Hotel Hilberta a początek wszechświata. Część II: Natura przyczyny wszechświata

Piotr Bylica

Hotel Hilberta a początek wszechświata. Część II: Natura przyczyny wszechświata

Jeśli jest prawdą, że wszechświat musiał mieć początek, naturalnie rodzi się pytanie: co – lub kto – stoi u źródła całej rzeczywistości? W drugiej części cyklu wchodzimy głębiej w sam rdzeń argumentu: skoro czas, przestrzeń i materia zaistniały, musiała istnieć przyczyna, która ich nie potrzebuje, by działać. Rozważamy więc krok po kroku, jakie cechy musi mieć przyczyna początku wszechświata i dlaczego nie może być ani materialna, ani związana z kategorią czasu, ani stanowić część natury.

 

Dlaczego początek wszechświata wskazuje na transcendentną przyczynę

Skoro wszechświat miał początek, naturalnie pojawia się pytanie: co spowodowało jego zaistnienie? W codziennym doświadczeniu wszystko, co zaczyna istnieć, ma przyczynę – dom nie bierze się bez budowniczego, muzyka bez artysty, a dziecko bez rodziców. Zasada przyczynowości nie jest arbitralnym założeniem; stanowi najbardziej podstawowe prawo rozumu, fundamentalny element ludzkiej racjonalności. Gdy coś zaczyna istnieć, szukamy wyjaśnienia.

Jeśli wszechświat nie istniał zawsze, coś musiało sprawić, że zaistniał. Ale przyczyna wszechświata nie może sama być częścią wszechświata, bo wtedy należałaby do tego samego systemu, który dopiero ma powstać. To prowadzi do ważnego wniosku: przyczyna początku wszechświata musi być transcendentna wobec całej rzeczywistości fizycznej. Oznacza to, że nie jest ograniczona przez czas, bo czas dopiero powstaje wraz z wszechświatem, nie jest częścią przestrzeni, bo przestrzeń ma swój początek, nie jest częścią materii ani energii, bo one również zaczynają istnieć w chwili narodzin kosmosu. A zatem przyczyna wszechświata musi istnieć poza czasem, przestrzenią i materią. Nie chodzi tu o poetycką metaforę, lecz o ścisły wniosek logiczny: cokolwiek jest odpowiedzialne za powstanie wszechświata, nie należy do niego. Inaczej mówiąc, nie może to być proces fizyczny, pole kwantowe ani żaden element natury, ponieważ natura sama dopiero zaczyna wtedy istnieć. Ciąg przyczyn nie może przebiegać „w głąb kosmosu”, bo kosmos jeszcze nie ma „głębi” – ani czasu, by proces mógł się rozgrywać, ani przestrzeni, w której mógłby zachodzić.

A co z koncepcją, że wszechświat mógł powstać „z nicości”, rozumianej jako stan próżni kwantowej. Jednak próżnia kwantowa nie jest „niczym”, lecz fizyczną strukturą z prawami, fluktuacjami i energią. To nadal element rzeczywistości fizycznej – a więc coś, co samo wymaga wyjaśnienia. „Nicość” w sensie filozoficznym nie ma praw ani możliwości; nie jest zasobnikiem zdolnym do „wytworzenia” czegokolwiek.

W rezultacie zastosowanie logiki do ustaleń nauki oraz filozofii prowadzi ku temu samemu punktowi: przyczyna wszechświata musi przekraczać cały porządek naturalny. Musi być bytem innego rodzaju niż byty, które znamy ze świata materialnego – bo jest źródłem istnienia świata materialnego.

To jeszcze niepełna odpowiedź na pytanie, kim lub czym jest ta przyczyna – ale postawiliśmy już ważny krok: skoro wszechświat ma początek, to jego przyczyna nie jest częścią wszechświata. Jest rzeczywistością wyższą, niezależną od fizycznej przestrzeni, czasu i materii.

W następnej sekcji zobaczymy, że taka przyczyna, oprócz transcendencji, musi mieć jeszcze jedną kluczową cechę – być niematerialna.

 

Czy przyczyna musi być niematerialna?

Skoro przyczyna początku wszechświata musi istnieć poza czasem, przestrzenią i materią, to pojawia się kolejne pytanie: czy musi być ona niematerialna? Może wystarczy, że jest „transcendentna”, czyli przekracza nasz wszechświat, ale niekoniecznie musi być bytem duchowym czy niematerialnym. Przecież materialne rzeczy często powodują powstanie innych materialnych rzeczy: rodzice dają początek dziecku, ogień tworzy popiół, gwiazda rodzi układy planetarne.

To prawda – lecz wszystkie te przykłady mają pewną wspólną cechę: dzieją się w czasie i przestrzeni. Rodzice istnieją wcześniej niż dziecko, gwiazda istnieje wcześniej niż planety, ogień stopniowo działa na drewno. To nie jest analogia do początku wszechświata. Tutaj nie mamy do czynienia z przemianą w ramach istniejącej natury, lecz z zaistnieniem samej natury: przestrzeni, czasu, energii i materii.

A więc pytanie brzmi: czy może istnieć „materialna przyczyna” początku materii i czasu? Kiedy analizujemy pojęcie materii, zauważamy kilka rzeczy: materia istnieje w czasie – podlega zmianom, ruchowi, kolejności zdarzeń; istnieje też w przestrzeni – ma rozciągłość, położenie, strukturę; materia jest złożona – składa się z części, z których każda zależy od innych. Ale skoro czas i przestrzeń dopiero powstają wraz z wszechświatem, to żadna przyczyna ich początku nie może być czasowa, przestrzenna ani złożona materialnie. Gdyby była materialna, to sama należałaby do czasu i przestrzeni – a więc nie mogłaby istnieć „wcześniej” ani „poza” ich powstaniem. Krótko mówiąc, materia nie może być przyczyną swego własnego zaistnienia.

Stąd wynika, że przyczyna początku wszechświata musi mieć naturę niematerialną – taką, która nie zależy od przestrzeni i czasu. To nie poetycka metafora, lecz konsekwencja logiczna: skoro cały fizyczny porządek powstaje, to jego przyczyna musi być niefizyczna, czyli duchowa, intelektualna, metafizycznie prosta.

Ale gdyby odwołać się do istnienia „materii innego rodzaju”, „poza naszym wszechświatem”. Taki zabieg to tylko przesunięcie problemu o krok dalej. Jeśli istnieje jakaś rzeczywistość materialna „przed” wszechświatem, to ona sama wymaga wyjaśnienia: skąd jej istnienie? Dlaczego istnieje taka struktura, a nie żadna? Co nadaje jej prawa, porządek i energię?

Dlatego argument prowadzi do prostego wniosku, że przyczyna wszechświata musi być niematerialna, bezczasowa i transcendentna. Jest to zgodne z intuicją Arystotelesa i Tomasza z Akwinu – byt, który nie jest złożony, który nie powstaje i nie zależy od innych, musi być czymś innym niż materia: czystą aktualnością, czystym aktem istnienia, bytem duchowym, inteligentnym i prostym.

W kolejnej części pokażemy, że taka przyczyna nie tylko musi być niematerialna – musi również być osobowa, zdolna do wolnego aktu powołania wszechświata do istnienia.

 

Co wynika z argumentu kalam? Krótka synteza

W tym miejscu mamy już zebrane najważniejsze elementy argumentacji. Aktualna nieskończoność nie może istnieć w rzeczywistości fizycznej – jej konsekwencje są sprzeczne z intuicyjną logiką świata. Nieskończona przeszłość prowadzi do paradoksów takich jak niemożność „przebycia” nieskończonej sekwencji zdarzeń. Współczesna kosmologia silnie sugeruje początek czasu i przestrzeni – co znacznie wzmacnia filozoficzny wniosek. To, co ma początek, ma przyczynę – nie ma przykładów czegoś powstającego bez przyczyny. Przyczyna wszechświata musi być transcendentna, poza czasem, przestrzenią i materią. Taka przyczyna musi być niematerialna, ponieważ materia i czas dopiero powstają wraz z wszechświatem. Zatem wszystkie drogi – filozofia, matematyka, zdrowa intuicja i współczesna nauka – prowadzą nas do tego samego punktu: wszechświat ma początek i racjonalną przyczynę, która jest ponad materialnym światem. Nie jest to teologiczny wniosek narzucony z góry, ale rezultat logicznej analizy pojęć oraz stanu wiedzy naukowej.

Argument kosmologiczny typu kalam brzmi:

 

  1. Każda rzecz, która zaczyna istnieć, ma przyczynę.
  2. Wszechświat zaczął istnieć.
  3. Zatem wszechświat ma przyczynę swojego istnienia.

 

Dalsze logiczne kroki wskazują, że ta przyczyna jest transcendentna (poza światem), jest niematerialna (niepodlegająca przestrzeni i czasowi), jest pozaczasowa (istniejąca bez zmian), jest pierwsza i konieczna (niezależna od innej przyczyny), jest jedna (bo dwa takie byty różniłyby się czymś – a to oznaczałoby złożoność), jest prosta (niezłożona, bo złożone byty wymagają wyjaśnienia swego uporządkowania).

Mamy więc obraz Pierwszej Przyczyny, która nie jest elementem świata, ale jego fundamentem. Wielu myślicieli, od Arystotelesa i Tomasza z Akwinu po współczesnych filozofów, wskazuje, że taki byt jest tym, co tradycja teistyczna nazywa Bogiem.

Nie doszliśmy jeszcze do pełnego opisu Boskich atrybutów – takich jak osobowość, wolność, inteligencja czy dobroć. Ale doszliśmy do bardzo ważnego punktu wyjścia: rozum prowadzi nas do poznania, że istnieje pierwsza, niematerialna i transcendentna przyczyna świata.

 

Wnioski: nieskończoność prowadzi nas ku początkowi

Rozpoczęliśmy od pozornie abstrakcyjnego pytania o nieskończoność. Szybko jednak okazało się, że jest ono ściśle związane z najbardziej fundamentalnym pytaniem, jakie człowiek może postawić: dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Paradoks Hilberta pokazuje, że kiedy próbujemy odnieść ideę aktualnej nieskończoności do świata rzeczywistego, uzyskujemy obraz rzeczywistości absurdalnej. Paradoksy – takie jak słynny hotel Hilberta – nie są ciekawostką matematyczną, lecz sygnałem ostrzegawczym: świat nie działa na zasadach bezkresnej aktualnej nieskończoności.

Stąd prosty, a zarazem doniosły wniosek: przeszłość nie może być nieskończona. Czas ma początek. Czy to rozstrzyga spór o istnienie Boga? Argument kosmologiczny typu kalam nie twierdzi, że jest to pełny dowód na chrześcijańskiego Boga Objawienia. Ale prowadzi nas do przedsionka wiary – do punktu, w którym rozum naturalny spotyka granicę świata fizycznego i otwiera się na rzeczywistość duchową.

Ten wniosek nie jest efektem emocji, mitów czy dziedzictwa religijnego. Wynika z logicznego rozumowania, intuicyjnych zasad przyczynowości, analizy natury nieskończoności oraz współczesnej wiedzy naukowej. Można więc uczciwie powiedzieć, że filozofia i nauka wspólnie kierują nas ku początkowi, a początek ku Przyczynie.

W obliczu takiego obrazu wszechświata wyjątkowo wymownie brzmią słowa, które wypowiedział wielki uczony i laureat Nagrody Nobla, Arno Penzias:

 

Najlepsze dane, którymi dysponujemy, są dokładanie takie, jakich bym się spodziewał, gdybym nie miał niczego innego, od czego można by wyjść, poza Pięcioksięgiem, Psalmami i całą Biblią1Wypowiedź Penziasa w: Malcolm W. Browne, Clues to Universe Origin Expected, „New York Times” 1978, March 12, s. 54;....

 

Hotel Hilberta, zamiast być jedynie intelektualną zabawą, okazał się drogowskazem na ścieżce prowadzącej od pojęcia nieskończoności, przez początek wszechświata, aż ku pytaniu o jego Stwórcę.

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Wypowiedź Penziasa w: Malcolm W. Browne, Clues to Universe Origin Expected, „New York Times” 1978, March 12, s. 54; cyt. za: Stephen C. Meyer, Powrót hipotezy Boga. Trzy odkrycia naukowe ujawniające celowość Wszechświata, tłum. Aleksander Gomola, „Seria Summa”, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022, s. 351.