Do wszystkich matek świata

Christina Flynn

Do wszystkich matek świata

W ledwie kilku linijkach z Listu Świętego Pawła do Galatów możemy dostrzec, jaki jest fundament macierzyństwa – pięknej i świętej opoki ludzkości.

Zanim przeszłam na katolicyzm, zarówno kochałam macierzyństwo, jak i go nienawidziłam.

Zanim Christine została chrześcijanką, uważała, że na macierzyństwo najlepiej się zdecydować, gdy ma się odpowiednie warunki: bezpieczeństwo finansowe, różne sukcesy, stabilną sytuację rodzinną oraz rozmaite inne rodzaje dóbr, które można wskazać, rozmyślając nad nimi, gdy strach przed zniewoleniem przez macierzyństwo wydaje się przytłaczający. Patrzcie! Tyle mogę osiągnąć, kiedy jeszcze nie mam dzieci! Mówię sobie: Nadal masz w sobie to coś i kiedyś znów tego dowiedziesz!

Oddanie oraz poświęcenie, których wymaga bycie matką, sprawiały mi ogromną trudność. We wczesnym okresie macierzyństwa odliczałam lata, które pozostawały mi do odzyskania wolności: najpierw – aż maluchy wyrosną z pieluch; potem – aż do długiego okresu edukacji szkolnej; wreszcie – aż staną się dorosłe, a wtedy ja będę mogła wrócić do ważniejszych zajęć, takich jak spędzanie cichych poranków przy kawie, która nie wystygnie, czy też z książką, którą będę miała czas przeczytać. Będę mogła poświęcić się pracy i awansować. Będę mogła podróżować. Będę mogła znów cieszyć się wolnością bez ograniczeń, którą utraciłam.

Jednak, jako Christine, która nie była jeszcze chrześcijanką, po raz pierwszy w życiu doświadczyłam miłości przewyższającej wszystkie inne, jakich do tej pory zaznałam – miłości do tych właśnie dzieci, które trudno było mi pielęgnować i równocześnie realizować moje samolubne pragnienia. Bałam się przemijania, martwiłam się, że te lata miną zbyt szybko, pragnęłam wszystko poświęcić dla tych małych istotek, które cudownie wyrosły wewnątrz mnie i które trzymałam w ramionach.

Intuicyjnie rozumiałam pierwotną i niezaprzeczalną więź pomiędzy matką a jej dzieckiem, ale wówczas – ze względu na moje poglądy – podzielałam opinie naturalistów, że ta więź jest jedynie ewolucyjnym mechanizmem przetrwania gatunku. Jednak mimo to… nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jest coś, co czyni moją rolę matki czymś więcej. W macierzyństwie było coś świętego, czego po prostu nie potrafiłam uchwycić.

Okazało się, że wiara katolicka już rozszyfrowała wyzwania związane z macierzyństwem. Biologiczne jego aspekty są jedynie fragmentem znacznie bardziej złożonego i skomplikowanego obrazu. Miłość, którą matki czują do swoich dzieci, wskazuje na istnienie nieskończenie większej miłości. Zostałyśmy wezwane do złożenia ofiary z samych siebie i wzrastania w świętości. Nasza rola nie jest rodzajem umowy, którą można zawrzeć i rozwiązać w dowolnym momencie, ale stanowi dożywotnie powołanie, które jednoznacznie kieruje naszą egzystencję ku Bogu za pośrednictwem dzieci, tych właśnie malutkich uświęcicieli.

W naszej zsekularyzowanej epoce istnieje ryzyko przyjęcia założenia, że matki (jak również ojcowie) mają obowiązek zaspokajania jedynie fizycznych potrzeb swoich dzieci, aby gatunek ludzki i społeczeństwo dobrze się rozwijały. Jest to relacja zasadniczo tymczasowa, w której matki ciężko pracują dla swoich rodzin, a one pewnie nie doceniają ich poświęcenia, chyba że w Dniu Matki, pisząc obowiązkową kartkę z życzeniami albo przychodząc na podwieczorek.

A jednak nie! Jako stworzenia materialno-duchowe mamy powinność zaspokajać również duchowe potrzeby naszych dzieci, budując fundamenty wiedzy, moralności oraz miłości do Boga, które doprowadzą je do nieba. Wszystko to oznacza wysiłek rodzin współdziałających przez całe nasze życie we wspólnocie opartej na wierze, nadziei i miłości bliźniego, przejawiającej się w szczodrości.

W związku z tym matki nie są jedynie opiekunkami fizycznego życia, służebnicami w niewdzięcznym domostwie. Jesteśmy szafarkami dusz wychowującymi nasze dzieci w domowym zaciszu, stworzonym przez nas i podtrzymywanym, aby pielęgnować świętość.

Każda matka dobrze wie, że nie jest to proste, łatwe ani szybkie zadanie. Trwa ono do końca życia i wymaga niemal nieustannej uwagi i refleksji. W istocie macierzyństwo, w tym „założenie ogniska rodzinnego, w którym panuje czułość, przebaczenie, szacunek, wierność i bezinteresowna służba” – jest nieustannym ćwiczeniem heroicznych cnót, wymagającym „wyrzeczenia, zdrowego osądu, panowania nad sobą” (2223), jak odnotowano w Katechizmie Kościoła Katolickiego1Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. 1, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1994, s. 506..

Wyrzeczenie, zdrowy osąd, panowanie nad sobą nie są cnotami cenionymi przez nasze powszechnie zsekularyzowane społeczeństwo.

Tak samo jest w przypadku macierzyństwa.

Aspekty macierzyństwa, takie jak ochrona dzieci i opieka nad nimi, były przez większą część historii ludzkości rozumiane w sposób intuicyjny – według Słownika języka polskiego PWN definicja wyrażenia „po matczynemu” brzmi „czule, serdecznie tak jak matka”2Słownik języka polskiego PWN, https://sjp.pwn.pl/sjp/po-matczynemu;2504233.html [dostęp 3 IV 2025]., a św. Teresa Benedykta od Krzyża pisze: „Dusza kobieca ma być dla innych dusz ochroną i domem, gdzie mogłyby się rozwijać”3Edyta Stein, Kobieta. Jej zadanie według natury i łaski, Wydawnictwo Bernardinum, Tczew – Pelplin 1999, s. 110.. Tymczasem nasza obecna kultura dąży do dekompozycji i zredefiniowania macierzyństwa poprzez promowanie cech, którymi nie powinna się ona odznaczać, takich jak zapatrzenie w siebie, narcyzm, wolność bez ograniczeń i prymitywne emocje. Dochodzi nawet do tego, że zachęca się kobiety nie tylko do nagłego zakończenia ich roli jako matek i życia ich dzieci za sprawą aborcji, ale także do późniejszego zamieszczania treści pod hasztagami #AborcjaJestOk i #NieJesteśSama.

Jaki tak naprawdę jest sens bycia matką? Wspaniała i ucząca pokory współpraca z Bogiem przy tworzeniu nowego życia została zepchnięta w kąt jako przestarzała, patriarchalna i przeznaczona dla uprzywilejowanych. Dopiero gdy kobieta (czy też „osoba rodząca”) jest gotowa, chętna i przekonana, powinna ona (lub on? albo ono?) przyjąć to najświętsze powołanie, a moment decyzji musi zależeć jedynie od osobistych pragnień oraz poczucia bezpieczeństwa i gotowości. Wygląda na to, że próbuje się usunąć Boga z całej tej sfery życia.

W gruncie rzeczy brzmi to podobnie do przekonań Christine sprzed przejścia na chrześcijaństwo.

Właśnie te poglądy pojawiające się w codziennych dyskusjach powodują taki zamęt, że zniechęcają kobiety do przyjmowania roli matki, a zachęcają do odrzucania jej poprzez małe, samolubne występki lub nieodwracalny, tragiczny czyn, jakim jest aborcja. A wszystko to dla doczesnego sukcesu w postaci: edukacji, awansu, bezpieczeństwa finansowego lub zabezpieczenia na przyszłość albo Złotego Globu.

Matki – bez względu na to, czy są katoliczkami, czy nie – wykonujące masę codziennych obowiązków, łatwo mogą dać się przekonać kłamstwom, że macierzyństwo powinno być oparte na wygodzie, gdyż jesteśmy warte czegoś więcej niż tylko biologiczny udział w podtrzymaniu gatunku (co jest prawdą, tyle że nie w taki sposób, jak twierdzą zwolennicy sekularyzmu). Nawet po tym, jak przeszłam na katolicyzm, który pokazał mi święty sens, piękno oraz godność powołania do bycia matką, podarowane mi przez Boga, nadal czułam siłę przyciągania i odpychania obecnej zsekularyzowanej epoki. Krzątanie się w pralni albo stanie przy łóżku chorego dziecka… czy to wystarczy, czy ja jestem wystarczająco dobra? Czy może mogę, a nawet powinnam robić coś więcej?

Przeczytałam wówczas w Liście Świętego Pawła do Galatów, że „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”4Ga 5, 22–23; Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 3. popr., Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa... są owocami Ducha Świętego otrzymanymi wraz z życiem, które pochodzi od naszego Pana, i zostało oczyszczone z naszych samolubnych namiętności i pragnień przez ukrzyżowanie. Zrozumiałam, że treść tego fragmentu może być odniesiona do istoty macierzyństwa w swoim najlepszym wydaniu, bo czyż nie takimi słowami opisalibyśmy kobietę rozkwitającą wraz ze swoim powołaniem? Jednak te owoce zostaną zebrane jedynie przez ludzi skłonnych do złożenia ofiary z samych siebie, do wyrzeczenia się cielesnych pożądań i skupienia się na swoim powołaniu, zgodnym z Bożym planem, nie zaś definiowanym przez zsekularyzowaną kulturę.

Właśnie w tych kilku linijkach Listu do Galatów możemy dostrzec, jaki jest fundament macierzyństwa – pięknej i świętej opoki ludzkości: kobieta, która rozmyślnie naśladuje Chrystusa codziennie bez względu na nastrój lub zewnętrzne okoliczności. W zamian zarówno otrzymuje owoce Ducha Świętego wypełniające jej duszę i dom, jak i dogląda owych owoców, ucząc powierzone jej opiece duszyczki, by czyniły to samo. Zobowiązania wynikające z macierzyństwa są niczym te, których podjęła się Christine-katoliczka, i to właśnie za ich sprawą moje macierzyństwo zgodne z wolą Bożą przyniosło mi radosne spełnienie.

 

Christina Flynn

Przypisy:

  • 1 Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. 1, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1994, s. 506.
  • 2 Słownik języka polskiego PWN, https://sjp.pwn.pl/sjp/po-matczynemu;2504233.html [dostęp 3 IV 2025].
  • 3 Edyta Stein, Kobieta. Jej zadanie według natury i łaski, Wydawnictwo Bernardinum, Tczew – Pelplin 1999, s. 110.
  • 4 Ga 5, 22–23; Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 3. popr., Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa 1990.

Informacje dodatkowe:

Przełożyła z języka angielskiego:  Barbara Marczak

 

Tekst ukazał się pierwotnie w serwisie „Catholic Answers” pod tytułem To All the Mothers Out There; https://www.catholic.com/magazine/online-edition/to-all-the-mothers-out-there. Tłumaczenie i przedruk za zgodą Redakcji „Catholic Answers”.