naturalizmu i ewolucjonizmu kulturowego, są skutkiem upadku człowieka. Na początku jednak, jeszcze gdy ludzie przebywali razem, wszyscy wyznawali jedną religię, w której czcili jednego Boga, Stwórcę Wszechświata i człowieka.

Schmidt przyjmował wbrew założeniom ewolucjonizmu, że pierwsi ludzi wcale nie byli mentalnie niezbornymi dzikusami i nie uważał, że sami wierzenia wymyślili. Przyjął inną koncepcję ich pochodzenia:

 

Głównym źródłem pramonoteizmu i religii monoteistycznej było praobjawienie. Innymi słowy, pierwsi ludzie dlatego wierzyli w Istotę Najwyższą, bo ona sama weszła z nimi w kontakt. Chrześcijanie wierzą, że Bóg objawił się w Osobie Jezusa Chrystusa, chodził po Ziemi, a wraz z Żydami uznają, że objawił się na przykład Mojżeszowi. Schmidt mówił o objawieniu na początku istnienia ludzkości. Można zauważyć, że założenie ewolucjonistów kulturowych, iż pierwotni ludzie nie byli zbytnio rozwinięci, jeśli chodzi o ich kompetencje poznawcze, wspiera w pewnym sensie tezę Schmidta. Skoro pierwsi ludzie byli tacy głupi, to nie mogli sami wpaść na tak filozoficznie doniosłe i wyrafinowane tezy, które się wiążą z monoteizmem.

Schmidt jednak nie szedł tym tropem: nie postrzegał pierwszych ludzi za mentalnie niezbornych, a wręcz przeciwnie. Dlatego też przez jakiś czas wahał się, czy nie przyjąć wyjaśnienia, że rozpoznanie istnienia Istoty Najwyższej dokonało się za sprawą naturalnych władz rozumu ludzkiego. Przez jakiś czas sądził, że oba czynniki – rozum i objawienie − odgrywały pewną rolę. Jak stwierdza Zimoń:

Uważając praobjawienie za główne wyjaśnienie kwestii pochodzenia najstarszej religii ludzkości, myśleniu przyczynowemu i celowemu przypisywał rolę częściowego źródła prareligii. Myślenie przyczynowe tylko umożliwia pierwotnemu człowiekowi naturalne dojście do najstarszej wspólnej religii, ale nie wyjaśnia w sposób wystarczający wszystkich elementów prareligii. […] Schmidt zaakceptował możliwość poznania Boga w drodze myślenia rozumowego, które jednak nie wystarczy, aby dojść do pełnej religii i osobistej życiowej relacji do Boga11Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”…, s 141-142..

W późniejszej publikacji Schmidt uznał jednak, że:

 

myślenie przyczynowe i celowe nie jest wystarczającym źródłem wierzeń religijnych najstarszej ludzkości, przyjął praobjawienie za definitywne źródło wystarczająco wyjaśniające pochodzenie pełnej i o wiele bardziej wzniosłej zrekonstruowanej prareligii. Dopiero praobjawienie wystarczająco tłumaczy całą wzniosłość i żywotność prareligii oraz umożliwia pierwszym ludziom dojście do pełnej religii i osobistej życiowej relacji do Boga12Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”…, s. 142..

 

Schmidt oparł swój wniosek na dwóch argumentach. Po pierwsze, prawie wszystkie ludy prakultury utrzymują, że ich wierzenia pochodzą od praojców, a pośrednio od samej Istoty Najwyższej. Ludy te nie wspominają o tym, że ich religia miałaby być wynikiem jakiegoś rozumowania czy przejęcia idei od innych ludów. Nie uznają też, że stanowi ona końcowy etap powolnego doskonalenia się opartego na wielowiekowym poszukiwaniu prawdy. Niemiecki badacz argumentował, że ewentualne przemiany polegają zawsze na przejściu od form wyższych do niższych i są spowodowane wpływami religii sąsiednich będących na niższym poziomie rozwoju lub wewnętrzną degeneracją samej religii. Po drugie Schmidt odwoływał się do występującej w prareligii wiary w czynną dobroć i moralną doskonałość Istoty Najwyższej, czyli jej świętość. Ludy prakultury uznają, że zło nie pochodzi od niej, ale od jakiegoś innego bytu lub jest zawinione przez ludzi. Sama Istota Najwyższa jest uważana za byt doskonały, wzór wszelkiej dobroci i postępowania moralnego. Jest istotą pełną życzliwości i troski wobec człowieka. Zdaniem Schmidta taka idea Istoty Najwyższej nie może wziąć się tak po prostu z naturalnego poznania rozumowego. Jej pochodzenie lepiej wyjaśnia koncepcja bezpośredniego objawienia się Istoty Najwyższej ludziom, którzy obcując z nią, mogli przekonać się o jej dobru, życzliwości i świętości.

 

Zakończenie

Sprawa pochodzenia religii, która rozpalała religioznawców i etnologów w XIX i na początku XX wieku, od połowy minionego stulecia, czyli gdy Schmidt publikował ostatnie tomy swojego dzieła, zdecydowanie przycichała. Wcześniejsze wyjaśnienia ewolucjonistyczno-naturalistyczne uznaje się dziś za nietrafione. Niektórzy mówią o milczącym konsensusie, aby dalej się tą sprawą nie zajmować. O teorii Schmidta zasadniczo zapomniano. Fakty, na które powoływał się niemiecki badacz, wciąż są jednak dostępne. Są one oczywiście problematyczne dla naturalistycznego ewolucjonizmu kulturowego, co nie znaczy, że nie da się ich w sposób zgodny z nim wyjaśnić.

Pomimo oczywistej hipotetyczności wniosków Schmidta, z której on sam zdawał sobie sprawę, można na rzecz jego koncepcji i przeciwko podejściu ewolucjonistycznemu wysunąć dość poważny argument odwołujący się do spójności logicznej. Otóż ewolucjoniści zakładali, że pierwsi ludzie byli prymitywnymi dzikusami i tak samo prymitywne były ich wytwory, w tym religia. Jako prymitywni nie mogli przecież wymyślić niczego wyrafinowanego, wysoko rozwiniętej idei. Rozumowanie to opiera się na analogii z teorii o naturalnym pochodzeniu życia: jeśli coś powstaje samo, tak jak pierwsze żywe „coś”, to nie może to być czymś złożonym, skomplikowanym i wyrafinowanym. Życie na Ziemi nie mogło zacząć się od razu od psa, kozy czy człowieka, ale od znacznie prostszej formy. Dla ewolucjonistów monoteizm stanowił najbardziej rozwiniętą postać religii, więc nie wchodziło w grę twierdzenie, by mogły go wymyślić prymitywne dzikusy. W całej tej koncepcji wszystko jest w porządku oprócz kwestii, że to, co wiemy o niegdyś istniejących ludach prehistorycznych, wnioskujemy na podstawie ludów, które istnieją dziś, a one wyznają w większości idee monoteistyczne lub bliskie monoteizmowi. Jeśli więc monoteizm uznajemy za wyrafinowaną i bardzo rozwiniętą postać religii (a z tym obie strony sporu się zgadzają) oraz że z danych na temat współczesnych ludów pierwotnych można zasadnie wyprowadzać wnioski, iż podobnie wyglądało życie ludów już wymarłych (też obie strony się zgadzają), to trzeba uznać, że wbrew wcześniejszym założeniom ewolucjonizmu pierwsi ludzie w żadnym razie nie byli mentalnie niezbornymi dzikusami (jeżeli wymyślili monoteizm) lub że wcale tej religii nie wymyślili, tylko oparli swoje wierzenia na czymś, czego sami doświadczyli (co nie wyklucza możliwości, że ich władze poznawcze były na wysokim poziomie). Ujęcie naturalistyczne wiąże się więc z trudnościami, jeśli chodzi o zgodność z faktami, jak i spójność logiczną. Problemy te nie występuje natomiast w zarysowanej koncepcji Schmidta, co jednak nie rozstrzyga o jej prawdziwości.

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Andrzej Bronk jednak uważa, choć Schmidt pod różnymi względami nie zgadzał się z nurtami dominującymi w nauce, to „nie wyzwolił się z problematyki ewolucjonistycznego genetyzmu. Pojmując – filozoficznie – ewolucję jako aktualizowanie się początkowych możliwości rzeczy, szukał podobnie rozwojowych szeregów zjawisk kulturowych, chociaż to, co na początku – w religii jest to monoteizm, ulegający w dalszych dziejach deterioryzacji – nie musi być zawsze prymitywne, tzn. gorsze” (Andrzej Bronk, Podstawy nauk o religii, „Studia Religiologiczne”, t. 4, red. ks. Henryk Zimoń SVD, TN KUL, Lublin, 2003, s. 198‒199). Nie oznacza to, że Schmidt był ewolucjonistą, a jedynie, że podejmował podobne problemy oraz zgadzał się z koncepcją zmienności historycznej; tyle że wbrew powszechnie przyjętemu przez ewolucjonizm podejściu o „wątłych” początkach i późniejszym stopniowym rozwoju i doskonaleniu się człowieka i kultur ludzkich, jeśli chodzi o religię, to zdaniem Szmidta mamy do czynienia z wcale nie prymitywnym początkiem, jakim był pramonoteizm, oraz późniejszą degeneracją.
  • 2 Winfried Corduan, In the Beginning God: A Fresh Look at the Case for Original Monotheism, [kindle edition], B&H Publishing Group, Nashville 2013, s. 59.
  • 3 Patrz Corduan, In the Beginning…, s. 60.
  • 4 Ks. Henryk Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”, w: Encyklopedia religii, t. 7, red. Tadeusz Gadacz, Bogusław Milerski, PWN, Warszawa 2002, s. 140 [139-143].
  • 5 Patrz ks. Henryk Zimoń, Monoteizm pierwotny. Teoria Wilhelma Schmidta i jej krytyka w wiedeńskiej szkole etnologicznej, Księgarnia św. Jacka, Katowice 1989, s. 65‒67.
  • 6 Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 67.
  • 7 Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 67.
  • 8 Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 69.
  • 9 Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 75.
  • 10 Zimoń, Monoteizm pierwotny…, s. 73.
  • 11 Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”…, s 141-142.
  • 12 Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”…, s. 142.

Nota bibliograficzna:

Opracowanie na podstawie: ks. Henryk Zimoń, hasło „monoteizm pierwotny”, w: Encyklopedia religii, t. 7, red. Tadeusz Gadacz, Bogusław Milerski, PWN, Warszawa 2002, s. 139-143; ks. Henryk Zimoń, Monoteizm pierwotny. Teoria Wilhelma Schmidta i jej krytyka w wiedeńskiej szkole etnologicznej, Księgarnia św. Jacka, Katowice 1989.

Korzystano także z następujących pozycji:

Andrzej Bronk, Podstawy nauk o religii, „Studia Religiologiczne”, t. 4, red. ks. Henryk Zimoń SVD, TN KUL, Lublin 2003.

Winfried Corduan, In the Beginning God: A Fresh Look at the Case for Original Monotheism, [kindle edition], B&H Publishing Group, Nashville 2013.

Andrzej Szyjewski, hasło „ewolucjonizm”, w:  Encyklopedia religii, t. 3, red. Tadeusz Gadacz, Bogusław Milerski, PWN, Warszawa 2002.