Religia jako niereligia

Piotr Bylica

Pewna dość zaskakująca na pierwszy rzut oka koncepcja głosi, że religia nie istnieje. Tym, którzy nie prowadzą odpowiednich badań, nie poddali tej sprawy właściwej refleksji filozoficznej, czyli zasadniczo zdecydowanie przeważającej części ludzkości, wydaje się, że religia istnieje, ale osoby te się mylą, bo tak naprawdę ona nie istnieje. Jak może jednak nie istnieć, skoro przecież jest wiele religii, są wyznawcy religijni, religia czy religie wpływają na ludzkie indywidualne życie i na historię ludzkości? Jak można zatem twierdzić, że religii nie ma lub że to, co nazywamy religią, jest tak naprawdę czymś innym? Czym innym może być religia, jeśli nie religią? Tego dowiesz się z niniejszego tekstu.

 

Pewna dość zaskakująca na pierwszy rzut oka koncepcja głosi, że religia nie istnieje. Osobom, które nie prowadzą odpowiednich badań, nie poddały tej sprawy właściwej refleksji filozoficznej, czyli zasadniczo zdecydowanie przeważającej części ludzkości, wydaje się, że religia istnieje, ale osoby te się mylą, bo tak naprawdę ona nie istnieje. Jak może jednak nie istnieć, skoro przecież jest wiele religii, są wyznawcy religijni, religia czy religie wpływają na ludzkie indywidualne życie i na historię ludzkości. Jak można zatem twierdzić, że religii nie ma lub że to, co nazywamy religią, jest tak naprawdę czymś innym?

Aby to wyjaśnić, trzeba między innymi odwołać się do stanowiska, które w filozofii nazywane jest redukcjonizmem. Główną tezę redukcjonizmu można streścić w ten sposób: rzeczy złożone tak naprawdę nie istnieją, za to istnieje to coś prostszego, z czego są one złożone, to coś, do czego rzeczy złożone można sprowadzić. Redukcjoniści materialistyczni uznają, iż podłożem wszystkiego jest tak czy inaczej rozumiana materia, istnieje tylko świat materialny.

O co chodzi? Oto kilka przykładów twierdzeń redukcjonistycznych: „Tak  naprawdę nie istnieje społeczeństwo, tylko poszczególne jednostki ludzkie”, „Świadomość jest tylko sposobem, w jaki zachowują się miliardy komórek w mózgu”, „Życie jest formą istnienia białka”. Jeśli ktoś uważa, że raczej istnieją poszczególni ludzie, a nie społeczeństwa; komórki mózgowe, a nie świadomość; cząsteczki białka, a nie życie ‒ to przejawia skłonność do redukcjonizmu. Konsekwentny redukcjonista, który do tego jeszcze orientuje się we współczesnej fizyce, powinien uważać, że ostatecznie nie istnieją również poszczególni ludzie ani komórki w mózgu lub cząsteczki białka. Według niego istnieją jedynie podstawowe obiekty, o których mówi fizyka kwantowa. Sam redukcjonista, przy tym ujęciu, też by więc nie istniał. Nie istniałaby również fizyka, bo nie jest ona materialnym obiektem, a daje się sprowadzić do czegoś prostszego, na przykład czynności wykonywanych przez poszczególnych fizyków (gdyby się z jakiegoś powodu uprzeć, że fizycy istnieją). Większość redukcjonistów zatrzymuje się jednak na tym czy innym poziomie złożoności organizacji, uznając go za wystarczająco istniejący, a już raczej mało kto, jeśli w ogóle ktokolwiek, realizuje w praktyce wniosek o swoim własnym nieistnieniu ‒ jakkolwiek by jego realizacja miała wyglądać. Co ciekawe, jak się wydaje, do nurtów redukcjonistycznych można zaliczyć też buddyzm, a przede wszystkim jego teorię, że to, co błędnie uznajemy za swoje trwałe, niezmienne i niepodzielne ja, składa się z około 70 (podawane są różne wyliczenia) tzw. dharm, czyli podstawowych elementów wzajemnie się warunkujących i nieustannie zmieniających swoją „konfigurację”.

Taka redukcja nie musi być redukcją jednej rzeczy do innej rzeczy (nie istnieje krzesło, tylko jakaś chmura atomów), ale może też polegać na redukowaniu jakiegoś zjawiska do jakiejś funkcji (chyba że ktoś jest tzw. reistą, czyli uważa, że istnieją tylko rzeczy, czyli obiekty fizyczne umiejscowione w czasie i przestrzeni; dla niego z kolei nie istnieją funkcje). Na przykład Jaś może uważać, że kocha Małgosię. Czy to znaczy, że istnieje miłość? Jeśli weźmiemy pod uwagę mechanizmy ewolucji i wszystko, co biologia mówi o człowieku, to łatwo będzie można wykazać, że to, co ludzie biorą za miłość, jest tylko narzędziem przedłużenia gatunku. Tak zwana miłość realizuje pewną funkcję, nie jest czymś, czego istnienie byłoby od tej funkcji niezależne. Tak widzi sprawę redukcjonista i tzw. funkcjonalista. To dana funkcja jest rzeczywistą przyczyną określonego zachowania się Jasia. To ona jest realna. Tak samo realne są jego poszczególne organy, gruczoły, substancje wydzielane do krwiobiegu itp. „Miłość” natomiast to tylko słowo, którego używamy na określenie czegoś, za czym kryje się coś, w czym żadnej miłości nie ma. W tym samym sensie nie przypisujemy świadomości żadnej z komórek nerwowych w mózgu czy żadnemu z atomów, z których te komórki są złożone.

Jak to wszystko ma się do religii? Otóż na współczesne koncepcje na temat religii silnie wpłynęły pochodzące z przełomu XIX i XX wieku idee, według których religia nie jest czymś samoistnym, niezależnym, niezłożonym, ale można ją sprowadzić do czegoś niereligijnego. O tych szczegółowych propozycjach piszemy w tekstach Religia jako wytwór społeczny, Religia jako społecznie tolerowana nerwica, Socjobiologia wobec religii (ten tekst dotyczy teorii z drugiej połowy XX wieku). Émile Durkheim (1858‒1917), jeden z twórców socjologii, uważał, że religię można sprowadzić do tego, co społeczne. Zygmunt Freud (1856‒1939), twórca psychoanalizy, traktował religię jako zjawisko psychiczne i wywodził ją z niezrealizowanego popędu seksualnego. Edward O. Wilson (ur. 1929), twórca socjobiologii, uznaje religię za wykształconą ewolucyjnie strategię genów dążących do kopiowania się w kolejnych pokoleniach. Wszystkie trzy koncepcje mają pewne cechy wspólne: 1) Odwołują się do nauki i naukowości. 2) Nie wykraczają w swoich wyjaśnieniach poza czynniki z „tego świata”. 3) Uznają, że religia jest czymś bardzo ważnym dla ludzi. 4) Religia nie jest jednak tym, za co się ją powszechnie uważa, bo redukuje się do czegoś „niereligijnego”. 5) Odkąd mamy naukę, przyszedł już czas, by się z religią pożegnać.

Piotr Bylica

Nota bibliograficzna:

W sprawie programu redukcji religii patrz też S. Wszołek, Wprowadzenie do filozofii religii, WAM, Kraków 2004, rozdz. II.

Dodaj komentarz