Naturalizm w kosmologii. Część II: Problem ogólnego porządku Wszechświata

Piotr Bylica

W tekście Naturalizm w kosmologii. Część I: Problem początku Wszechświata omawialiśmy kwestię zgodności chrześcijańskiej i naukowej koncepcji o stworzeniu Wszechświata, mając na myśli problem zapoczątkowania jego istnienia. Tu zajmujemy się innym zagadnieniem kosmologicznym: ogólnym porządkiem Wszechświata.

Nauka poszukuje prawidłowości w świecie, czyli porządku, zakłada jego istnienie w trakcie badań [patrz (Zawodne) sposoby odróżniania nauki od nienauki. Lepszych brak]. Bez założenia, że świat to uporządkowany, racjonalny ład, który my jesteśmy w stanie poznać, uprawianie nauki, jaką znamy, nie miałoby sensu. Żadne poznanie nie byłoby możliwe, gdyby światem rządził chaos. Poszukiwanie praw w takim świecie mijałoby się z celem, a przecież ustalanie, jakie są prawa przyrody, jest jednym z głównych zadań nauki. Aby je realizować, Wszechświat musi być uporządkowany, a człowiek (uprawiający naukę) ‒ istotą zdolną do rozpoznawania porządku w świecie. Wydaje się, że warunki te są spełnione. Oto na Ziemi istnieje rasa ludzka, człowiek, który jest istotą rozumną, a we Wszechświecie panuje racjonalny ład w postaci praw przyrody.

Jedną z cech racjonalności (obecnej także w nauce, ale nie tylko) jest podawanie racji dla swoich przekonań. Racjonalny pogląd to ten, na rzecz którego przemawiają dobre racje. W tekście Chrześcijańskie podstawy nauki pisaliśmy, że najwięksi uczeni z początków nauki nowożytnej uzasadniali przekonanie o ładzie panującym we Wszechświecie, odwołując się do argumentu, że świat został powołany do istnienia przez racjonalnego Stwórcę. Poniżej zajmujemy się kwestią, jak współczesna nauka oparta na naturalizmie (patrz Czy nauka jest światopoglądowo neutralna? oraz Ateizm i naturalizm), a także naturalizm odwołujący się do nauki ‒ starają się wyjaśnić podstawowe własności naszego Wszechświata.

 

Dlaczego świat jest uporządkowany i poznawalny, a nie jest nieracjonalnym chaosem? Czyj to problem?

Chrześcijańska odpowiedź na to pytanie mówi o istnieniu rozumnego Stwórcy, który powołał do istnienia Wszechświat. Rozumność Stwórcy przejawia się w racjonalnym porządku Wszechświata. Jak pisze katolicki ksiądz, fizyk i filozof Michał Heller: „wszystko, co istnieje, jest racjonalne, i tylko to, co racjonalne, może istnieć. Źródło istnienia jest równocześnie źródłem racjonalności”1Michał Heller, Chaos, Probability, and the Comprehensibility of the World, w: Chaos and Complexity. Scientific Perspectives on Divine Action,.... Rozumność człowieka pozwalająca mu poznać Wszechświat ma to samo źródło. Dlatego świat jest dla nas poznawalny. Istnienie uporządkowanego, poznawalnego dla człowieka świata jest zgodne z tym, czego można oczekiwać, jeśli podstawa istnienia Wszechświata i człowieka sama jest bytem zdolnym do poznawania i uznaje porządek za coś dobrego. A to właśnie chrześcijaństwo mówi o Bogu. Jak ujmuje to fizyk i anglikański pastor John Polkinghorne:

 

Racjonalny ład odkrywany przez naukę jest tak piękny i tak uderzający, że rzeczą naturalną jest pytać, skąd się wziął. Może go wyjaśnić jedynie przyczyna, która sama z siebie jest racjonalna. Przyczyną taką jest rozum Stwórcy, stanowiący podstawę tak dostrzeganej przez nas rozumności świata, jak też dostrzeganej przez nas rozumności naszych umysłów, oraz gwarantujący istniejącą pomiędzy nimi zgodność2John. C. Polkinghorne, Jeden świat. Wzajemne relacje nauki i teologii, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, s. 146..

 

To nie po stronie chrześcijaństwa istnieje zatem trudność w wyjaśnieniu ogólnych własności Wszechświata. Są one problematyczne dla koncepcji, według których podstawę istnienia Wszechświata i człowieka stanowi materia, czyli coś bezrozumnego, jak kamień, kawałek żelaza, atom wodoru czy próżnia kwantowa, które są niezdolne do poznawania, odkrywania jakiegokolwiek porządku, bo w ogóle są „bezmyślne” (a przynajmniej nic nam nie wiadomo o tym, aby myślały). Racjonalne uporządkowanie świata jest więc problemem dla naturalizmu (w sprawie naturalizmu patrz dział Ateizm i naturalizm), który przeczy temu, by Wszechświat miał stwórcę, i uznaje, że ostatecznie wszystko, co istnieje, wywodzi się z materii – martwej, bezmyślnej, działającej bez celu i zamysłu.

 

Subtelne dopasowanie stałych fizycznych, czyli naukowy problem ogólnych własności Wszechświata

Tego, czy Wszechświat jest racjonalny i dlaczego taki jest, nie bada żadna dyscyplina naukowa. To problem filozoficzny. Nauka wykorzystuje natomiast filozoficzne założenie, że świat jest uporządkowany.  Istnieją jednak naukowe badania i ustalenia dotyczące ogólnych własności Wszechświata mówiące o jego podstawowych prawach czy własnościach, czyli o tym, jakie konkretnie są prawa lub podstawowe własności Wszechświata. Ustalenia te są bardzo zastanawiające, bo okazuje się, że gdyby choć jedno spośród wszystkich podstawowych prawideł Wszechświata, znanych jako tak zwane stałe fizyczne, miało inną wartość (i to o niewielki ułamek) w porównani z tym, jak jest rzeczywiście, to Wszechświat wyglądałby zupełnie inaczej. Przede wszystkim nigdy nie powstałoby w nim życie, w tym człowiek, istota świadoma, zdolna do poznawania. Nikt by nie wiedział, że istnieje Wszechświat, nikt by go nie poznał. We Wszechświecie nie istniałyby ani życie, ani świadomość.

By lepiej zdać sobie sprawę, z jaką sytuacją mamy do czynienia, musimy podać kilka szczegółów związanych z ustaleniami na temat stałych fizycznych. Brytyjski astronom i kosmolog Martin Rees oraz brytyjski astrofizyk i popularyzator nauki John Gribbin, pisząc o delikatnej równowadze między podstawowymi siłami decydującymi o naszym istnieniu, podali przykład stosunku między wartością sił jądrowych i elektrycznych:

 

Na przykład gdyby siły jądrowe, rządzące zachowaniem protonów i neutronów w jądrach atomowych, były nieco silniejsze w porównaniu z siłami elektrycznymi, niż są w rzeczywistości, to diproton (jądro atomowe złożone z dwóch protonów) byłoby stabilne. W naszym wszechświecie odpychanie elektryczne między dwoma dodatnio naładowanymi protonami przeważa nad przyciągającymi siłami jądrowymi i diproton nie istnieje. Dwa protony mogą utworzyć stabilne jądro tylko z pomocą jednego lub dwóch neutronów; te cząstki neutralne elektrycznie wzmacniają siły przyciągające, natomiast nie wpływają na odpychające siły elektryczne. W ten sposób powstają jądra helu. Proces syntezy takich jąder jest źródłem energii gwiazd; gdyby zamiast helu pary protonów mogły tworzyć diproton, gwiazdy ewoluowałyby zupełnie inaczej i wszechświat bardzo różniłby się od tego, jaki znamy. Gdyby natomiast siły jądrowe były nieco słabsze, nie mogłyby powstać żadne złożone jądra atomowe. Cały wszechświat byłby wypełniony wodorem, najprostszym pierwiastkiem, którego atomy składają się z jednego protonu i jednego elektronu3John Gribbin, Martin Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności. Ciemna materia, ludzkość i antropiczna kosmologia, tłum. Piotr Amsterdamski, Cyklady, Warszawa 1966,....

 

A gdyby nieco zmienić siłę przyciągania grawitacyjnego?

 

Przypuśćmy, że grawitacja jest tylko 1026 razy słabsza od sił elektrycznych, a nie 1036, jak jest w rzeczywistości. Mielibyśmy wówczas mniejszy wszechświat, w którym procesy ewolucji gwiazd przebiegałyby znacznie szybciej. Gwiazdy, które są reaktorami termojądrowymi utrzymywanymi w całości przez siłę przyciągania grawitacyjnego, miałby masę mniej więcej 10+15 razy mniejszą niż masa Słońca. Choć każda z nich miałaby masę biliona ton, potrzeba byłoby 10 milionów takich gwiazd, żeby otrzymać tyle materii, ile zawiera Księżyc. Każda taka gwiazda żyłaby około jednego roku. Najprawdopodobniej w takich warunkach zabrakłoby czasu, aby procesy ewolucyjne mogły doprowadzić do powstania tak złożonych układów jak my4Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 20.

 

Abyśmy mogli zaistnieć, podstawowe parametry Wszechświata musiały być takie, a nie inne już na samym początku jego istnienia:

 

Możemy […] zastosować ogólną teorię względności, pozwalającą na matematyczny opis wszechświata i prześledzić jego ewolucję wstecz w czasie. Okazuje się wtedy, że wszechświat balansuje na skraju przepaści. Śledzenie ewolucji wszechświata jest możliwe dopóty, dopóki mamy zaufanie do obowiązujących praw fizyki. Jeśli cofniemy się do najwcześniejszej takiej chwili, okazuje się, że kluczowy parametr określający gęstość materii, musi być określony z dokładnością do jednej części na 1060. Gdybyśmy zwiększyli lub zmniejszyli ten parametr o liczbę mającą postać zero, przecinek, sześćdziesiąt zer i jedynka, to wszechświat nie nadawałby się do życia dla takich istot, jak my5Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 26‒27. .

 

Inne wartości tego parametru powodowałyby, że Wszechświat nie rozszerzałby się z prędkością pozwalającą na powstanie gwiazd, w których zachodziłyby reakcje termojądrowe prowadzące do syntezy pierwiastków, z których składają się nasze ciała:

 

gdyby wszechświat rozszerzał się zbyt szybko, chmury gazu [wodoru i helu] zostałyby rozciągnięte w całej przestrzeni, nim przyciąganie grawitacyjne zdołałoby zdominować ich dynamikę nawet w skali lokalnej i spowodować powstanie galaktyk i gwiazd. Gdyby nie było gwiazd, nie mogłyby powstać ciężkie pierwiastki chemiczne, i znów nie byłoby nas tutaj i nie moglibyśmy zastanawiać się nad budową wszechświata6Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 26.

 

Tak samo nie byłoby nas, gdyby Wszechświat rozszerzał się zbyt wolno, bo grawitacja zgniotłaby galaktyki, zanim zdążyłyby się one uformować.

Można mnożyć przykłady różnych parametrów, podstawowych własności Wszechświata, tak zwanych stałych fizycznych, które gdyby choć w niewielkim stopniu były inne, niż rzeczywiście są, to niemożliwe stałoby się powstanie życia i nas:

 

Jeśli zmienimy wartość jednej z podstawowych stałych przyrody, nieuchronnie dzieje się coś złego i wszechświat staje się niezdatny do życia, dla takich istot, jakie znamy. Gdy zmienimy kolejną stałą, aby wyeliminować kłopoty, z reguły pojawiają się nowe problemy. Warunki w naszym wszechświecie naprawdę wydają się wyjątkowo korzystne dla żywych organizmów, takich jak my, a zapewne dla wszystkich złożonych struktur organicznych7Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 253..

 

Bez życia nie byłoby podmiotu poznającego. Bez podmiotu poznającego nie istniałaby wiedza o Wszechświecie. Dlatego niektórzy zwrócili uwagę, że podstawowe parametry Wszechświata są subtelnie zestrojone, misternie dopasowane, aby umożliwić powstanie człowieka. Stąd idea tak zwanej zasady antropicznej (wyróżnia się dwie podstawowe jej odmiany). Zgodnie ze słabą zasadą antropiczną to, że istniejemy jako organizmy biologiczne, jest podstawą dla wnioskowania o tym, jakie własności musi mieć Wszechświat. Gdyby ich nie miał, toby nas nie było. Według silnej zasady antropicznej Wszechświat nie mógł mieć innych własności, innych praw podstawowych, innych stałych fizycznych. Musi mieć takie, które prowadzą do powstania świadomego obserwatora.

Słaba zasada antropiczna nie budzi kontrowersji. Skoro jesteśmy, to znaczy, że Wszechświat ma takie własności, które umożliwiają nasze istnienie. Nie wynika z tego, że życie musiało powstać. Inaczej jest z silną zasadą antropiczną, bo w jej myśl podstawowe parametry Wszechświata musiały być tak dobrane, żeby powstało życie i obserwator. Czy to tylko przypadek sprawił, że tak wiele różnych parametrów zgrało się ze sobą, umożliwiając powstanie życia i człowieka?

 

Jak wyjaśnić subtelne dopasowanie?

Odwołanie do przypadku nie jest jednak odpowiedzią satysfakcjonującą z punktu widzenia nauki czy racjonalnego poznania w ogóle. Stwierdzenie, że za subtelne dopasowanie stałych fizycznych odpowiada przypadek, to uznanie, że tak naprawdę nie wiemy, dlaczego mają one takie wartości. Co pozostaje: albo z samych najbardziej podstawowych zasad rządzących przyrodą wynika, że owe różne własności uznawane za subtelnie zestrojone muszą być takie, a nie inne, albo ktoś „majstrował” przy tych podstawowych parametrach. Według drugiej opcji celowo zostały dobrane te wartości, które doprowadzą do zamierzonego efektu, czyli pojawienia się świadomego obserwatora. Oczywiście sugeruje to istnienie Projektanta – Stwórcy Wszechświata, co jest zgodne z teizmem. Pierwsza możliwość zresztą nie wyklucza teizmu, bo wciąż można pytać, dlaczego najbardziej podstawowe zasady przyrody są takie, a nie inne. Nadal pozostaje podejrzenie, że ‒ zamiast przypadku ‒ mamy tu do czynienia z celowym działaniem istoty nie z tego świata, czyli transcendentnej wobec przyrody.

Naturalizm naukowy wyklucza jednak odwołania do nadnaturalnych bytów przy wyjaśnianiu wszelkich zagadnień związanych ze światem przyrody. Dotyczy to także interpretowania ogólnych własności Wszechświata. Stąd trzeci pomysł na wyjaśnienie obserwowanego subtelnego dopasowania podstawowych parametrów. Polega on na stwierdzeniu, że tak naprawdę nasz Wszechświat jest tylko jednym z wielu, nawet nieskończenie wielu wszechświatów. W każdym ze wszechświatów ich podstawowe parametry mają różne wartości i w wielu z nich życie nie powstało. Jeśli wszechświatów jest niekończenie wiele albo przynajmniej odpowiednio dużo, to zwykły rachunek prawdopodobieństwa pozwala stwierdzić, że w jednym z nich na pewno będą akurat właściwe warunki, pozwalające na to, by pojawiła się istota zdolna do poznawania świata. Po prostu żyjemy w tym z wszechświatów, w którym da się żyć. Nie trzeba więc odwoływać się do celowo działającego i dobierającego odpowiednie wartości parametrów nadnaturalnego Projektanta – Stwórcy. Po prostu, jeśli wszechświatów jest nieskończenie wiele, to każda z możliwości realizuje się w którymś z nich. Nie może być inaczej. Któryś z wszechświatów musiał mieć takie własności.

Jeśli założy się naturalizm, to zarówno subtelne dopasowanie wskazywane przez zasadę antropiczną, jak i to, że Wszechświat jest uporządkowany, racjonalnie poznawalny, że istnieją w nim istoty zdolne do takiego poznawania, prowadzą właśnie do koncepcji wieloświata. Jak ujęli to Gribbin i Rees:

 

Najważniejsza z koncepcji, do jakich prowadzi zasada antropiczna, to idea, iż nasz wszechświat nie jest czymś unikatowym, lecz stanowi tylko jeden element całego zespołu wszechświatów, niezależnie od tego, jaką postać ma ten zespół. […] Zasada antropiczna skłania do przyjęcia, że inne światy istnieją, nawet jeśli nigdy nie zdołamy bezpośrednio ich poznać8Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 266..

 

Gribbin i Rees zakładają tu właśnie naturalizm, dlatego piszą, że zasada antropiczna prowadzi do teorii o wielu wszechświatach. W rzeczywistości dopuszczają dwie akceptowane z punktu widzenia naturalizmu naukowego możliwości: albo zostanie opracowana teoria pokazująca, że podstawowe parametry nie mogły być inne, że to, jakie one są w naszym Wszechświecie, jest jedynym możliwym sposobem, albo pozostaje odwołanie do teorii o wielu wszechświatach:

 

Jeśli jakaś ostateczna teoria pozwoli jednoznacznie obliczyć wszystkie stałe przyrody, to trudno będzie sobie wyobrazić inny wszechświat. Jeśli natomiast ostateczne prawa będą zawierać elementy przypadkowe lub statystyczne, to […] idea zespołu wszechświatów może zyskać solidne podstawy. Wtedy można byłoby wytłumaczyć fakt, że w naszym wszechświecie […] stałe fizyczne mają akurat takie wartości9Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 268..

 

Z punktu widzenia naturalizmu nie ma innej opcji. Albo podstawowe własności przyrody muszą być takie, jak obserwujemy, i inne ich wartości nie są możliwe z samej natury rzeczy, albo możliwe są inne wszechświaty, a my żyjemy w takim, w którym życie mogło powstać.

Ale co uczeni mają na myśli, mówiąc o innych wszechświatach? Czy koncepcja o wieloświecie rzeczywiście czyni zbędną ideę Boga?

 

Rodzaje wieloświatów rozważane we współczesnej nauce

We współczesnej nauce mamy kilka koncepcji mówiących o wielu wszechświatach. Według jednej z nich ‒ w próżni, z której wyłonił się nasz Wszechświat, powstają także inne światy. W tych innych światach obowiązują inne prawa fizyki. W niektórych możliwy jest rozwój życia, a w niektórych ‒ nie. Do tego rodzaju poglądów należy idea doboru naturalnego wszechświatów. Według niej powstanie czarnej dziury w jakimś wszechświecie zapoczątkowuje powstanie nowego wszechświata. Można powiedzieć, że wszechświaty o największej liczbie czarnych dziur są najbardziej płodne, czyli przez analogię do teorii ewolucji biologicznej można stwierdzić, że odnoszą sukces reprodukcyjny. Wszechświaty bez czarnych dziur giną bezpotomnie.

Zgodnie z inną teorią nasz Wszechświat jest znaczenie większy niż obszar, który możemy obserwować, a który określa się mianem sfery Hubble’a [od nazwiska astronoma, Edwina Powella Hubble’a (1889‒1953) który odkrył, że galaktyki oddalają się od siebie nawzajem i sformułował prawo o zależności prędkości tej „ucieczki” od odległości między galaktykami]. Jeśli Wszechświat jest nieskończony, to może istnieć nieskończenie wielu niemających ze sobą kontaktu sfer Hubble’a. Niektóre ze wszechświatów mogą być bardzo różne od naszego, mogą mieć inne prawa przyrody niż nasz Wszechświat; niektóre ‒ mogą być podobne; a niektóre ‒ identyczne jak nasz.

W innej koncepcji naukowcy w szczególny sposób odwołują się do wielowymiarowości przestrzeni. Jeśli wyobrazimy sobie ryzę papieru złożoną z setek kartek, to nasz Wszechświat jest dwuwymiarową kartkę w przestrzeni trójwymiarowego opakowania ryzy. W tym ujęciu przestrzeń naszego Wszechświata byłaby jak trójwymiarowa kartka (bo przestrzeń naszego Wszechświata ma trzy wymiary) lub ściana (kosmologowie używają terminu „brana”), jedna z wielu w przestrzeni o większej liczbie wymiarów. Na nasz Wszechświat mogłyby też oddziaływać inne światy. Istnieją koncepcje, według których tak zwana ciemna (czyli nieobserwowalna) materia, na którą powołują się niektórzy kosmolodzy, by wyjaśnić pewne zjawiska obserwowane w Kosmosie, tak naprawdę nie istnieje, a to, co się obserwuje, stanowi wynik grawitacyjnego oddziaływania innego wszechświata, równoległego do naszego. Przyjmuje się w tych koncepcjach, że tylko oddziaływanie grawitacyjne może zachodzić między takimi równoległymi wszechświatami. Wszechświaty równoległe mogłyby też się ze sobą zderzać. Zgodnie z tą koncepcją Wielki Wybuch byłby wynikiem zderzenia naszej brany z inną. Jedna z odmian tych teorii przyjmuje, że nasz Wszechświat znajduje się wewnątrz czarnej dziury10Patrz Gabriele Veneziano, Mit początku czasu, „Świat Nauki”, czerwiec 2004, nr 6 (154), s. 55 [48‒57]..

Inna koncepcja wieloświata występuje w fizyce kwantowej, dziale fizyki zajmującym się najmniejszymi, najbardziej podstawowymi ze wszystkich składników przyrody, bardziej podstawowymi od atomów (kwarkami, glounami, fotonami itp.). Na poziomie kwantowym świat wydaje się funkcjonować zupełnie inaczej niż świat w makroskali, który obserwujemy na co dzień. Na przykład ta sama cząstka może być w dwóch różnych miejscach jednocześnie, potrafi być w różnych miejscach z różnym prawdopodobieństwem, może poruszać się z nieokreśloną dokładnie prędkością, a także zachowywać się różnie i mieć różne własności w zależności od tego, czy jest obserwowana, czy nie. Zgodnie z popularną wśród fizyków interpretacją zjawisk kwantowych, to, o czym mówiło poprzednie zdanie, nie powinno być rozumiane jako jedynie wyraz naszej niepełnej wiedzy o świecie, ale opis tego, jak się naprawdę rzeczy przedstawiają. Na przykład cząstki rzeczywiście zachowują się inaczej, gdy się je obserwuje, a inaczej gdy nie są obserwowane. Kiedy nie są obserwowane, to mówi się o nich, że znajdują się w stanie tak zwanej superpozycji, ich własności w pewnym sensie nie są wtedy określone. Obserwacja powoduje, że ich stan zostaje określony, co nazywa się redukcją lub dekoherencją. O wielu światach mówi się właśnie także w fizyce kwantowej w kontekście wyjaśnienia redukcji stanów superpozycji. Według tego ujęcia dekoherencja polega na tym, że dany obiekt przyjmuje każdy możliwy stan, jednak realizacja każdego takiego stanu ma miejsce w innym równoległym wszechświecie. W słynnym przykładzie z kotem Schrödingera (czyli hipotetyczną sytuacją, w której zwierzę  zamknięte jest w pudełku z trucizną) kot znajduje się w stanie superpozycji, dopóki nikt nie zagląda do pudełka. To znaczy, że w 50% kot jest martwy, a w 50% ‒ żywy. Zajrzenie do pudełka powoduje dekoherencję, i widzimy kota albo żywego, albo martwego. Zgodnie z interpretacją tego faktu z punktu widzenia teorii o wieli światach, jeśli po zajrzeniu do pudełka zwierzę okaże się żywe, to oznacza, że jest żywe w naszym Wszechświecie, ale w innym ‒ jest martwe.

 

Czy istnienie innych wszechświatów zostało empirycznie potwierdzone?

Nie. Potwierdzenie na drodze obserwacji, że istnieją inne wszechświaty, to trudna sprawa, bo z założenia są one dla nas nieobserwowalne. Co prawda niektóre koncepcje przyjmują możliwość grawitacyjnego oddziaływania między wszechświatami, ale sprawdzenie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z takim oddziaływaniem, wydaje się wciąż poza zasięgiem nauki. Poza tym te same obserwacje, jak widzieliśmy, można tłumaczyć oddziaływaniem ciemnej materii pochodzącej od naszego Wszechświata, jak i grawitacyjnym oddziaływaniem wszechświata równoległego do naszego. Niektórzy utrzymują, że potwierdzenie istnienia innych wszechświatów jest po prostu niemożliwe, że spekulacje o ich istnieniu mają charakter czysto filozoficzny, a nie naukowy. Opinie te są nieco przesadzone, bo jednak istnieją pomysły empirycznego sprawdzania niektórych szczegółowych konsekwencji teorii o wielu światach. Ale i tak trudno spodziewać się, by efekty takich testów pozwalały potwierdzić, że są one wynikiem istnienia innych wszechświatów. Teorie o obecności innych wszechświatów nie są więc potwierdzone w tym sensie, w jakim możemy mówić o potwierdzeniu innych przyjmowanych aktualnie teorii naukowych.

 

Czy teoria wieloświata wyklucza teizm chrześcijański?

Nie. Rozważania o wielu światach prowadzili już filozofowie starożytni, choć niewielu uznawało, że rzeczywiście istnieją inne wszechświaty. Co jednak szczególnie ciekawe, koncepcja wieloświata wysuwana była w chrześcijańskim średniowieczu jako alternatywa dla naturalistycznej filozofii Arystotelesa, jednego z najważniejszych filozofów starożytnych. Jego filozofia stała się bardzo popularna w średniowieczu. Arystoteles argumentował, że świat jest wieczny i tylko jeden. W 1277 roku biskup Paryża Étienne Tempier (1210‒1279) potępił 219 tez filozoficznych, w tym te, które ‒ odwołując się do arystotelizmu ‒ negowały wszechmoc Boga. W artykule 34 potępiał twierdzenie, że Bóg nie mógł stworzyć wielu światów. Upraszczając nieco ówczesny obraz świata, przez materialny świat czy Wszechświat rozumiano wtedy ogromną, ale skończonych rozmiarów kulę zbudowaną ze sfer umieszczonych jedna w drugiej tak, że w samym środku świata znajduje się Ziemia, a skrajem tego systemu jest najdalsza od Ziemi sfera gwiazd stałych. Między Ziemią a sferą gwiazd stałych znajdować się miały sfery, na których umieszczone były kolejne planety. Zgodnie z dekretem biskupa Paryża chrześcijanin był zobowiązany przyjmować, że Bóg mógł stworzyć tyle światów, czyli takich koncentrycznych sfer, ile zapragnął. Nie wymagano jednak wiary, że Bóg rzeczywiście stworzył inne światy11Patrz Edward Grant, Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej w kontekście religijnym, instytucjonalnym oraz intelektualnym, Prószyński i S-ka, s 109. Patrz.... Średniowieczny myśliciel William Ockham (ok. 1285–1347 albo 1349) twierdził jednak, że jest prawdopodobne, iż Bóg stworzył inne światy, w tym świat lepszy od naszego. Odwoływał się do świętego Augustyna, który pisał, że Bóg mógł stworzyć doskonałego człowieka nieskłonnego do grzechu. Według Ockhama Bóg mógł stworzyć inne światy identyczne z naszym, bo ma moc tworzenia nieskończonej liczby identycznych obiektów12Patrz John H. Brooke, Science and Religion. Some Historical Perspectives, Cambridge 1999, s. 62..

W renesansie Giordano Bruno głosił, że inne światy istnieją rzeczywiście (mówiąc o światach miał na myśli zamieszkałe planety krążące wokół gwiazd rozmieszczonych w nieskończonej przestrzeni). Wbrew obiegowej opinii ‒ nie za te twierdzenia został spalony, ani za głoszenie, że Ziemia jest okrągła (to, że jest okrągła, było oczywiste dla niemal wszystkich średniowiecznych uczonych). Spalono go na stosie za herezje religijne. W każdym razie od renesansu istnienie innych światów stało się typowym zagadnieniem analizowanym przy okazji naukowych rozważań nad pochodzeniem Wszechświata13Patrz Helge Kragh, Contemporary History of Cosmology and the Controversy over the Multiverse, „Annals of Science”, Vol. 66, No.....

Współcześnie myśliciele chrześcijańscy podchodzą zwykle sceptycznie do teorii o wielu światach. Jako główny powód podają brak empirycznego potwierdzenia tej idei. Według niektórych odwołanie do Stwórcy jest prostsze i spójniejsze niż naturalistyczna koncepcja wieloświata. Zdaniem Polkinghorne’a, właściwsze jest przyjęcie wersji o jednym Wszechświecie stworzonym przez racjonalnego Stwórcę. Choć jest empirycznie niesprawdzalna (czyli metafizyczna), jak teoria wieloświata, to odwołuje się do wyjaśnienia prostszego i spójnego z naszym doświadczaniem, w którym mamy do czynienia tylko z jednym światem:

 

skoro doświadczamy tylko jednego wszechświata, to jedynie o nim mamy prawo mówić językiem nauki, a rozważania wykraczające poza tę granicę mają, w dosłownym tego słowa znaczeniu, charakter metafizyczny. Alternatywnym rozwiązaniem tego samego rodzaju, bardziej zresztą spójnym i oszczędniejszym w hipotezy, byłoby przypuszczenie, że istnieje jeden świat, który jest taki, jaki jest, ponieważ tak stworzył go jego Stwórca, który chciał, aby mógł On w drodze ewolucji wyłonić z siebie istoty mogące Go poznać14John Polkinghorne, Nauka i stworzenie. Poszukiwanie zrozumienia, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, s. 57..

 

Zwraca się też uwagę, że teoria wieloświata wcale nie wyklucza prawdziwości teizmu. Jeden z głównych przedstawicieli teizmu naturalistycznego, starającego się godzić chrześcijaństwo ze współczesną nauką, Ian G. Barbour (1923‒2013), będąc sceptyczny wobec teorii wieloświata właśnie ze względu na jej spekulatywny charakter, przyznawał, że gdyby jednak udało się ją potwierdzić, to można by przyjąć, że Bóg zechciał realizować swoje cele przez stworzenie wielu wszechświatów15Patrz Ian G. Barbour, Taking science seriously without scientism: a response to Taede Smedes, „Zygon” 2008, March 1, Vol..... Choć koncepcja wieloświata jest przyjmowana przez niektórych ateistów, by wyjaśnić pozorne, w ich ujęciu, oznaki celowości, to Barbour wskazuje, że idea ta jedynie przesuwa problem na inny poziom, bo wciąż można pytać, kto zaprojektował taki system wielu światów, który umożliwia powstanie życia i umysłów16Patrz Ian. G. Barbour, Remembering Arthur Peacocke: a personal reflection, „Zygon” 2008, March, Vol. 43, No. 1, s. 98....

Niektórzy twierdzą, że z punktu widzenia teizmu należy się właśnie spodziewać, że istnieje wiele światów, które Bóg uznał za warte stworzenia17Patrz Klaas J. Kraay, Theism, possible worlds, and the multiverse, „Philosophical Studies” 2010, No. 147, s. 355‒368.. Wbrew antyteistycznym motywacjom, nawet gdyby koncepcja wieloświata została potwierdzona, to w rzeczywistości nie stanowiłaby zagrożenia dla teizmu. Co więcej, jej potwierdzenie mogłoby być uznane za kolejny argument na rzecz idei istnienia nadnaturalnego Stwórcy na mocy tak zwanej zasady pełności opisanej przez amerykańskiego historyka filozofii Arthura Lovejoya (1873‒1962). Zasada pełności występowała już w filozofii Platona, a przyjmowana była niemal powszechnie w średniowieczu, ale także w czasach nowożytnych. Zgodnie z nią, jak pisał Lovejoy:

 

żadna prawdziwa możliwość bytu nie pozostała niezrealizowana, […] zasięg i bogactwo stworzenia musi być tak wielkie jak możliwość istnienia i współmierne z twórczą zdolnością „doskonałego” i niewyczerpanego źródła […], świat jest tym lepszy, im więcej rzeczy zawiera18Arthur Lovejoy, Wielki łańcuch bytu. Studium historii pewnej idei, tłum. Artur Przybysławski, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 51. .

 

Ta zasada przyjmowana i wiązana była z Bogiem nie tylko przez myślicieli średniowiecznych, ale i przez wielu nowożytnych uczonych-przyrodników. Jak wskazywał Lovejoy, niekiedy tych ostatnich prowadziła do przyjęcia, że wręcz konieczne jest, by liczba wszechświatów stworzonych przez nieskończenie potężnego i dobrego Boga była również nieskończona.

 

Co z tego wszystkiego wynika?

Przy nieskończonej liczbie różnorodnych wszechświatów świat uporządkowany w pewien określony sposób staje się koniecznością. Jego istnienie, to jest istnienie poszczególnego wszechświata o danych własnościach, można wyjaśnić bez odwołania się do bezpośrednio działającej nadnaturalnej przyczyny. Koncepcja wieloświata nie wyklucza jednak istnienia nadnaturalnego stwórcy wieloświata. Wciąż można pytać o pochodzenie wieloświata, a odpowiedź na to pytanie będzie wykraczać poza możliwości nauki. Będzie pochodzić z filozofii. Może to być filozofia naturalistyczna, ale nie musi. Wyniki badań naukowych nie rozstrzygają o słuszności podstawowych twierdzeń filozoficznych lub teologicznych o istnieniu lub nieistnieniu Stwórcy, który odpowiada za najbardziej ogólne własności Wszechświata.

Obecnie naturalizm naukowy nakazuje poszukiwać jedynie naturalistycznej odpowiedzi na problem pochodzenia Wszechświata i jego ogólnych własności. Teoria wieloświata ma być takim naturalistycznym sposobem rozwiązania tego problemu. Teorie o istnieniu innych wszechświatów trudno jednak testować, w przypadku niektórych wydaje się to zupełnie niemożliwe. To czyni je pod tym względem podobne, jeśli nie takie same, do innych empirycznie niesprawdzalnych koncepcji filozoficznych.

Gdyby nawet udało się potwierdzić którąś z koncepcji wieloświata, to nie tylko pozostawałoby pytanie o jego źródło, ale na podstawie zasady pełności teiści mogliby uznać, że oto pojawiło się potwierdzenie idei o niekończonej mocy Boga-Stwórcy.

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Michał Heller, Chaos, Probability, and the Comprehensibility of the World, w: Chaos and Complexity. Scientific Perspectives on Divine Action, ed. Robert J. Russell, Nancey Murphy, Arthur R. Peacocke,, Vatican Observatory Publications and CTNS, Vatican – Berkeley 1995, s. 121, cyt. za: Stanisław Wszołek, W obronie argumentu „God of the gaps”, „Zagadnienia Filozoficzne w Nauce” 1999, t. XXIII, s. 115 [103‒118].
  • 2 John. C. Polkinghorne, Jeden świat. Wzajemne relacje nauki i teologii, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, s. 146.
  • 3 John Gribbin, Martin Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności. Ciemna materia, ludzkość i antropiczna kosmologia, tłum. Piotr Amsterdamski, Cyklady, Warszawa 1966, s. 19.
  • 4 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 20
  • 5 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 26‒27.
  • 6 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 26
  • 7 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 253.
  • 8 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 266.
  • 9 Gribbin, Rees, Kosmiczne zbiegi okoliczności…, s. 268.
  • 10 Patrz Gabriele Veneziano, Mit początku czasu, „Świat Nauki”, czerwiec 2004, nr 6 (154), s. 55 [48‒57].
  • 11 Patrz Edward Grant, Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej w kontekście religijnym, instytucjonalnym oraz intelektualnym, Prószyński i S-ka, s 109. Patrz też tenże, Science and Theology in the Middle Ages, w: God and Nature. Historical essays on the Encounter between Christianity and Science, ed. David C.  Lindberg, Roland L. Numbers, Berkeley – Los Angeles – London 1986, s.  56 [49‒75].
  • 12 Patrz John H. Brooke, Science and Religion. Some Historical Perspectives, Cambridge 1999, s. 62.
  • 13 Patrz Helge Kragh, Contemporary History of Cosmology and the Controversy over the Multiverse, „Annals of Science”, Vol. 66, No. 4, 2009, October, s. 534‒535 [529‒551].
  • 14 John Polkinghorne, Nauka i stworzenie. Poszukiwanie zrozumienia, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, s. 57.
  • 15 Patrz Ian G. Barbour, Taking science seriously without scientism: a response to Taede Smedes, „Zygon” 2008, March 1, Vol. 43, No. s. 265 [259‒269].
  • 16 Patrz Ian. G. Barbour, Remembering Arthur Peacocke: a personal reflection, „Zygon” 2008, March, Vol. 43, No. 1, s. 98 [89‒102].
  • 17 Patrz Klaas J. Kraay, Theism, possible worlds, and the multiverse, „Philosophical Studies” 2010, No. 147, s. 355‒368.
  • 18 Arthur Lovejoy, Wielki łańcuch bytu. Studium historii pewnej idei, tłum. Artur Przybysławski, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 51.

Nota bibliograficzna:

Barbour Ian. G., Remembering Arthur Peacocke: a Personal Reflection, „Zygon”  2008, March, Vol. 43, No. 1,s. 89-102.

Barbour Ian G., Taking Science Seriously Without Scientism: a Response to Taede Smedes, „Zygon” 2008, March,  Vol. 43, No. 1, s. 259‒269.

Brooke John H., Science and Religion. Some Historical Perspectives, Cambridge 1999.

Grant Edward, Science and Theology in the Middle Ages, w: God and Nature. Historical essays on the Encounter between Christianity and Science, ed. David C. Lindberg, Roland L. Numbers:   Berkeley – Los Angeles – London 1986, s.  49‒75.

Grant Edward, Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej w kontekście religijnym, instytucjonalnym oraz intelektualnym, tłum. Tadeusz Szafrański, Prószyński i S-ka, Warszawa 2005.

Gribbin John, Rees Martin, Kosmiczne zbiegi okoliczności. Ciemna materia, ludzkość i antropiczna kosmologia, tłum. Piotr Amsterdamski, Cyklady, Warszawa 1966.

Heller Michał, Chaos, Probability, and the Comprehensibility of the World, w: Chaos and Complexity. Scientific Perspectives on Divine Action, ed. Robert J. Russell, Nancey Murphy, Arthur R. Peacocke,, Vatican Observatory Publications and CTNS, Vatican – Berkeley 1995, s. 107‒121.

Kraay Klaas J., Theism, Possible Worlds, and the Multiverse, „Philosophical Studies” 2010, No. 147, s. 355‒368.

Kragh Helge, Contemporary History of Cosmology and the Controversy over the Multiverse, „Annals of Science” 2009, October, Vol. 66, No. 4, s. 529‒551.

Lovejoy Arthur O., Wielki łańcuch bytu. Studium historii pewnej idei, tłum. Artur Przybysławski, Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009.

Polkinghorne John. C., Jeden świat. Wzajemne relacje nauki i teologii, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008.

Polkinghorne John, Nauka i stworzenie. Poszukiwanie zrozumienia, tłum. Marek Chojnacki, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008.

Veneziano Gabriele, Mit początku czasu, „Świat Nauki”, czerwiec 2004, nr 6 (154), s. 48‒57.

Wszołek Stanisław, W obronie argumentu „God of the gaps”, „Zagadnienia Filozoficzne w Nauce” 1999, t. XXIII, s. 103‒118.

 

Tekst opracowano w znacznej mierze na podstawie artykułu Piotra Bylicy Darwinizm i koncepcja wieloświata a religijne wyjaśnienie racjonalnego porządku i poznawalności przyrody, „Zagadnienia Naukoznawstwa” 2012, t. XLVIII, z. 3, s. 185‒204. Przedstawione są w nim krótko także proponowane w nauce pomysły testowania niektórych z wersji teorii wieloświata.