Co nauka może nam powiedzieć?*

Del Ratzsch

*Niniejszy tekst jest przedrukiem za zgodą wydawnictwa rozdziału pt. „Kompetencje poznawcze nauki. Co nauka może nam powiedzieć?” z książki Dela Ratzscha, Nauka i jej granice. Nauki przyrodnicze z chrześcijańskiej perspektywy, przeł. Piotr Bylica, Wyd. Fundacja Prodoteo, Warszawa 2021.

 

W poprzednich rozdziałach wspomniano krótko o sporze między realizmem a antyrealizmem. Dyskusja ta dotyczy naprawdę tego, o czym teorie naukowe w rzeczywistości mówią. Realista wierzy, że z zasady teorie powinny być w pewnym stopniu odczytywane dosłownie, że w pewnym zakresie dostarczają nam prawdziwych opisów ukrytych struktur przyrody czy rzeczywistej prawdy. Antyrealista wierzy, że teorie nie mogą i nie mówią nam niczego takiego. Nauka ma wiele do powiedzenia, ale informacje, których dostarcza, nie są objawieniem prawdy.

W tym rozdziale zajmiemy się problemem, co nauka może nam powiedzieć. Omówimy, czym są teorie, jaki jest ich status, jeśli chodzi o konkluzywność dowodów i falsyfikacji, przedstawimy zarys sporu między realizmem a antyrealizmem i leżący u jego podstaw problem empirycznej konfirmacji teorii.

 

Teorie i modele

Wcześniejsze rozważania dotknęły tematu teorii naukowych, ale termin teoria nie został jasno zdefiniowany. Jak w przypadku nauki, tak samo jeśli chodzi o teorię, nie istnieje żadna powszechnie przyjęta definicja, choć większość koncepcji dotyczących teorii jest podobna. Dla naszych celów będziemy używać terminu teoria jako odnoszącego się do zespołu powiązanych ze sobą zdań – zawierających niekiedy pojęcia teoretyczne – które (w sytuacji idealnej) dostarczają usystematyzowanego, uporządkowanego opisu jakiegoś fragmentu sfery przyrodniczej1Ta definicja teorii pochodzi w znacznej mierze od profesora Alvina Plantingi – a przynajmniej ja czerpię ją od niego.. Przez pojęcie teoretyczne będziemy rozumieć pojęcie stosujące się do – jeśli w ogóle stosujące się do czegoś – obiektów fizycznych, procesów lub zdarzeń, które nie są bezpośrednio obserwowalne.

Jeden z popularnych poglądów przyjmuje, że na teorię składają się rachunek formalny  (zbiór równań), interpretacja tego rachunku (nadająca znaczenia i empiryczne odniesienie symbolom zawartym w równaniach) i zbiór praw empirycznych (konsekwencje empiryczne wyprowadzone dedukcyjnie z równań po nadaniu im interpretacji). Z tym poglądem konkuruje ujęcie, według którego teoria jest niezupełna bez modelu pojęciowego pozwalającego na intuicyjną wizualizację obiektów, zdarzeń i procesów, do których odnoszą się pozostałe elementy teorii2W tej sprawie zob. M. Hesse, Models and Analogy in Science, w: The Encyclopedia of Philosophy, ed. P. Edwards,.... Tę wizualizację uznaje się  za kluczową, bowiem w ujęciu tym twierdzi się, że tylko dzięki wizualizacji można w ogóle mówić o jakimkolwiek rozumieniu tego, co teoria opisuje. Rozumienie to zwykle polega na możliwości przedstawienia tego, co jest niewidoczne i teoretyczne, za pomocą kategorii odnoszących się do rzeczy, które są nam już znane. Jest to redukcja do tego, co znane.

Rozważmy dla przykładu kinetyczną teorię gazów. Składają się na nią zestaw równań (na przykład równań dynamiki newtonowskiej), twierdzenia odnoszące elementy tych równań do tego, co obserwowalne, oraz empiryczne generalizacje wyprowadzone z tych dwóch składowych teorii (klasyczne empiryczne prawa gazowe). Zgodnie z tym drugim poglądem na temat teorii naukowcy muszą podać sposób wizualizacji wskazanych wyżej równań i twierdzeń. W przypadku gazu modelem są zwykle kule bilardowe: powinniśmy myśleć o gazie, jako o czymś złożonym z malutkich, twardych, okrągłych cząstek, jakby z miniaturowych kul bilardowych, między którymi jest mnóstwo wolnej przestrzeni. Cząstki te poruszą się bardzo szybko i czasami zderzają się ze sobą oraz ze ścianami naczynia. Gdy ma to miejsce, odbijają się i kontynuują swój ruch zgodnie z newtonowskimi prawami dynamiki, po prostu jak małe kule bilardowe. Zderzenia ze ścianami pojemnika odpowiadają za zjawisko ciśnienia (mamy tu powiązanie składników równań z tym, co można zaobserwować). Jeśli ściśnie się pojemnik, to molekuły będą miały mniej miejsca do poruszania się, przez co zwiększy się częstotliwość zderzeń z jego ścianami, zatem ciśnienie wzrośnie (mówi o tym klasyczne empiryczne prawo gazowe). W ten sposób obserwowany wzrost ciśnienia gazu, którego objętość została zmniejszona, wyjaśniany jest przez wizualizację znanego procesu przełożonego na nieobserwowalną mikroskalę, a równania opisujące zderzenia i odbicia mają dokładnie wyjaśniać mierzalny wzrost ciśnienia. (Ten sam model i powiązane z nim równania mają też wyjaśniać inne zjawiska związane z gazami).

Te dwa sposoby rozumienia teorii (jeden odrzucający modele pojęciowe, drugi wymagający ich) prowadzą do różnych stanowisk w sprawie znaczenia terminów teoretycznych. Zwolennicy pierwszego ujęcia twierdzą, że terminom tym należy nadać znaczenie przy pomocy obserwacji, z którymi teoria je wiąże. Jak się okazuje, żadna z prób realizacji tego wymogu nie zakończyła się w satysfakcjonujący sposób. Zwolennicy drugiego poglądu argumentują, że model pojęciowy, wizualizacyjna analogia tego, co teoretyczne, sam częściowo określa znaczenie terminów teoretycznych i wykracza poza to, co dostępne w obserwacjach bezpośrednio związanych z daną teorią. To podejście okazało się bardziej obiecujące od pierwszego.

Te dwa sposoby rozumienia różnią się też odnośnie tego, czy i w jaki sposób teoria dostarcza opisu rzeczywistości. Zwolennicy modeli pojęciowych argumentują, że model pozwala nam na zrozumienie zdarzeń, o których traktuje teoria; w końcu za sprawą właściwej wizualizacji możemy zwyczajnie zobaczyć, jak i dlaczego zmniejszenie objętości gazu powoduje wzrost jego ciśnienia. Ci, którzy odrzucają kluczową rolę takich modeli, w niektórych przypadkach wraz z pozytywistami negują ideę, że nauka w ogóle zajmuje się wyjaśnianiem (jeśli wyjaśnienia są związane z modelami).

Dla naszych obecnych celów modele uznamy za istotne. Niektóre z powodów takiego podejścia ujawnią się w dalszej części. W celu uproszczenia sprawy będziemy trzymać się rozumienia teorii jako zespołu wzajemnie powiązanych twierdzeń – zawierających niekiedy pojęcia teoretyczne – które (w sytuacji idealnej) dostarczają systematycznego, uporządkowanego opisu jakiegoś fragmentu sfery empirycznej, przyjmując domyślnie klauzulę, że opisy wyjaśniające zwykle wiążą się ze zrozumieniem opartym na redukcji do tego, co znane.

 

Dlaczego nie można udowodnić, że teoria jest prawdziwa

Widzieliśmy już, że nauka nie dysponuje narzędziami pozwalającymi na udowodnienie prawdziwości empirycznych generalizacji. Gdy przechodzimy do testowania twierdzeń teoretycznych, sprawa staje się jeszcze bardziej problematyczna. Testujemy teorię poprzez sprawdzenie jej konsekwencji obserwacyjnych. Kiedy chcemy przetestować teorię o, powiedzmy, cząstkach egzotycznych, jak mezony pi, to musimy nie tylko dysponować teoretycznymi postulatami na temat tego, czym są i co robią same mezony pi, ale też regułami określającymi, jak bezpośrednio nieobserwowalne działanie mezonów przekłada się na to, co możemy zobaczyć. W  przeciwnym wypadku moglibyśmy dysponować prawidłowymi założeniami na temat mezonów pi, ale uważać, że są one niepoprawne ze względu na błędne oczekiwania co do obserwacji. Powiązania pomiędzy tym, co czysto teoretyczne, a tym, co czysto obserwacyjne, określa się zwykle mianem reguł korespondencji lub zasad pomostowych. Gdybyśmy nie mieli żadnych reguł mówiących, jak zdarzenia na nieobserwowalnym teoretycznym poziomie wpływają na zdarzenia obserwowalne na poziomie empirycznym, to nie moglibyśmy na podstawie teorii dokonywać żadnych empirycznych przewidywań, a przez to w ogóle nie moglibyśmy teorii tych obserwacyjnie testować.

Tu pojawia się nieprzyjemny problem. Skąd mamy wziąć właściwe reguły łączące to, co nieobserwowalne, z tym, co obserwowalne? Nie możemy ich opracować na podstawie samej obserwacji, ponieważ reguły pomostowe mają dotyczyć obu poziomów. A nie możemy ich tak po prostu wymyślić.

Twierdzeń o porządku panującym w obszarze teoretycznym, podobnie jak generalizacji empirycznych, nie da się więc udowodnić. Nie tylko napotykamy wszystkie wcześniejsze problemy (ograniczona liczba danych, możliwość odkrycia przyszłych kontrprzypadków, zależność od takich założeń jak jednostajność przyrody), ale ze względu na nieobserwowalność obiektów teoretycznych sprawdzanie nie może się obejść bez zasad pomostowych. A próby udowodnienia poprawności poszczególnych zasad pomostowych ponownie prowadzą nas do niektórych problemów wyjściowych.

Jeszcze raz dostrzegamy tu brak logicznej pewności w nauce. Dane empiryczne nie prowadzą nas jednoznacznie do poprawnych teorii, a nawet gdyby prowadziły lub nawet gdybyśmy trafili na właściwą teorię w jakiś inny sposób, to nie moglibyśmy udowodnić jej poprawności.

 

Dlaczego nie da się udowodnić fałszywości teorii

Powszechnie uważa się, że nawet jeśli nie jesteśmy w stanie udowodnić prawdziwości poszczególnych teorii, to nadal możemy mieć do czynienia z pewnością w nauce, bo często potrafimy udowodnić fałszywość niektórych teorii. Ten pogląd jest jednak błędny.

Teorie same z siebie zasadniczo nie pociągają żadnych przewidywań. By wydedukować z teorii jakąś konsekwencję obserwacyjną, trzeba wziąć pod uwagę cały szereg różnych czynników. Musimy choćby przyjąć różne założenia dotyczące wyposażenia eksperymentalnego, z którego będziemy korzystali. Jeśli sprzęt będzie działał inaczej, niż oczekujemy, to wyniki eksperymentu będą prawdopodobnie zaskakujące niezależnie od tego, czy sprawdzana teoria jest słuszna. Takie założenia często są nieproblematyczne, ale w przypadku skomplikowanej aparatury przekonania na temat jej działania będą oparte na innych akceptowanych teoriach naukowych. Na przykład przekonania odnośnie tego, co dzieje się wewnątrz cyklotronu, obejmują różne elementy teorii elektroniki, teorii cząstek, teorii pól i tym podobne. Stąd też eksperymenty, w których wykorzystuje się cyklotron, będą zwykle korzystać z założeń, że poprawne są te teorie towarzyszące, które dotyczą cyklotronu i wyników jego działania. Ale jak wiemy, nie ma teorii udowodnionych. Teorie, które zakładamy, są niepewne, nawet jeśli zostały w wysokim stopniu potwierdzone i nawet jeśli jesteśmy bardzo przekonani o ich słuszności.

Przypuśćmy, że sprawdzenie jakiejś teorii polega na użyciu cyklotronu i że uzyskane rezultaty są inne, niż przewidywano na podstawie tej teorii. Nie dowodzi to fałszywości teorii, bo choć coś gdzieś jest nie w porządku, to błąd może leżeć po stronie teorii towarzyszących, których prawdziwości przecież nie jesteśmy pewni. Ważną rolę odgrywają też inne czynniki. Ale wniosek jest taki, że gdy przewidywane wyniki nie chcą się urzeczywistnić, to nie dowodzi to konkluzywnie fałszywości sprawdzanej teorii, skoro nie zostały udowodnione inne elementy istotne przy wyprowadzaniu tych przewidywań.

 

Status poznawczy teorii: realizm i antyrealizm

Fakt, że teorii naukowych nie da się udowodnić ani konkluzywnie wykazać ich fałszywości, ma według niektórych poważne konsekwencje. Jeśli nie da się udowodnić, że prawdziwe teorie są prawdziwe, a fałszywe są fałszywe, to jak nauka może nam dostarczać rzeczywistej wiedzy o świecie?

W przypadku prostego indukcyjnego uogólnienia (np., że woda zawsze wrze w temperaturze 100⁰ C) przenosi się zaobserwowany wzorzec na nieobserwowane obszary przestrzeni i czasu; a choć nie da się udowodnić słuszności tej generalizacji, to zasada jednostajności przyrody czyni ją przynajmniej wiarygodną. Ostatecznie przecież innym obszarom przestrzeni i czasu przypisuje się regularność, która rzeczywiście została zaobserwowana.

Ale w przypadku obiektów teoretycznych, nieobserwowalnych – jak elektrony, geny, kwarki i tak dalej – sytuacja jest zdecydowanie inna. Dane empiryczne na rzecz elektronów są pośrednie, często wiążą się z innymi teoretycznymi założeniami. Dane te (odczyty wskaźników, ślady w komorze Wilsona i tym podobne) mają obserwowalny charakter, ale są wykorzystane do poparcia twierdzeń o nieobserwowalnych przedmiotach teoretycznych (elektronach). Powiązanie między bazą empiryczną i teoretycznymi wnioskami jest bardziej skomplikowane niż w przypadku prostych generalizacji. W przypadku elektronu mamy do czynienia z przeskokiem między poziomami – twierdzenia teoretyczne na temat tego, co nieobserwowalne, opierają się na danych dotyczących tego, co obserwowalne. Jak możemy uzasadnić taki przeskok z jednego poziomu na drugi do obszaru, którego nigdy nie widzieliśmy ani nawet nie jesteśmy w stanie zobaczyć? Jak mamy uzasadnić wiarę w elektrony, protony, geny, kwarki i tym podobne rzeczy, o których mówi nauka, która powinna mieć charakter empiryczny?

Dane empiryczne wpływają na teorie w mniejszym stopniu niż wielu sądziło. Jeśli nie istnieje żadna logika odkrywania teorii, jeśli nie ma absolutnych naukowych dowodów, jeśli nie jest znana logika konfirmacji, jeśli nawet nie ma żadnego ścisłego sposobu na eliminowanie najbardziej żałosnych fałszywych teorii, to jak można uzasadnić poważne traktowanie jakichkolwiek twierdzeń mających teoretyczny charakter? We wcześniejszych epokach z pełnym przekonaniem przyjmowano teorie, które później okazały się fałszywe. Dlaczego mielibyśmy uważać, że nasze ulubione teorie wyłamują się z tego wzorca? Jak powinniśmy traktować twierdzenia teoretyczne?

Od lat toczy się ostra dyskusja nad statusem poznawczym teorii. Po jednej stronie są realiści, a po drugiej – antyrealiści. Przyjrzyjmy się dokładniej ich stanowiskom.

 

Antyrealizm

Antyrealizm ma wiele odmian3Taka typologia stanowisk antyrealistycznych została zaproponowana przez profesora Alvina Plantingę. Zob. też tenże, How to be and Anti-Realist, „Proceedings.... Na potrzeby obecnej dyskusji wyróżnimy trzy rodzaje tego typu stanowisk, choć niekoniecznie będą się one wzajemnie wykluczać.

Pierwszy z tych rodzajów moglibyśmy określić jako „antyrealizm ontologiczny.” W ramach tej kategorii można wyróżnić przynajmniej dwie odmiany. Pierwsza neguje pogląd, że rzeczywistość skrywa jakieś struktury, obiekty i procesy. Przyjmuje, że poziom makro jest podstawowym poziomem rzeczywistości. Druga odmiana jest formą idealizmu twierdzącą, że choć byty nieobserwowalne mogą być rzeczywiste, to my ludzie w jakiś sposób je tworzymy.

Drugą główną kategorię nazwiemy „antyrealizmem językowym.” Stanowiska w jej obrębie podzielają pogląd, że terminy teoretyczne, takie jak elektron, nie odnoszą się do rzeczywistych obiektów i jeśli twierdzenia teoretyczne są w ogóle prawdziwe, to ich prawdziwość nie polega na odnoszeniu się do ukrytych, nieobserwowalnych rzeczy.

Niektórzy zwolennicy tego stanowiska, włączając wielu pozytywistów, argumentują, że terminy i twierdzenia o regularnościach są uprawnione tylko, jeśli można je zdefiniować za pomocą słów opisujących to, co obserwowalne4Wydaje się, że jakąś odmianę tego stanowiska przyjmował Bertrand Russell.. Ale jeśli termin teoretyczny z definicji oznacza coś, co wiąże się z obserwacją, to wtedy tak naprawdę nie odnosi się do jakiejś nieobserwowalnej ale realnej rzeczy, tak jak wyrażenie przeciętny człowiek nie odnosi się do żadnego rzeczywistego obiektu, a jest jedynie skrótowym opisem częstotliwości występowania pewnych cech w dużych grupach ludzi. Podobnie, zgodnie z tym ujęciem, elektron nie byłby terminem posiadającym odniesienie przedmiotowe, odnoszącym się (czy sugerującym odnoszenie się) do pewnych bardzo małych, lecz realnych obiektów, byłby natomiast skrótowym sposobem mówienia o różnych rodzajach obserwacji.

Według innych antyrealistów językowych terminy teoretyczne są definiowane przez działania podejmowane, by dokonać pomiarów (operacjonizm)5Operacjonizm zasadniczo łączy się z nazwiskiem amerykańskiego fizyka, P. W. Bridgmana.. Na przykład ładunek elektryczny może być zdefiniowany przez ruch  igły miernika lub przez odchylenie pewnego rodzaju obiektów. Według operacjonistów, gdy mówimy o ładunku elektrycznym, nie odnosimy się do jakiejś tajemniczej siły, którą szczęśliwie potrafimy mierzyć odpowiednimi narzędziami. To raczej sam pomiar za pomocą tych narzędzi definiuje napięcie elektryczne. W obu tych typach językowego antyrealizmu zdania teoretyczne można uznać za prawdziwe, ale prawdziwość ta nie polega na odnoszeniu się do czegoś nieobserwowalnego, lecz na obserwacji jakichś regularności lub na regularnościach w działaniu instrumentów obserwacyjnych.

Niektórzy antyrealiści należący do tej kategorii utrzymują, że teorie w ogóle nie są czymś, co mogłoby być prawdziwe. Terminy prawdafałsz miałyby nie stosować się do teorii. Zgodnie z tym ujęciem, teorie są po prostu abstrakcyjnymi regułami lub narzędziami służącymi do obliczeń, przewidywań i na inne sposoby pozwalającymi radzić sobie z tym, co można zaobserwować (stąd nazwa instrumentalizm). Reguły nie są ani prawdziwe, ani fałszywe; raczej są lub nie są właściwe, skuteczne czy przydatne dla realizacji określonych zadań. Podobnie, według instrumentalistów, teorie są adekwatne lub nieadekwatne, ale nie prawdziwe lub fałszywe – a już szczególnie nie należy mówić o prawdziwości w odniesieniu do tego, co nieobserwowalne.

Trzecią główną odmianę antyrealizmu można nazwać „antyrealizmem epistemologicznym.” Zgodnie z nim twierdzenia teoretyczne mogą w istocie być prawdziwe lub fałszywe, a terminy teoretyczne rzeczywiście mogą mieć odniesienia przedmiotowe, ale szanse na poprawność naszych teorii jest niewielka i nie ma sposobu na to, by się dowiedzieć, czy teorie są prawdziwe6Sądzę, że ten pogląd można przypisać Basowi Van Fraassenowi w: tenże, The Scientific Image, Oxford 1980.. Pogląd ten, mówi przedstawiciel tej odmiany antyrealizmu, jest szczególnie wiarygodny w świetle faktów, że nie jesteśmy w stanie przedstawiać dowodów, że wszelkie fakty można wyjaśniać na niezliczoną liczbę sposobów i że niemal wszystkie teorie występujące w historii nauki zostały obalone. Ten typ antyrealizmu cechuje się sceptycyzmem wobec teorii. Wciąż jednak teorie, choć fikcyjne, często są użyteczne, jeśli chodzi o przewidywania i projektowanie urządzeń służących panowaniu nad przyrodą. Możemy więc korzystać z tych użytecznych fikcji tak, jakby były prawdziwe, ale nie powinniśmy błędnie mylić tej użyteczności z prawdziwością.

Są też inne odmiany antyrealizmu, ale również one nie zgadzają się uznawać dosłownie odczytywanych twierdzeń teoretycznych jako w gruncie rzeczy prawdziwych. Zasadniczo też wspólnie traktują zgodność z doświadczeniem (prowadzącą do poprawnych przewidywań empirycznych) jako główne kryterium dla akceptacji teorii.

Te różne odmiany antyrealizmu mają kilka pozytywnych cech. Jedną z nich jest uniknięcie wszystkich tych nieprzyjemnych epistemologicznych kwestii związanych z uzasadnianiem wiary w istnienie rzeczy nieobserwowalnych (skoro wszystkie odrzucają takie przekonanie) i z potwierdzaniem twierdzeń teoretycznych. Skoro nie roszczą do wiedzy na temat tego, co dzieje się na poziomie nieobserwowalnym, to nie muszą wykazywać, jak można nabyć wiedzę o takich sprawach. Inna zaleta polega na tym, że antyrealizm całkiem dobrze pasuje do koncepcji nauki jako całkowicie empirycznej, co skłania niektórych naukowców, by twierdzić, że oni jedynie obserwują i opisują, a jeśli komuś nie odpowiadają uzyskane wyniki, to pozostaje mu pogodzić się z tym, jak działa przyroda.

Antyrealizm ma też swoje problemy, a jego wady są na tyle poważne, że sprawiły, iż w ciągu ostatniego ćwierćwiecza dwudziestego wieku filozofia nauki obrała kierunek realistyczny. Wiele z tych trudności zostało już omówionych przy okazji pozytywizmu, na przykład niezgodność antyrealizmu z realistycznymi przekonaniami panującymi w środowisku uczonych. Antyrealizm odmawia też nauce zdolności do wyjaśniania (w jakimkolwiek zwykłym sensie), jako że wyjaśnienie naukowe często podawane jest w kategoriach odnoszących się do substruktur, które nie są bezpośrednio obserwowalne.

Nie przedstawiliśmy jeszcze jednego problemu. Jeśli różne teoretyczne twierdzenia nie są w jakimś stopniu trafne, to trudno wyjaśnić sukcesy nauki, jakie odnosi w przewidywaniu całkowicie nowych zjawisk często obserwacyjnie niezwiązanych ani ze zjawiskami, dla których teoria została pierwotnie zaproponowana, ani z czymkolwiek wcześniej znanym7W tej sprawie zob. też W. Hasker, Metaphysics, Downers Grove 1983, rozdz. 4..

Na przykład na początku dziewiętnastego wieku fizycy byli uwikłani w spór, czy właściwa jest falowa, czy korpuskularna teoria światła. Simeon Poisson, zwolennik teorii korpuskularnej, wskazywał, że ówczesna wersja teorii falowej ma zaskakującą i całkowicie nieprzewidzianą konsekwencję polegającą na tym, iż punktowe źródło światła skierowane na kołowy obiekt powinno wytworzyć okrągły cień z jasnym punktem w jego centrum.  Przewidywanie takiego wyniku było tak odległe od jakichkolwiek rozsądnych oczekiwań opartych na jakichkolwiek znanych obserwowanych zjawiskach, że Poison przedstawiał je jako oczywiste obalenie teorii falowej. Przewidywanie to jednak okazało się słuszne, co znacząco przyczyniło się do rozwoju falowych teorii światła.

W tego typu przypadkach w starych danych obserwacyjnych nie ma niczego, co w ogóle mogłoby być wskazówką dla nowych zjawisk. Teoria jednak je przewiduje i jeśli ktoś podejmie się sprawdzenia, to okazuje się, że takie nowe zjawiska istnieją. Jeśli cała ta koncepcja istnienia rzeczy, o których mowa w twierdzeniach teoretycznych, nie ma w sobie nic słusznego – jeśli teorie nie są w stanie wyjść poza jedynie obserwowalny poziom rzeczywistości – to takie przypadki należy traktować jako przykład najbardziej szalonych zbiegów okoliczności. Zbiegi okoliczności są jednak kategoriami, które nauka zawsze traktowała z podejrzliwością. Z tych i innych wspomnianych powodów współczesna filozofia nauki wykazuje silną tendencję realistyczną.

 

Realizm

Realizm to pogląd, według którego teorie mogą być prawdziwymi i dokładnymi opisami obiektywnej rzeczywistości, terminy teoretyczne naprawdę mogą odnosić się do rzeczywistych obiektów mających (przynajmniej niektóre) własności, jakie im przypisujemy, możemy wiedzieć, iż niektóre teorie są prawdziwe i że obiekty oraz procesy, do których wydają się odnosić, są naprawdę rzeczywiste, a takie opisy i wiedza tego rodzaju są jeśli nie rezultatem, to przynajmniej celem nauki. Istnieją jednak różne stopnie realizmu, różne poglądy na temat tego, jakim rodzajem prawdy jest prawda zawarta w twierdzeniach teoretycznych i różne poglądy odnośnie tego, kiedy uprawnione jest podejście realistyczne.

Określmy najpierw stanowisko, które będziemy nazywać realizmem „twardym.” Twardy realista utrzymuje, że teorie są lub mogą być całkowicie i dosłownie prawdziwe, że twierdzenia poprawnej teorii są prawdziwe przy dokładnie takim ich znaczeniu, jakie my ludzie im przypisujemy i że wszystkie szczegółowe terminy teoretyczne w nich zawarte odnoszą się do realnych, istniejących obiektów, posiadających własności ustalone przez teorię, dokładnie takie własności, jakie my uważamy, że posiadają.

Jak już widać, twardy realizm przyjmuje pewne mocne i daleko idące przekonania. Jest atakowany na różnych polach. Na przykład biorąc pod uwagę los, jaki spotykał teorie niemal każdego okresu historycznego, dlaczego mielibyśmy uważać, że nasze dzisiejsze teorie są całkowicie słuszne? A jeśli subiektywne i ludzkie czynniki wpływają choćby na część naszego myślenia, postrzegania i teoretyzowania, dlaczego mielibyśmy myśleć, że sposób teoretycznego ujmowania rzeczywistości, jaki my akurat przyjęliśmy (lub musieliśmy przyjąć), miałby odpowiadać dokładnie temu, jak się rzeczy mają – szczególnie w obliczu niektórych zdumiewających osiągnięć dwudziestowiecznej mechaniki kwantowej i teorii względności? A pamiętajmy też o tym, że fakty nie wyznaczają jednoznacznie teorii, tj. nie pozwalają na udowodnienie czy wykazanie słuszności żadnej konkretnej teorii, i że każdy zbiór danych można wyjaśnić za pomocą wielu różnych niezgodnych ze sobą teorii. Gdybyśmy nawet trafili na tę w pełni poprawną teorię, nawet gdyby nasze pojęcia dokładnie odpowiadały przyrodzie, to jak mielibyśmy uzasadnić deklarację, że tak właśnie jest?. Jak moglibyśmy uzyskać tego potwierdzenie?

W świetle takich rozważań większość zwolenników poglądu o istnieniu jakiegoś związku między nauką a prawdą rozwinęła różne odmiany stanowiska, które moglibyśmy nazwać realizmem „miękkim.” Przyjrzymy się krótko jego trzem wzajemnie niewykluczającym się odmianom.

  1. Realizm ograniczony. Realizm ograniczony to pogląd, że choć realizm jest słuszny, to nie wszystko w każdej teorii powinno być brane dosłownie. Na przykład niektórzy uważają, że termin teoretyczny tylko wtedy można uznać za odnoszący się do jakiegoś rzeczywistego obiektu, jeśli jest on ważny dla więcej niż tylko jednej teorii. Idea jest taka, że każdy zbiór zjawisk można wyjaśnić za pomocą wielu niezgodnych ze sobą teorii (jak wskazano wcześniej) i że występowanie jakiegoś terminu teoretycznego tylko w jednej teorii nie ma szczególnej wagi, bo teoria ta równie dobrze może być błędna. Ale gdyby odwołanie do takiego teoretycznego obiektu było całkowicie błędne, to trudno przypuścić, że odnoszenie się do niego przyda się w teoretycznym wyjaśnianiu zjawisk w innych dziedzinach. Im większa jest liczba obszarów, w których przydatne stało się użycie tego terminu, tym mniej wiarygodne jest, że nie istnieje obiekt, do którego ten termin się odnosi. Dlatego być może nie należy dosłownie brać terminu, który pojawia się tylko w jednym naukowym kontekście, ale bardziej uzasadnione jest przyjmowanie realności takiego obiektu, o którym mówi wiele teorii.

W podobnym stylu argumentuje się niekiedy, że postęp naukowy często nie odbywa się na drodze rewolucji, kiedy stare teorie są usuwane, ale na wprowadzaniu nowej teorii poprawiającej starą przez ograniczanie zasięgu jej zastosowania i sprowadzenie jej do roli przypadku granicznego w ramach nowego ujęcia8Przykładowo F. Rohrlich i L. Hardin, Established Theories, „Philosophy of Science” 1983, Vol. 50, No. 4, s. 603-617.. Na przykład niektórzy uczeni interpretują dynamikę Newtonowską nie jako teorię usuniętą przez teorię względności, ale jako przypadek graniczny teorii względności (mający zastosowanie do niewielkich mas i niewielkich prędkości). Następne teorie mogą ograniczyć zasięg teorii względności i w tym wypadku to teoria względności będzie przypadkiem granicznym nowszej teorii. I tak dalej. Zgodnie z tym poglądem starsze teorie są wbudowane w ramy coraz to nowszych teorii, tak iż każda następna ogranicza zasięg swojej poprzedniczki. Niektórzy zwolennicy tego stanowiska przyjmują, że realizm jest uzasadnionym poglądem w odniesieniu do tych wewnętrznych, wbudowanych teorii. Owe „dojrzałe” teorie, rezultaty kolejnych ograniczeń zakresu, które przetrwały kolejne etapy postępu naukowego, można uważać za najprawdopodobniej prawdziwe. Ale już mniej zasadnie możemy uznawać za prawdziwe nowsze zewnętrzne teorie, których zakres może jeszcze nie być znany i które nawet mogą być porzucone pozostawiając nienaruszone teorie w swoim rdzeniu. Mamy tu również realizm, ale realizm stosujący się tylko do niektórych przypadków.

Wskazałem tu na ogólne cechy wspólne dla wszystkich typów realizmu ograniczonego: wedlug zwolenników ograniczonego realizmu nie każdą część teorii należy interpretować realistycznie, można to robić tylko z niektórymi częściami niektórych teorii.

  1. Realizm metaforyczny. Jedną z inspiracji dla poglądów antyrealistycznych było przekonanie (pochodzące od Kuhna), że nie da się z nauki zupełnie usunąć ludzkiej subiektywności, oraz przekonanie, że skoro obiektywna prawda o świecie musi być wolna od skażenia czynnikiem ludzkim, to osiągnięcia naukowe zabarwiane ludzką subiektywnością nigdy naprawdę nie mogą być zgodne z rzeczywistością.

W ostatnich dekadach jednak niektórzy realiści argumentowali, że teorie mogą być prawdziwe (przyjmując nawet ich zabarwienie subiektywnością) w taki sposób, który nie wyklucza słuszności realizmu. Jak to się dzieje? W zwykłej rozmowie, by przekazać prawdę, używamy różnych środków. Czasami chcemy przekazać nieupiększoną, dosłowną treść z zamierzeniem, by nasze słowa były odczytywane bezpośrednio. Jest tak w sytuacji, w której stwierdzamy „To drzewo ma siedem stóp wysokości.” Czasami wyrażamy się w sposób mniej dosłowny, choć i tak zamierzamy przekazać prawdę. Na przykład, gdy mówimy o czyjejś żelaznej woli, nie mamy oczywiście na myśli tego, że coś niematerialnego (wola) jest zrobiona z czegoś materialnego (z żelaza). A jednak nasza wypowiedź niesie informację – a przez to głosi prawdę – o danej osobie. Niektórzy argumentowali, że w podobny sposób wypowiedzi o przedmiotach teoretycznych niosą prawdę, ale nie prawdę, której treść pokrywa się z dosłownym odczytaniem twierdzeń teoretycznych (co głosi twardy realizm), ani prawdę w sensie zgodności z tym, co obserwowalne (jak twierdzi pozytywizm), ale też nie tylko subiektywną prawdę.

Prawda, o jakiej tu mowa, jest prawdą wyrażoną metaforycznie9Przykładowo zob. M. Hesse, The Explanatory Function of Metaphor, w: M. Hesse, Revolutions and Reconstructions in the Philosophy of.... W takich przypadkach pojęcia z jednej dziedziny stosujemy w w innej dziedzinie tylko w częściowo opisowy sposób. Według tego słabszego realistycznego poglądu, gdy używamy jakiegoś terminu odnoszącego się do codziennego doświadczenia – „cząstka” czy „fala” – w kontekście teoretycznym i w odniesieniu do czegoś nieobserwowalnego, to mówimy coś prawdziwego, ale to nie jest dosłowny opis. Ta sama sytuacja ma miejsce, gdy pojęcie funkcjonujące w pewnym kontekście (żelazo) stosujemy w całkowicie innym obszarze, odnosząc je do czyjejś woli.

Wyjaśnienia za pomocą twierdzeń i terminów teoretycznych zgodnie z tym poglądem są więc metaforycznym opisem nieobserwowalnej rzeczywistości, o której mówi dana teoria. Pojęcia użyte jako metafory są oczywiście pojęciami już nam znanymi, a zatem wyjaśnianie i zrozumienie polega na „redukcji do tego, co znane.”

Oczywiście niektóre aspekty pojęć użytych w sposób metaforyczny nie stosują się do sytuacji opisywanej metaforycznie. Gdy mówimy, że ktoś ma żelazną wolę, nie sugerujemy, że powinien się martwić rdzą. Ta część znaczenia tego pojęcia nie ma tu zastosowania. Podobnie w przypadku nauki niektóre aspekty pojęć użytych metaforycznie nie stosują się do przedmiotów teoretycznych. Pojawią się też pewne aspekty używanego pojęcia, co do których nie będzie wiadomo, czy są one odpowiednie, i te aspekty będą prowadzić ku nowym badaniom mającym to ustalić.

Filozofowie dyskutują nad tym, czy metafory mogą być całkowicie zdefiniowane i zastąpione zdaniami, które należy odczytywać dosłownie. Ale jeśli nasze rozumienie przyrody musi polegać na odwołaniu do tego, co jest nam już znane (czy jest jakaś alternatywa?) i jeśli znane nam pojęcia nie do końca odpowiadają ukrytemu porządkowi przyrody (a niektórzy fizycy uważają, że wyniki uzyskane przez fizykę kwantową pokazują, że faktycznie tak jest), to częściowe opisy za pomocą metafor mogą być granicą, którą musimy zaakceptować. Ale nie znaczy to, że nauka nie odkrywa prawd lub że nasze teorie są niepoprawne. Oznaczałoby to jedynie, że nasze teorie mają luki nie do uniknięcia. Ale skoro już poznaliśmy, że twierdzenia nauki są w nieunikniony sposób niepewne, to nie jest zaskoczeniem ten cząstkowy charakter wiedzy naukowej, który bierze się z ludzkich ograniczeń związanych z doświadczeniem, z tym, co jesteśmy w stanie pomyśleć lub co jest nam znane.

 

  1. Koncepcja zbliżania się do prawdy. Niektórzy filozofowie nauki niechętni wobec twierdzenia, że jesteśmy szczęściarzami, którzy w końcu dotarli do prawdy różnych twierdzeń teoretycznych, chętnie jednak utrzymują, że nauka uczyniła postęp poznawczy w zakresie swoich teorii i że postęp ten ma związek z prawdą. Nasze teorie, zgodnie z tym poglądem, są bliższe prawdy, są lepszą aproksymacją prawdy lub są bardziej prawdoupodobnione [verisimilitude] niż teorie wcześniejsze, choć przyszłe teorie mogą się do niej zbliżyć jeszcze bardziej. Właśnie na tym ruchu ku prawdzie polega postęp teoretyczny i realizm tego stanowiska polega właśnie na przekonaniu o fakcie zbliżania się do prawdy10Patrz W. H. Newton-Smith, The Thesis of Verisimilitude, w: tenże, Rationality of Science, (Boston 1981) London – New York....

Choć jest to stanowisko pociągające, rodzi trudne do rozwiązania problemy. Po pierwsze, co by to dokładnie miało znaczyć, że jedna teoria bardziej przybliża się do prawdy niż inna? A po drugie, co stanowiłoby uzasadnienie dla przekonania, że jedna z teorii jest bliższa prawdy niż inna? Rozważmy następującą sytuację: przypuśćmy, że wybrano cię na sędziego w konkursie, w którym dwoje ludzi ma podać liczbę najbardziej zbliżoną do liczby ziaren bobu w słoiku. Obaj uczestnicy zgadują, a ty masz zdecydować, która odpowiedź jest bliższa rzeczywistości. Byłoby łatwo, gdybyś znał właściwą liczbę. Ale jak zdecydujesz, jeśli jej nie znasz? Teraz pomyśl o sytuacji w nauce. Przypuśćmy, że masz przed sobą dwie teorie i chcesz osądzić, która z nich jest bliższa prawdy. Nie wiesz, jak wygląda prawdziwa teoria. W istocie to brak tej wiedzy doprowadził cię do przyjęcia koncepcji przybliżenia do prawdy. W jaki sposób zdecydujesz?

Wygląda na to, że byłaby potrzebna jakaś teoria konfirmacji – filozoficzna teoria na temat własności teorii naukowych i ich związku z danymi empirycznymi z jednej strony, a prawdą z drugiej i mówiąca o relacji między nimi.

W rzeczy samej, wszystkie odmiany realizmu opierają się (lub przewracają) na jakiejś koncepcji konfirmacji i właśnie konfirmacją teorii teraz się zajmiemy.

 

Konfirmacja

Choć realizm ma tę zaletę, że jest stanowiskiem zgodnym z tym, co osoby uprawiające naukę myślą o swojej działalności (przez to przywracając nauce zdolność do wyjaśniania sukcesów nauki przy rozszerzaniu zastosowania teorii do nowych obszarów i przynajmniej częściowo to wyjaśniając), to z drugiej strony musi zmierzyć się z wszystkimi problemami związanymi z konfirmacją twierdzeń teoretycznych, których uniknęli antyrealiści.

Tradycyjnie utrzymywano, że konfirmacji jakiejkolwiek naukowej ogólnej zasady należy dokonywać poprzez stwierdzanie pozytywnych przypadków. (Pozytywnym przypadkiem jakiejś zasady jest przypadek, który jest zgodny z tą zasadą. Na przykład pojedynczy czerwony rubin jest pozytywnym przypadkiem uogólnienia, że wszystkie rubiny są czerwone.) Nie możemy jednak na drodze bezpośredniej obserwacji mieć dostępu do pozytywnych przypadków dla zasad teoretycznych, jako że zasady teoretyczne traktują o czymś nieobserwowalnym. Można by mieć do nich dostęp pośredni, gdyby istniały jakieś ścisłe, logiczne związki między obserwacją i  teorią, ale jak widzieliśmy, związków takich nie ma.

Jeśli chcielibyśmy dotrzeć do pozytywnych przypadków zasad teoretycznych, musiałoby to się odbyć za pomocą reguł korespondencji11Pierwsza część tego paragrafu (na temat potwierdzania reguł korespondencji) w znacznej części opiera się na pracy Clarka Glymoura. Przedstawiony.... Reguły korespondencji to twierdzenia o związkach pomiędzy tym, co obserwowalne, a tym, co nieobserwowalne. Obserwacja i teoria wzajemnie się wspierają poprzez system reguł korespondencji. Dlatego też jeśli będziemy znali odpowiednie reguły korespondencji, będziemy w stanie łączyć obserwowalne zajścia z odpowiadającymi im zajściami teoretycznymi, co, jeśli zasady teoretyczne są słuszne, dostarczy pozytywnych przypadków tych zasad.

Jak na razie idzie dobrze. Ale rozwiązanie pierwszego problemu rodzi kolejny. W jaki sposób mamy odkryć, jak powiązane jest to, co teoretyczne, z tym, co obserwacyjne? Skąd możemy być pewni, że zaakceptowane przez nas reguły korespondencji są słuszne? Krótko mówiąc, jak mamy potwierdzić reguły korespondencji?

Wstępna sugestia mogłaby być następująca: poszukuj pozytywnych przypadków dla reguł korespondencji. Jest tu jednak problem i żeby go pokazać posłużmy się parabolą.

Przypuśćmy, że twój przyjaciel jest więźniem politycznym i jedynym sposobem, byś mógł się z nim komunikować jest przekupienie strażnika, aby przekazywał wiadomości. Przypuśćmy, że wiadomości są tak ważne, że chcesz mieć pewność, iż strażnik jest godzien zaufania, że przekazuje ci to, co więzień rzeczywiście mówił. Co możesz zrobić? Rozsądnie byłoby porozmawiać bezpośrednio z więźniem i zapytać, czy powiedział pewną konkretną rzecz, o której powiedział ci strażnik. Jeśli więzień powie, że tak, to będziesz miał pozytywny przypadek świadczący o uczciwości strażnika i z większą wiarygodnością mógłbyś traktować przekazywane przez niego wiadomości. Ale w tej sytuacji nie możesz bezpośrednio rozmawiać z więźniem. Jedynym sposobem, by zapytać go, czy rzeczywiście powiedział pewną szczególną rzecz, jest poproszenie strażnika, by zapytał go o to i poleganie na odpowiedzi przez niego przekazanej. Ale skoro problemem jest właśnie wiarygodność strażnika, to w ten sposób nie uczynisz zbyt wielkiego postępu. Wygląda na to, że twój wybór ogranicza się do tego, czy wierzyć strażnikowi, czy nie wierzyć.

Próby sprawdzenia reguł korespondencji wydają się być bliską analogią tej  sytuacji. Nie mamy dostępu do nieobserowalnych obiektów, procesów i zdarzeń (tak jak do tego więźnia) innego niż poprzez reguły korespondencji (odpowiadające strażnikowi), które wiążą to, co teoretyczne, z rzeczami, jakie możemy obserwować (co odpowiada sytuacji, w której to strażnik mówi, co więzień mu przekazał). Jeśli chcemy sprawdzić dokładność reguł korespondencji, to musimy określić, jakie nieobserwowalne zdarzenia mają miejsce (czyli, co powiedział więzień), jakie obserwowalne zdarzenia mają miejsce (co mówi strażnik) i zobaczyć, czy to się ze sobą zgadza (zobaczyć, czy więzień powiedział to, co strażnik mówi, że zostało przez więźnia powiedziane). Lecz mamy dokładnie ten sam problem, jak w sytuacji ze strażnikiem. Nie mamy bezpośredniego dostępu do tego, o czym głoszą twierdzenia teoretyczne, więc nie możemy sprawdzić wiarygodności reguł korespondencji w sposób niezależny od reguł korespondencji.

Proces ten wygląda na błędne koło. Jeśli potwierdzenie (konfirmacja) zasad teoretycznych opiera się na użyciu reguł korespondencji i jeśli potwierdzenie reguł korespondencji jest niemożliwe, to realizm wydaje się nie do przyjęcia tak samo jak antyrealizm – jest to istotnie dylemat, skoro wydaje się, że są to jedyne dwie opcje.

Realista napotyka tu jeszcze różne inne trudności, ale wspomnę tylko o dwóch. Jeśli przyjmujemy realistyczną koncepcję teorii, to nie rozszerzamy po prostu regularności zaobserwowanych w ograniczonym obszarze doświadczenia dokonując ich uogólnienia ani nie przenosimy ich na inne obszary przestrzeni i czasu, jak robimy to w przypadku zasad empirycznych. Na podstawie doświadczeń obejmujących to, co obserwowalne, dokonujemy projekcji na dziedzinę tego, co nieobserwowalne czyli przechodzimy z jednego poziomu na drugi. Ale na jakiej podstawie możemy uważać, że w ogóle mamy właściwe pojęcia nadające się do opisu poziomu nieobserwowalnego? A jeśli wyjaśnienie za pomocą twierdzeń teoretycznych ma być redukcją do tego, co znane, to na jakiej podstawie uważamy, że rzeczy nieobserwowalne odpowiadają jakoś rzeczom, które znamy?

Piętrzą się tu straszne problemy. Zwykle przyznaje się, że może istnieć dowolna liczba niezgodnych ze sobą teorii, z których każda potrafi wyjaśnić określony zbiór danych (ponownie mowa o niezdeterminowaniu). W rzeczy samej mogą istnieć niezgodne ze sobą teorie postulujące istnienie na poziomie teoretycznym odmiennych obiektów, procesów i tak dalej, z których każda będzie miała te same konsekwencje obserwacyjne i dokonywała dokładnie tych samych przewidywań. Ale jeśli tak jest, to nie może istnieć czysto empiryczny czy obserwacyjny sposób rozstrzygania, która z tych odmiennych teorii jest właściwa, jeśli w ogóle któraś z nich jest właściwa. Skąd w takim razie możemy się kiedykolwiek dowiedzieć, choćby nawet w zasadzie, która teoria jest poprawna?

Są to trudne pytania i nikt nie podał na nie pełnych odpowiedzi. Filozofowie nauki jednak coraz chętniej się z nimi mierzą, bowiem w przeciwnym wypadku pozostałoby im przyjęcie antyrealizmu, który coraz częściej postrzegany jest jako pogląd bezpłodny. A nie wszystkie z tych problemów okazują się całkowicie  nie do pokonania. Niektóre z nich znalazły przynajmniej częściowe rozwiązania, z których krótko omówimy dwa.

Po pierwsze, może istnieć wyjście z impasu więźnia/reguł korespondencji. Przypuśćmy, że twój uwięziony przyjaciel kontaktował się z innym więźniem, który był w stanie przemycić wiadomości przy pomocy innego strażnika. Jeśli dostałeś wiadomość przez swojego strażnika, a także od twojego przyjaciela poprzez drugiego więźnia i drugiego strażnika, to jeśli wiadomości te będą zgodne, umocni się twoje przekonanie co do wiarygodności pierwszego strażnika, skoro przekazana przez niego wiadomość zgadza się z przekazaną przez drugiego strażnika, z którym ten pierwszy nie miał kontaktu. Może naprawdę jest on wiarygodny.

Oczywiście nie dowodziłoby to jego wiarygodności. Może zgodność wiadomości to przypadek. Może obaj strażnicy są w zmowie. Ale wraz z tym, jak będzie rosła liczba pasujących do siebie wiadomości, przypadkowy zbieg okoliczności staje się coraz mniej prawdopodobny. A jeśli twój uwięziony przyjaciel jest w kontakcie (dzięki więziennemu podziemiu) z innym więźniem w innym kraju i jeśli wysyła temu więźniowi wiadomość, a ten przemyca ją poprzez swojego strażnika (o którym strażnik twojego przyjaciela nie ma pojęcia), to jeśli ta wiadomość jest zgodna z tą, którą dostałeś od swojego przyjaciela przez jego strażnika, wówczas zarówno przypadkowy zbieg okoliczności, jak i zmowa stają się  coraz mniej prawdopodobne. Krótko mówiąc, zaczyna być coraz bardziej pewne, że ten pierwszy strażnik jest wiarygodny.

W nauce znajdziemy ścisłe analogie z opisaną tu sytuacją. W nauce istnieje cała sieć zasad teoretycznych i reguł korespondencji rozmaicie powiązanych ze sobą i z obserwacją. Dlatego często się zdarza, że różne reguły korespondencji są połączone bezpośrednio lub pośrednio z tymi samymi terminami teoretycznymi. Gdy coś takiego zostanie ujawnione, reguły korespondencji mogą się wzajemnie kontrolować, tak samo jak to było ze strażnikami. I jeśli dwie teorie funkcjonujące w zupełnie odmiennych obszarach (różnych krajach) mają teoretyczne połączenia (więzienne podziemie), implikacji obserwacyjnych (słów strażników) jednej z nich można użyć jako  sprawdzianu dla teorii i reguł korespondencji z tego drugiego obszaru. Poparcie dla reguł korespondencji w tym wypadku jest nawet bardziej imponujące, ponieważ obie te teorie i ich reguły korespondencji powstały niezależnie od siebie. Zgodność ich rezultatów nie została wprowadzona odgórnie (strażnicy nie wiedzieli nic o sobie i nie było między nimi zmowy).

Cała ta prezentacja jest metaforyczna i ogólna, ale zawarte w niej intuicje można przedstawić w bardziej szczegółowy sposób12Zob. tamże. i wielu filozofów nauki uważa obecnie, że problem potwierdzania reguł korespondencji nie pociąga za sobą błędnego koła.

A co z problemem wielości różnorodnych teorii mających te same empiryczne konsekwencje? W takich przypadkach rozstrzygnięć między konkurującymi teoriami nie można dokonać na czysto empirycznej postawie, a jeśli w ogóle mielibyśmy ich dokonywać, to muszą obejmować odwołania do innych czynników niż empiryczne. Wielu filozofów nauki uważa, że na akceptację teorii wpływa kilka takich czynników. Na przykład teoria jest zgodna z doświadczeniem ale preferowana jest teoria prosta, a nie skomplikowana, choć nie ma zgody, na czym dokładnie ta prostota teorii ma polegać. Teoria zgodna z innymi przyjętymi już teoriami jest lepsza od takiej, która jest z nimi niezgodna. Na tej samej zasadzie zyskiwać będzie popularność teoria, która prowadzi do nieoczekiwanych odkryć. Teoria sugerująca nowe linie badawcze lub nowe eksperymenty jest lepsza od takiej, która tego nie robi.  Najnowsze propozycje obejmują zagnieżdżenie obserwacyjne (pozwalające nowej teorii na zachowanie teoretycznych i empirycznych sukcesów swojej poprzedniczki), dotychczasowe osiągnięcia (jak do tej pory teoria radziła sobie z problemami), elastyczność (zdolność do przyswajania koniecznych zmian w organiczny sposób, bez poprawek ad hoc), wewnętrzną spójność i zgodność z mającymi silne podstawy przekonaniami metafizycznymi13Zob. Newton-Smith, Rationality…, s. 226-232. Zob. też E. McMullin, Values in Science, „Proceedings of the Biennial Meeting of the....

Dlaczego powinniśmy wyżej cenić teorie mające te cechy od tych, które ich nie mają? Ponieważ wskazówki te uznaje się za wartości epistemiczne, tj. wartości wpływające na decyzje naukowe, oceny teorii oraz nakierowane na prawdę w tym sensie, że decyzje podejmowane na ich podstawie wydają się w większym stopniu przybliżać nas do prawdy niż decyzje, które się nimi nie kierują. Argumentuje się, że rozwój w historii nauki dokonuje się dzięki stosowaniu tych wartości i że sukces nauki można częściowo wyjaśnić tym, że wartości takie popychają naukę ku prawdzie, a im jakaś teoria będzie bliżej prawdy, tym będzie silniejsza i będzie odnosić więcej sukcesów14Zob. Newton-Smith, Rationality…, s. 196..

Oczywiście przyjęcie takich kryteriów wiąże się z odejściem od traktowania nauki jako działalności czysto empirycznej. Ale, jak widzieliśmy, idea nauki jako czysto empirycznej działalności jest poważnym nieporozumieniem.

Pozostają ogromne problemy, jeśli chodzi o konfirmację. Konfirmacja nigdy nie jest konkluzywna. Podobnie dyskonfirmacja. Nie jest nawet jasne, jak szacować wpływ poszczególnych przypadków na teorię, której są one przypadkami. Być może nie ma żadnej logiki konfirmacji. Ale podstawowe słabości antyrealizmu zniechęciły filozofów nauki do tego, by przez przyjmowanie antyrealistycznego rozumienia teorii unikać trudności teorii konfirmacji. Podstawowe atuty realizmu – zgodność z przekonaniem naukowców na temat tego, czym się zajmują, rozumienie zaskakujących niekiedy przewidywań teorii jako czegoś nieprzypadkowego, zdolność wyjaśnienia sukcesów, jakie nauka miała w przeszłości, i przypisanie nauce zdolności do wyjaśniania – skłoniły filozofów do stawienia czoła takim problemom15Przykładowo F. Suppe, ed., The Structure of Scientific Theories, Urbana 1977, s. 652. Powtórzmy, że Suppe określa ten nurt....

A nawet gdyby w zasadzie nie było żadnych ścisłych rozwiązań dla powyższych problemów, to niekoniecznie stanowiłoby to obezwładniającą trudność. Być może należy pamiętać, czego nauczyliśmy się od Kuhna, że nauka jest w istocie przedsięwzięciem ludzkim.  A podporządkowanie rygorom może nie być źródłem ludzkiej aktywności.

Ogólny wniosek jest więc taki, że nauka jest zdolna do odkrywania prawd na temat tego, co istnieje obiektywnie, niezależnie, w sposób rzeczywisty, poza bezpośrednim zasięgiem naszych obserwacji i obserwowalnością w ogóle, że teorie, które opracowujemy, mogą być prawdziwe, że często przyjmowanie ich prawdziwości (a przynajmniej przybliżenia do prawdy) jest racjonalne i że nauka może dostarczać wiedzy wyrażonej w zdaniach i terminach teoretycznych. Nie oznacza to, że ten poznawczy proces jest automatyczny, niezawodny i wolny od wpływu ludzkich słabości i czynników subiektywnych. Nie jest taki. Nie ma jednak zbytnich powodów, by uważać, że powinien taki być, ani że wpływy te uniemożliwiają nam docieranie do prawdy czy wiedzy.

Del Ratzsch

Przypisy:

  • 1 Ta definicja teorii pochodzi w znacznej mierze od profesora Alvina Plantingi – a przynajmniej ja czerpię ją od niego.
  • 2 W tej sprawie zob. M. Hesse, Models and Analogy in Science, w: The Encyclopedia of Philosophy, ed. P. Edwards, New York 1967, s. 354-359. Pierwszy ze wspomnianych poglądów (bez odwołania modelu) często kojarzony jest z Pierrem Duhemem, a drugi – z N. R. Campbellem.
  • 3 Taka typologia stanowisk antyrealistycznych została zaproponowana przez profesora Alvina Plantingę. Zob. też tenże, How to be and Anti-Realist, „Proceedings and Addresses of the American Philosophical Association” 1982, 52, No. 1, s. 47-70.
  • 4 Wydaje się, że jakąś odmianę tego stanowiska przyjmował Bertrand Russell.
  • 5 Operacjonizm zasadniczo łączy się z nazwiskiem amerykańskiego fizyka, P. W. Bridgmana.
  • 6 Sądzę, że ten pogląd można przypisać Basowi Van Fraassenowi w: tenże, The Scientific Image, Oxford 1980.
  • 7 W tej sprawie zob. też W. Hasker, Metaphysics, Downers Grove 1983, rozdz. 4.
  • 8 Przykładowo F. Rohrlich i L. Hardin, Established Theories, „Philosophy of Science” 1983, Vol. 50, No. 4, s. 603-617.
  • 9 Przykładowo zob. M. Hesse, The Explanatory Function of Metaphor, w: M. Hesse, Revolutions and Reconstructions in the Philosophy of Science, Bloomington 1980, s. 111-124.
  • 10 Patrz W. H. Newton-Smith, The Thesis of Verisimilitude, w: tenże, Rationality of Science, (Boston 1981) London – New York 2003, s. 183-207.
  • 11 Pierwsza część tego paragrafu (na temat potwierdzania reguł korespondencji) w znacznej części opiera się na pracy Clarka Glymoura. Przedstawiony tu pogląd zasadniczo odpowiada jego koncepcji „bootstrapping ”  przedstawionej w książce, Theory and Evidence, Princeton 1980, szczególnie rozdz. 5.
  • 12 Zob. tamże.
  • 13 Zob. Newton-Smith, Rationality…, s. 226-232. Zob. też E. McMullin, Values in Science, „Proceedings of the Biennial Meeting of the Philosophy of Science Association” 1982, s. 13-14.
  • 14 Zob. Newton-Smith, Rationality…, s. 196.
  • 15 Przykładowo F. Suppe, ed., The Structure of Scientific Theories, Urbana 1977, s. 652. Powtórzmy, że Suppe określa ten nurt wyłaniający się w filozofii nauki jako „realizm historyczny.”

Dodaj komentarz