Inwagen o podwójnych standardach w ocenie argumentów na rzecz religii

Piotr Bylica

Tekst Peter van Inwagen o swojej drodze do Kościoła opiera się na wspomnieniach tego amerykańskiego filozofa, który opowiada, jak zmieniał się jego stosunek do chrześcijaństwa. Swoje refleksje Inwagen zawarł w materiałach przeznaczonych dla studentów1Patrz Peter van Inwagen, Quam Dilecta (how lovely), http://mathwise.net/?p=184 [dostęp 20 VI 2020]., stanowiących zagajenie dla filozoficznego problemu wartości poznawczej twierdzeń religijnych, a dokładniej kwestii, czy istnieją racjonalne przesłanki na rzecz przekonań religijnych i jaka jest natura tych przesłanek. Dla filozofów nie tylko jest ciekawe, w co kto wierzy, ale przede wszystkim: dlaczego żywi takie, a nie inne przekonania. Racjonalność nie polega tylko na posiadaniu przekonań, ale na posiadaniu racji na ich rzecz. W „Kiedyś byłem ateistą, ale…” – argument, który szczególnie boli wojujących ateistów czytamy o wojujących neoateistach, którzy odmawiają racjonalności osobom wierzącym, uznają, że ich wiara nie ma oparcia w faktach i logice. Właśnie tym problemem, czyli istnieniem i rodzajem argumentów, które można nazwać świadectwami na rzecz przekonań religijnych, Inwagen zajmuje się w dalszej części wspomnianych materiałów, ale także w bardziej rozbudowanej formie w jednym ze swoich artykułów2Patrz Peter van Inwagen, Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie,.... Poniżej przyglądamy się jego rozważaniom nad zarzutem o braku dobrych świadectw na rzecz przekonań religijnych.

 

Deklaracja Inwagena na temat swojej wiary i racji na jej rzecz

W tekście dla studentów Inwagen stwierdza:

Nawróciłem się. Przez pierwsze czterdzieści lat życia byłem poza Kościołem. Przez znaczną część życia na moje przekonania na temat Kościoła składała się mieszanina faktów, nieprzychylnych zmyśleń, czasem idiotycznych, a niekiedy całkiem sprytnych. W końcu przystąpiłem do Kościoła, co polegało na zaakceptowaniu pewnych twierdzeń. Jestem przekonany, że miałem, i nadal mam, dobre racje, aby je zaakceptować, choć nie jestem pewien, jakie to racje. Czy brzmi to dziwnie? Nie powinno. Naprawdę. Jestem skłonny uważać, że owe racje dałoby się spisać na kilku stronach, że rzeczywiście mógłbym to uczynić. Wiem jednak, że gdybym to zrobił, to wielu nie-chrześcijan, ludzi tak samo inteligentnych jak ja, przyjęłoby bez zastrzeżeń wszystko, co napisałem, a mimo to pozostaliby oni tym, kim byli, czyli niewzruszonymi agnostykami, wojującymi ateistami, pobożnymi muzułmanami czy kimkolwiek innym. Wielu powiedziałoby, że to, co napisałem, nie może stanowić dobrych racji dla przyjęcia tych religijnych twierdzeń. Bo gdyby stanowiło (tak głosiłby ten zarzut), to przeczytanie tego, co zawarłbym na tych kilku stronach, doprowadziłoby do nawrócenia inteligentnych agnostyków, ateistów i muzułmanów na chrześcijaństwo. A przynajmniej wywołało u nich dwójmyślenie, kryzys intelektualny lub dysonans poznawczy. Być może ten zarzut jest słuszny. Jeśli tak, to wśród moich racji muszą być takie, których nie da się wysłowić, podobnie jak powodów, dla których uważam, że Jane jest zezłoszczona: coś się dzieje z kącikami jej ust, barwą głosu, czego nie potrafię ująć w słowa3Inwagen, Quam Dilecta….

 

Inwagen jest więc przekonany, że za jego nawróceniem przemawiały pewne racje, że było ono czymś racjonalnym. Jednocześnie przyznaje, że nie jest w stanie tych racji przedstawić, nie potrafi ich wyrazić słowami. Czy ta niezdolność do zademonstrowania racji podważa racjonalność jego wyboru, czyli uznania twierdzeń głoszonych przez chrześcijaństwo? Czy oznacza raczej jedynie, że może istnieć taki rodzaj świadectw, które nie dają się ująć w słowa, a mimo to są dobrymi świadectwami na rzecz danego przekonania? Nad tymi pytaniami zastanawia się Inwagen w dalszej części oraz szerzej w artykule zatytułowanym Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie.

 

Praktyczne konsekwencje

Tytuł artykułu Inwagena to cytat ze słynnego w środowisku filozoficznym, szczególnie związanym z rozważaniami etycznymi oraz filozofią religii, eseju Williama Kingdona Clifforda The Ethics of Belief. Clifford zastanawiał się, jakiego rodzaju twierdzenia jesteśmy uprawnieni przyjmować, i głosił właśnie, że z pobudek etycznych:

 

Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie.

 

Twierdzenie to Inwagen określa mianem „zasady Clifforda” i w swoim artykule pokazuje, jakie konsekwencje miałoby ścisłe stosowanie się do niej. Na pierwszy rzut oka zasada Clifforda wygląda na całkiem rozsądną. Słuszne wydaje się, aby ludzie odpowiedzialni, którzy chcą uchodzić za osoby racjonalne, unikali przekonań opartych na niedostatecznym świadectwie, nieudowodnionych, niepopartych faktami i rzetelnymi rozumowaniami. Powszechnie twierdzi się, że w nauce przyjmuje się tylko przekonania oparte na mocnych świadectwach, poparte faktami i rzetelnym rozumowaniem.

Okazuje się jednak, że ścisłe przestrzeganie tej reguły w różnych dziedzinach ludzkiego poznania i działania jest dość problematyczne ‒ trudne, a nawet niemożliwe do zrealizowania. I jeszcze jedna ważna sprawa: niezdolność do realizacji owej reguły stawia się jako zarzut wyłącznie jednemu rodzajowi ludzkich przekonań ‒ a mianowicie przekonaniom religijnym.

 

Zasada Clifforda w filozofii

Zanim przejdziemy jednak do dyskusji nad jej zastosowaniem w religii, przyjrzyjmy się, jak wygląda realizacja zasady Clifforda w filozofii. Jak słusznie zauważa Inwagen, filozofowie zasadniczo nie zgadzają się ze sobą. W sprawie bardzo wielu tez czy argumentów filozoficznych nie ma wśród nich powszechnej zgody. Dobrze wykształceni, inteligentni filozofowie, znający te same jasno wyrażone argumenty, te same fakty ‒ nie zgadzają się co do pewnych przekonań. Jedni uznają istnienie wolnej woli, inni nie; jedni przyjmują twierdzenia o istnieniu substancji duchowych, a inni głoszą, że istnieje tylko to, co materialne; dla jednych świat jest uporządkowany celowo, a dla innych nie ma w nim żadnego sensu… Jak to możliwe, że filozofowie znający odpowiednie rozróżnienia, rozumiejący znaczenia słów, których używa się w tej dziedzinie poznania, kompetentni pod każdym względem ‒ przyjmują jednak różnorakie stanowiska.

 

Jak ja mogę żywić przekonanie (a przecież je żywię), że wolna wola jest niespójna z determinizmem albo że niezrealizowane możliwości nie są przedmiotami fizycznymi lub że istoty ludzkie to nie czterowymiarowe rzeczy, rozciągłe w czasie i przestrzeni, skoro David Lewis – filozof o zaiste wyjątkowej inteligencji, przenikliwości i umiejętnościach – odrzuca moje przekonania, a jednocześnie zna i świetnie rozumie każdy argument, jaki mógłbym podać w ich obronie?4Inwagen, Zawsze…, s. 175.

 

Jako wyjaśnienie faktu tego typu różnic wśród filozofów Inwagen proponuje coś, co określa mianem „wglądu filozoficznego”. Nie głosi jednak tego stanowczo, ale traktuje jako domysł, który spośród możliwych wyjaśnień wydaje mu się najbardziej atrakcyjny lub najmniej nieatrakcyjny. W każdym razie, Inwagen następująco wyjaśnia, na jakiej podstawie przyjmuje te, a nie inne przekonania filozoficzne:

 

Stać mnie jedynie na domysł, że (w odniesieniu do powyższych trzech tez) dany jest mi pewnego rodzaju wgląd filozoficzny, którego Lewis, mimo wszystkich swoich zalet, nie posiada. I musiałby to być wgląd, którego nie da się przekazać innym – ja w każdym razie nie wiem, jak to uczynić – bo zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by go przekazać Lewisowi, a on, choć doskonale zrozumiał wszystko, co powiedziałem, nie przychylił się do moich wniosków5Inwagen, Zawsze…, s. 175..

 

Podstawowy problem z „wglądem” polega na tym, że jest to coś, czego nie daje się ‒ a przynajmniej Inwagen stwierdza, że nie potrafi ‒ ująć w słowa. Jest to coś więcej niż oddają słowa, bo mimo jasnego wyrażenia tego, co dało się powiedzieć, filozof mający te same kompetencje i zdolności intelektualne co Inwagen pozostał przy swoim stanowisku. Inwagen dopuszcza możliwość, że jego odwołanie do specyficznego wglądu może być błędne, ale uznaje, że na pewno istnieje jakaś dobra odpowiedź na postawione pytanie o racje na rzecz tego czy innego filozoficznego stanowiska. Gdyby było inaczej, gdyby stanowiska filozoficzne nie opierały się na dobrych racjach, oznaczałoby to, że nie istnieją dobre powody, by przyjmować jakiekolwiek stanowisko filozoficzne. Jakiekolwiek! Bo przecież inteligentni i dobrze wykształceni filozofowie nie zgadzają się ze sobą odnośnie do niemal żadnej ze spraw.

Odnosząc się do tych uwag Inwagena w kontekście problemu dyskusji ateizmu z teizmem, trzeba zauważyć, że jeśli wątpliwości co do istnienia dobrych podstaw dla przekonań filozoficznych są słuszne, to ich konsekwencją jest to, że ani filozofia teistyczna, ani ateistyczna nie mają dobrych podstaw. Jeśli słuszne jest stanowisko, które Inwagen określa mianem „sceptycyzmu filozoficznego”, to nie ma podstaw dla rozstrzygnięcia sporu ateizmu z teizmem, bo względem żadnego z tych filozoficznych poglądów nie istnieją dobre świadectwa, które można by uznać za racje na ich rzecz. Oczywiście dotyczy to również wszystkich innych koncepcji filozoficznych. Przyjmując sceptycyzm filozoficzny, nie możemy opowiedzieć się za żadną z nich:

 

filozoficzni sceptycy to ludzie, którzy nie mogą zostać nominalistami czy realistami, dualistami czy monistami, filozofami języka potocznego czy fenomenologami; krótko mówiąc, są to ludzie, którzy świadomi wielu filozoficznych opcji, nie opowiadają się za żadną z nich, ludzie, którzy przysłuchiwali się wielu filozoficznym debatom, ale ani razu nikogo nie okrzyknęli zwycięzcą6Inwagen, Zawsze…, s. 175..

 

Zdaniem Inwagena sceptycyzm filozoficzny nie jest trafnym stanowiskiem:

 

musi być możliwe, by człowiek w sposób uzasadniony przyjmował pewną tezę filozoficzną, gdy inni filozofowie (posiadający wedle wszelkich obiektywnych i zewnętrznych kryteriów co najmniej równie dobre kwalifikacje, by zabierać głos w tej sprawie) ją odrzucają7Inwagen, Zawsze…, s. 175..

 

Inwagen argumentuje, że w praktyce trudno spotkać filozofów, którzy byliby sceptykami. Ale – zauważmy – stwierdzenie to odnosi się nie tylko do filozofów. W ogóle ludzie powszechnie przyjmują te czy inne stanowiska filozoficzne, uznają więc, że na ich rzecz przemawiają lepsze racje niż na rzecz poglądów przeciwnych.

Sceptycyzm filozoficzny jest niepraktyczny. Niektórzy uważają jednak, że przekonania filozoficzne w ogóle są niepraktyczne w tym sensie, że tak naprawdę nic od nich nie zależy, są jakby nieszkodliwe, dlatego różnice zdań między ludźmi w sprawach filozoficznych nie mają znaczenia. Inwagen wskazuje, że tego typu pogląd jest nietrafny, bo historia pokazuje, że poważne potraktowanie na przykład filozofii marksistowskiej miało groźne praktyczne konsekwencje. Inny pogląd głosi, że twierdzenia filozoficzne nie dotyczą faktów empirycznych, stąd cokolwiek obserwujemy w świecie, jest zgodne z dowolnymi stanowiskami w filozofii. Inwagen wskazuje jednak, że wiele przekonań filozoficznych „wyraża twierdzenia będące koniecznymi prawdami albo koniecznymi fałszami i dość wątpliwe jest twierdzenie, że świat wyglądałby tak samo, gdyby pewna konieczna prawda była fałszem albo konieczny fałsz był prawdą”8Inwagen, Zawsze…, s. 177.. Inwagen nie podaje tu żadnego przykładu, ale do ważnych filozoficznych twierdzeń należy zasada jednostajności przyrody. Zakładając, że ona obowiązuje, naukowcy poszukują porządku w świecie przyrody, który opisują w postaci praw i teorii naukowych. Gdyby wbrew tej zasadzie świat był chaosem, w którym nie mamy prawa spodziewać się, że te same warunki początkowe będą prowadzić do takich samych skutków, to uprawianie nauki nie miałoby sensu. A jednak zasada ta nie jest udowodniona przez żadną teorię naukową czy żadną naukę szczegółową. Jest ona filozoficznym założeniem, które umożliwia uprawianie nauki i szczęśliwie dla nas wszystkich wydaje się trafnie opisywać świat, w którym żyjemy [na temat roli tej zasady w nauce patrz też: (Zawodne) sposoby odróżniania nauki od nienauki. Lepszych brak].

Inwagen uważa, że nawet gdyby filozofia nie dotyczyła faktów empirycznych, to ponieważ przekonania filozoficzne wpływają istotnie na zachowania ludzi, należy od tych przekonań oczekiwać, by spełniały takie same wymogi, jeśli chodzi o wartość świadectw na ich rzecz, jak ma to miejsce w przypadku takich dziedzin, jak na przykład geologia, fizjologia czy inne „porządne” nauki.

 

Analogia z polityki

Analogią dla przekonań filozoficznych, jeśli chodzi o racje na ich rzecz oraz związek z faktami i wpływ na ludzkie działania, są przekonania polityczne. To, jakie człowiek żywi przekonania polityczne, robi różnicę. Ludzie nie zgadzają się odnośnie do kwestii politycznych, podobnie jak filozofowie odnośnie do rozważanych przez nich problemów:

 

Wśród ludzi wszystkich opcji politycznych, gdzie toczą się niekończące się spory – dla niniejszego wywodu nie ma znaczenia, czy tak jest w wypadku wszystkich sporów – można znaleźć mężczyzn i kobiety o rozległej wiedzy (więcej: ludzi ogromnie uczonych) i bardzo inteligentnych, którzy przestrzegają najwyższych standardów intelektualnych. […] Każdy uczciwy intelektualnie człowiek przyzna, że wiele politycznych sporów ciągnie się bez końca, a po przeciwnych stronach biorą w nich udział bardzo inteligentni ludzie o rozległej wiedzy. A jednak ten stan rzeczy nie skłania zbyt wiele osób do przyjęcia postawy politycznego sceptycyzmu i rezygnacji z posiadania jakichkolwiek przekonań politycznych, które są przedmiotem sporów ludzi o wysokiej inteligencji i rozległej wiedzy9Inwagen, Zawsze…, s. 178..

 

Kompetentni i inteligentni ludzie zajmują przeciwne stanowiska w sporach filozoficznych. Czy powinniśmy uznać, że nie mają dobrych racji na rzecz przyjmowania tych stanowisk? Jeśli nie chcemy popaść w sceptycyzm polityczny, analogiczny do sceptycyzmu w filozofii, to musimy uznać, że mogą być takie racje, choć może niełatwo jest je wyrazić. W każdym razie sceptycyzm polityczny byłby stanowiskiem niepraktycznym w  tym sensie, że gdyby był podzielany, to świat, w którym żyjemy, wyglądałby zupełnie inaczej. Żyjemy bowiem w świecie, na którego kształt wpływają osoby uznające ten czy inny program polityczny.

Jak w przypadku filozofii, tak też odnośnie do wyboru między przekonaniami politycznymi Inwagen doszukuje się istnienia racji w postaci specyficznego wglądu:

 

Cóż, tak jak w wypadku filozofii skłaniam się ku poglądowi, że musi mi być dany jakiś wgląd, którego nie da się przekazać, a którego inni, przy wszystkich swoich zaletach, nie mają. Skłaniam się ku poglądowi, że świadectwo i argumenty, które mogę przytoczyć na rzecz moich przekonań, nie wyczerpują mojego uzasadnienia dla tych przekonań10Inwagen, Zawsze…, s. 179..

 

Religia a zasada Clifforda

Powyższe rozważania były jedynie przygotowaniem do wprowadzenia głównego problemu, a mianowicie:

 

Czy religia różni się od filozofii i polityki pod względami, które omawialiśmy? Czy może przekonania religijne powinny podlegać ostrzejszym kryteriom w kwestii świadectwa niż przekonania filozoficzne lub polityczne? Albo też: jeśli mają podlegać takim samym standardom, czy typowe przekonania religijne wypadają gorzej niż typowe przekonania filozoficzne bądź polityczne?11Inwagen, Zawsze…, s. 180.

 

Innymi słowy, czy status i wartość poznawcza przekonań religijnych są takie same jak filozoficznych i politycznych? Czy jeśli ktoś przyjmuje przekonania religijne, to powinien mieć na ich rzecz takie same czy może lepsze argumenty, niż gdy podziela dane przekonania filozoficzne i polityczne?

Inwagen zauważa, że powszechnie przyjmuje się stanowisko, według którego religia różni się od filozofii i polityki pod tym względem. Określa je mianem „tezy o różnicy”. Zgodnie z nią przekonania religijne powinny albo mieć lepsze świadectwa na ich rzecz niż w przypadku filozofii i polityki, albo jeśli mają mieć świadectwa spełniające te same standardy co w przypadku filozofii i polityki, to okazuje się, że przekonania religijne wypadają gorzej niż typowe przekonania innych rodzajów12Patrz Inwagen, Zawsze…, s. 180..

Wspomniany esej Clifforda stanowi właśnie przykład zastosowania tezy o różnicy w stosunku do religii. Jest to bardzo popularny esej filozoficzny dotyczący religii, na co wskazuje fakt, jak zauważa Inwagen, że pojawia się niemal w każdej antologii poświęconej filozofii religii:

 

Rzeczywistą tezą wykładu Clifforda […] jest to, że przekonania religijne – przekonanie o istnieniu Boga, przekonanie o życiu po śmierci, przekonanie, co do podstawowych historycznych twierdzeń judaizmu, chrześcijaństwa czy islamu – zawsze albo prawie zawsze żywione są niezgodnie ze słynną etyczno-epistemiczną zasadą, przywołaną w moim tytule: „Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie”13Inwagen, Zawsze…, s. 183..

 

Inwagen zauważa, że:

 

na zasadę Clifforda powołują się niemal wyłącznie autorzy studiów, którzy są wrogo nastawieni do przekonań religijnych oraz że stosują oni tę zasadę tylko do przekonań religijnych. […] To właśnie stanowi podstawowy dowód mojego twierdzenia, że wielu antyreligijnych filozofów i innych autorów zwalczających religię milcząco zakłada tezę o różnicy14Inwagen, Zawsze…, s. 185..

 

Opierając się na uwagach Inwagena, łatwo zauważyć tezę o różnicy w pismach nowych ateistów. Daniel Dennett pisze o różnicy między wierzącymi a podobnymi do niego ateistami:

 

jedynym dogmatem, którego trzymanie się można nam zarzucić, jest to, że wierzymy w prawdę, dowody empiryczne i rzetelną logiczną argumentację. I nie jest to ślepa wiara, ale coś wręcz przeciwnego – to wiara nieustannie testowana i korygowana, a bronią jej tylko świadectwa naszych zmysłów i rozum15Daniel Dennett, Niech się sąsiedzi dowiedzą, w: Richard Dawkins, Christopher Hitchens, Sam Harris, Daniel Dennett, Czterej jeźdźcy Apokalipsy. Jak....

 

Dawkins pisze, że teistów charakteryzuje „kompletny brak zainteresowania faktami […], w zasadzie świadoma pogarda dla empirii. Nieważne, że nie ma żadnych dowodów”16Richard Dawkins, Pycha religii, pokora nauki i intelektualna oraz moralna odwaga ateizmu, w: Dawkins, Hitchens, Harris, Dennett, Czterej jeźdźcy…, .... Zdaniem nowych ateistów, religia nie spełnia standardów racjonalności, które za to spełniają nauka oraz ateizm (patrz też „Kiedyś byłem ateistą, ale…” – argument który szczególnie boli wojujących ateistów). Ateizm jest jednak opcją filozoficzno-światopoglądową. Czy – idąc tropem rozumowania Inwagena – rzeczywiście na rzecz ateizmu można podać racje, które przekonają każdego kompetentnego i inteligentnego człowieka? Jeśli Inwagen się nie myli, to nie można. Ateizm czy naturalizm ‒ rozumiane jako doktryny filozoficzne ‒ wydają się tak samo spełniać lub nie spełniać standardów reguły Clifforda, jak przekonania religijne. Inwagen podaje inne przykłady stosowania podwójnych standardów w ocenie przekonań – marksizm i freudyzm (odnośnie do freudyzmu patrz: Religia jako nerwica):

 

Przypadki marksizmu i freudyzmu posłużą jako pouczające przykłady tego, o czym mówię. Z łatwością można wskazać filozofów, którzy uważają, że marksizm i freudyzm to bzdury: absurdalne parodie teorii naukowych, całkowicie zniekształcające rzeczywisty obraz świata. Przypuszczalnie filozofowie ci nie uważają, że marksizm i freudyzm zostały adekwatnie poparte świadectwem, jakim mogli dysponować Marks i Freud – czy że zostały adekwatnie poparte świadectwem, jakim dysponują współcześni zwolennicy marksizmu i freudyzmu. Ale ani razu żaden autor nie oskarżył Marksa czy Freuda o to, że splamili swój epistemiczny honor, zaniedbując dostosowywanie przekonań do świadectwa17Inwagen, Zawsze…, s. 185..

 

Są to podwójne standardy, bo:

 

praktycznie wszyscy filozofowie – literatura przedmiotu wykaże to natychmiast nawet przy najbardziej pobieżnym zbadaniu – podpisują się pod nie w pełni uzasadnionymi tezami, czego oczywistą logiczną konsekwencją jest to, że świat obfituje w rażące pogwałcenia zasady Clifforda, niezwiązane wcale z religią. […] Gdyby ową zasadę zastosować powszechnie w filozofii (albo w polityce bądź w historii lub nawet w wielu obszarach nauk przyrodniczych), to trzeba by ją zastosować praktycznie wszędzie. Gdyby jej stosowanie stało się powszechne, to wszyscy nieustannie podtykalibyśmy ją jeden drugiemu pod nos. I większość spośród oskarżonych o jej naruszenie nie miałaby na podorędziu żadnej zręcznej odpowiedzi18Inwagen, Zawsze…, s. 185..

 

Każdy filozof może zarzucić drugiemu filozofowi, że nie przedstawił dobrych świadectw, które przekonywałyby o konieczności przyjęcia stanowiska, które popiera. Inwagen zwraca uwagę ‒ że mimo tej sytuacji ‒ tylko religii wytyka się, że nie spełnia odpowiednio wysokich standardów poznawczych, i na tej podstawie głoszonym w ramach niej przekonaniom odmawia się racjonalności.

 

Podobna sytuacja ‒ także w nauce

W nauce jednak bywa podobnie. Można spotkać kompetentnych ekspertów prowadzących badania w tej samej dyscyplinie, którzy mają zupełnie odmienne zdania co do różnych podstawowych zagadnień. Jeden z przykładów podawanych przez Inwagena pochodzi od jego znajomego fizyka:

 

Mój dawny kolega z Uniwersytetu Syracuse, cieszący się międzynarodowym uznaniem teoretyk z dziedziny grawitacji kwantowej, powiedział mi, używając prostego zdania oznajmującego, w którym nie było absolutnie żadnych zastrzeżeń, że teoria superstrun wiedzie donikąd. Wielu wybitnych fizyków (między innymi Sheldon Glashow) podziela tę opinię i jest szczerze przekonanych o jej słuszności. Równocześnie wielu wybitnych fizyków (jak Steven Weinberg czy Edward Witten) stanowczo ją odrzuca i jest szczerze przekonanych, że teoria superstrun dostarczyła schematu pojęciowego, w ramach którego przez najbliższe sto lat będzie przebiegać dalszy rozwój podstaw fizyki19Inwagen, Zawsze…, s. 187..

 

Na podstawie tego typu sytuacji Inwagen konstatuje:

Trudno uciec od wniosku, że dość powszechnie zdarza się, iż naukowcy żywią przekonania, które inni równie inteligentni naukowcy, o tych samych kwalifikacjach naukowych i dysponujący tym samym świadectwem, stanowczo odrzucają20Inwagen, Zawsze…, s. 187..

Niespełnianie zasady Clifforda okazuje się więc występować nie tylko w filozofii i polityce, w których to dziedzinach trudno o sceptyków, a „tymczasem − jak zauważa  Inwagen − religia wydaje się jedynym obszarem ludzkiego życia i poznania, w którym bardzo wielu ludzi w odpowiedzi na bardzo wiele pytań wybiera agnostycyzm”21Inwagen, Zawsze…, s. 187..

 

Wgląd jako świadectwo

Zdaniem Inwagena nie należy jednak sądzić, że różnice w poglądach filozoficznych, politycznych czy przekonaniach religijnych wynikają wyłącznie z czynników innych niż dobre racje w postaci świadectw na ich rzecz. Tyle że świadectwem, z którym mamy tu do czynienia, jest wspomniany już nieujmowalny w słowach wgląd:

 

świadectwo, które niektórzy posiadają na rzecz swych filozoficznych i politycznych (i archeologicznych, i historycznych, i…) przekonań, to po części twierdzenia, których treścią jest, postulowany wcześniej, nieprzekazywalny „wgląd”22Inwagen, Zawsze…, s. 188..

 

Wiele zależy od tego, jak rozumiemy to, czym jest świadectwo. Clifford nie podał żadnej definicji świadectwa. Dlatego Inwagen rozpatruje różne możliwości:

Jeśli „świadectwo” rozumieć w takim sensie, jak na sali sądowej albo w laboratorium (fotografie, zapis zeznań złożonych pod przysięgą, orzeczenia biegłych sądowych, zapis odczytów licznika – nawet argumenty, pod warunkiem że przez argument rozumiemy po prostu publicznie dostępny fragment tekstu i że każdy, kto przeczytał i zrozumiał ów fragment, tym samym „jest w posiadaniu” świadectwa, które ma stanowić ten argument), to wówczas „świadectwo” ewidentnie nie stanowi poparcia dla naszych filozoficznych i politycznych przekonań. Niech takie świadectwo zostanie uzupełnione logicznym wnioskowaniem, osobistym doświadczeniem zmysłowym i pamięcią doświadczenia zmysłowego (moje osobiste doświadczenie i wspomnienia, w przeciwieństwie do zeznań o moich doświadczeniach i wspomnieniach, nie mogą być przedstawione jako dowód na sali sądowej ani opublikowane w „Physical Review Letters”, ale mogą być częścią mojego świadectwa wspierającego moje przekonania – a w każdym razie tak twierdzą epistemologowie), a wciąż wydaje się, że jest prawdą, że „świadectwo” nie potwierdza naszych filozoficznych czy politycznych przekonań. To nie znaczy, że tak rozumiane świadectwo jest z konieczności pozbawione wszelkiej mocy: może ono – mam nadzieję – być podstawą wielu wyroków sądowych decydujących o życiu i śmierci, a także takich tez naukowych jak ta, że kontynenty pozostają w ruchu. Nie wydaje się ono jednak wystarczające, by uzasadnić większość naszych przekonań filozoficznych i politycznych – w przeciwnym razie przekonania te byłyby z pewnością znacznie bardziej jednomyślne niż ma to obecnie miejsce. […]

Jeśli natomiast „świadectwo” może obejmować także „wgląd” czy jakiś inny nieprzekazywalny element – moje osobiste doświadczenie i moje wspomnienia niekoniecznie są nieprzekazywalne – to być może część filozoficznych i politycznych przekonań niektórych ludzi jest uzasadniona dostępnym im świadectwem23Inwagen, Zawsze…, s. 188‒189..

 

Inwagen twierdzi, że świadectwo na rzecz przekonań filozoficznych, politycznych i religijnych nie jest tego samego typu co świadectwo, do jakiego odwołują się prawnicy w rozprawach sądowych ani uczeni w laboratoriach. Obejmuje natomiast nieprzekazywalne elementy, które jednak są dostępne dla osób posiadających dane przekonanie. Jeśli tak, to nie można mieć pewności, że wszyscy ludzie żywiący przekonania religijne naruszają zasadę Clifforda. W każdym razie nie jest uczciwe zarzucanie osobom manifestującym przekonania religijne, że nie spełniają zadowalająco kryteriów, które w taki sam sposób są spełniane w innych dziedzinach. A tego typu zarzut jest powszechnie wygłaszany. Jak pisze Inwagen:

 

To, co dotychczas powiedziałem, stanowi polemikę z tym, co postrzegam jako szeroko rozpowszechniony podwójny standard w pracach na temat stosunku przekonań religijnych do świadectwa i argumentów. Ów podwójny standard polega na poddawaniu przekonań religijnych testowi, którego nie mogą one w żaden sposób pomyślnie przejść, i na umyślnym pomijaniu faktu, że tylko nieliczne z naszych przekonań na dowolny temat mogłyby, być może, pomyślnie przejść ten test24Inwagen, Zawsze…, s. 189..

 

Co z tego wszystkiego wynika: albo ‒ albo

W swoim tekście Inwagen nie podważał zasady Clifforda, że należy przyjmować jedynie te twierdzenia, na rzecz których ma się dobre świadectwa. Pokazał jednak, że niekiedy istnieje problem z wyrażeniem tych dobrych świadectw, ujęciem ich w słowa. Gdyby uznać, że brak takiego ich wyrażenia jest równoznaczny z tym, że takich świadectw nie ma, to należałoby przyjąć postawę sceptyczną, czyli zawieszenie sądu co do wszelkich ważnych przekonań filozoficznych, politycznych i religijnych, a niekiedy też naukowych. Jednak praktyka pokazuje, że osoby kompetentne i inteligentne nie zawieszają sądów i są przekonane o posiadaniu podstaw na rzecz swoich przekonań w tych dziedzinach. Praktyczne względy nakazują więc uznać, zdaniem Inwagena, że do dobrych świadectw należy zaliczyć też te, o których istnieniu jest się przekonanym, które są związane w pewien sposób z osobistym doświadczeniem, ale niedającym wprost ująć się w słowach. Amerykański filozof określa je mianem, „wglądu”. W każdym razie, jeśli istnieje tego typu świadectwo, to jest to rodzaj istotny jako podstawa dla przekonań tak filozoficznych, jak i politycznych czy religijnych. Przekonania religijne nie stanowią tu więc wyjątku. Jeśli zatem na podstawie wglądu można racjonalnie przyjmować przekonania filozoficzne i polityczne, to tak samo i religijne. Albo więc uznajemy zasadę Clifforda, albo nie. Teza o różnicy między przekonaniami religijnymi a filozoficznymi i politycznymi wydaje się nie do obrony. Jeśli nie uznajemy zasady Clifforda, to zgadzamy się, by przyjmować przekonania bez dobrych racji na ich rzecz. Jeśli się z nią zgadzamy, to uznając wgląd za rodzaj dobrego świadectwa, nie mamy powodów, by głosić, że nie ma żadnych dobrych świadectw na rzecz przekonań religijnych.

 

Piotr Bylica

Przypisy:

  • 1 Patrz Peter van Inwagen, Quam Dilecta (how lovely), http://mathwise.net/?p=184 [dostęp 20 VI 2020].
  • 2 Patrz Peter van Inwagen, Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie, tłum. Joanna Klara Teske, „Roczniki Filozoficzne” 2009, t. LVII, nr 2, s. 173‒192.
  • 3 Inwagen, Quam Dilecta
  • 4 Inwagen, Zawsze…, s. 175.
  • 5 Inwagen, Zawsze…, s. 175.
  • 6 Inwagen, Zawsze…, s. 175.
  • 7 Inwagen, Zawsze…, s. 175.
  • 8 Inwagen, Zawsze…, s. 177.
  • 9 Inwagen, Zawsze…, s. 178.
  • 10 Inwagen, Zawsze…, s. 179.
  • 11 Inwagen, Zawsze…, s. 180.
  • 12 Patrz Inwagen, Zawsze…, s. 180.
  • 13 Inwagen, Zawsze…, s. 183.
  • 14 Inwagen, Zawsze…, s. 185.
  • 15 Daniel Dennett, Niech się sąsiedzi dowiedzą, w: Richard Dawkins, Christopher Hitchens, Sam Harris, Daniel Dennett, Czterej jeźdźcy Apokalipsy. Jak się zaczęła ateistyczna rewolucja. Dawkins, Dennett, Harris, Hitchens, tłum. Piotr J. Szwajcer, Wydawnictwo CiS, Stare Groszki 2019, s. 60 [53‒60].
  • 16 Richard Dawkins, Pycha religii, pokora nauki i intelektualna oraz moralna odwaga ateizmu, w: Dawkins, Hitchens, Harris, Dennett, Czterej jeźdźcy…,  s. 35 [23‒51].
  • 17 Inwagen, Zawsze…, s. 185.
  • 18 Inwagen, Zawsze…, s. 185.
  • 19 Inwagen, Zawsze…, s. 187.
  • 20 Inwagen, Zawsze…, s. 187.
  • 21 Inwagen, Zawsze…, s. 187.
  • 22 Inwagen, Zawsze…, s. 188.
  • 23 Inwagen, Zawsze…, s. 188‒189.
  • 24 Inwagen, Zawsze…, s. 189.

Nota bibliograficzna:

Richard Dawkins, Christopher Hitchens, Sam Harris, Daniel Dennett, Czterej jeźdźcy Apokalipsy. Jak się zaczęła ateistyczna rewolucja. Dawkins, Dennett, Harris, Hitchens, tłum. Piotr J. Szwajcer, Wydawnictwo CiS, Stare Groszki 2019.

Richard Dawkins, Pycha religii, pokora nauki i intelektualna oraz moralna odwaga ateizmu, w: Czterej jeźdźcy…, s. 23‒51.

Daniel Dennett, Niech się sąsiedzi dowiedzą, w: Czterej jeźdźcy…, s. 53‒60.

Peter van Inwagen, Quam Dilecta (how lovely), http://mathwise.net/?p=184 [dostęp 20 VI 2020).

Peter van Inwagen, Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie, tłum. Joanna Klara Teske, „Roczniki Filozoficzne” 2009, t. LVII, nr 2, s. 173‒192.