Dlaczego tylko jedna religia miałaby być prawdziwa?

Piotr Bylica

Z tekstu dowiesz się, że idea, według której jest niedorzeczne, by tylko jedna religia była prawdziwa (biorąc pod uwagę wielość religii na świecie), opiera się między innymi na założeniu, że naczelną wartość stanowi równość wszystkiego i wszystkich. Autor argumentuje, że teza, iż wszystko jest równe, wydaje się pod różnymi względami wątpliwa: ma ona problem z logiczną spójnością (np. uznaje ideę równego traktowania wszystkich za lepszą, a więc nie równą, w stosunku do idei, że nie należy wszystkich traktować równo) i nie da się jej wyprowadzić z tego, co można zaobserwować (np. nie wszyscy są tak samo piękni i bogaci). Trudności tych nie ma teza przeciwna, mówiąca o hierarchicznym porządku, w którym różne rzeczy są w różnym stopniu doskonałe, dobre, piękne itp. Przy tym ujęciu rzeczywistości jest całkiem sensowne, że jedna religia wydaje się lepszą od pozostałych (bo bliższa prawdy), a nawet jedyną w pełni prawdziwą.

 

Jest tyle religii. Dlaczego akurat jedna miałaby być prawdziwa? Raczej: albo wszystkie są prawdziwe, albo wszystkie fałszywe. To stanowisko, z którym będziemy tu polemizować.

Poniższe rozważania nie mają na celu wykazać, że chrześcijaństwo jest prawdziwe. W pewnym sensie każda religia mogłaby wykorzystać przedstawione tu argumenty jako podstawę do twierdzenia, że to ona jest tą jedyną. Z argumentów tych nie wynikałoby, że to ona jest prawdziwa, a inne nie, ale jedynie, że sama idea, iż prawdziwa miałaby być tylko jedna religia, nie jest taka niedorzeczna, jak mogłoby się wydawać. Chrześcijaństwo oczywiście uznaje się za religię prawdziwą i o tyle o ile różni się od innych, nie może być tak, że jeśli rzeczywiście jest prawdziwe, to inne religie również są takie pod tym samym względem i w tym samym sensie. Mówimy tu oczywiście o prawdziwości rozumianej jako zgodność z tym, jak się rzeczy mają.

Na pierwszy rzut oka przekonanie, że albo wszystkie religie są prawdziwe, albo wszystkie są fałszywe, wydaje się całkiem rozsądne. Interesuje nas tu jeden z powodów, dla którego pogląd ten wydaje się słuszny, mianowicie, że nikogo się wtedy nie wyróżnia, nie uznaje się jednej religii za lepszą od innych.

Mówiąc, że wszystkie religie są prawdziwe lub równie prawdziwe, można mieć na myśli różne rzeczy. Na przykład, że każda religia tak naprawdę głosi to samo, ale na różne sposoby, że proponuje rozmaite drogi do tego samego celu lub że każda na swój sposób zaspokaja te czy inne ludzkie potrzeby (poczucie bezpieczeństwa, ładu moralnego itd.). Stwierdzając z kolei, że wszystkie są fałszywe, zwykle ma się na myśli to, że różnią się one od siebie tak bardzo, iż wzajemnie sobie przeczą, więc jeśli ma być równość, to trzeba uznać, że wszystkie są fałszywe.

 

Idea równości

Powtórzymy: jeśli ma być równość. I tu dochodzimy do sedna interesującego nas zarzutu, który można postawić chrześcijaństwu, ale także dowolnej innej religii uznającej, że jest tą jedyną albo przynajmniej szczególnie wyróżnioną. Dlaczego mielibyśmy uważać, że wyznawcy danej religii lub nawet członkowie pewnej grupy, na przykład narodu, mają szczególny dostęp do prawdy? Zarzut ten opiera się w rzeczywistości na przesłance, że równość jest super, że jest dobra, a nierówność ‒ zła. Cała moc tego argumentu polega na sile tej przesłanki. Ale dlaczego jest ona uważana za słuszną? Czy można w sposób racjonalny ją udowodnić, czyli wykazać, że jest prawdziwa? Czy zawsze była za taką uważana i w jakim sensie?

Wydaje się, że w dzisiejszych czasach ludzie żyjący w tzw. kulturze Zachodu jakby z mlekiem matki wysysali przekonanie, że równość to jest to. Idea równości stanowi naczelne hasło i motor szeregu działań różnych instytucji społecznych, promuje się ją w filmach, we wszelkich mediach, w podręcznikach szkolnych dla dzieci, deklaruje się w polityce portali społecznościowych, w programach międzynarodowych organizacji państwowych, jak ONZ czy Unia Europejska. Sama demokracja wydaje się możliwa właśnie jedynie przy założeniu równości wszystkich członków społeczeństwa, których głos jest tak samo ważny, żaden nie ma większej mocy od pozostałych, nie jest bardziej lub mniej decydujący. W tym sensie wszyscy głosujący są sobie równi. A demokracja jest ustrojem, który dziś wydaje się wręcz naturalnym lub jedynym sensownym sposobem funkcjonowania społeczeństwa. Idea równości stanowi podstawę demokracji, a demokracja wspiera równość. Nic więc dziwnego, że wychowując się i żyjąc w klimacie demokracji, dla członków tych społeczeństw idea równości jest naczelną zasadą wpływającą na widzenie i ocenę rzeczywistości. Można powiedzieć, że taki jest duch epoki lub że taki mamy klimat. Oczywiście upraszczamy tu nieco kwestię.

Człowiekowi żyjącemu w takim klimacie wręcz naturalne wydaje się, że wszystko lub niemal wszystko jest w pewnym sensie równe, że ma taką samą wartość. Na przykład, że wszelkie koncepcje filozoficzne (które zresztą sobie często przeczą) są tak samo odległe od prawdy i nie ma wyróżnionej, lepszej od innych; że wszyscy ludzie w chwili urodzenia mają ten sam potencjał intelektualny (najwyżej później z powodu niesprawiedliwych nierówności społecznych pojawiają się różnice); że niezależnie od płci każdy może wykonywać te same zawody; że w żadnej sytuacji nie wolno nikogo dyskryminować, czyli rozróżniać ze względu na jego wiarę, przekonania, preferencje itp. W końcu wszystkie religie, przekonania, preferencje itp. są sobie równe i nic nie jest wyróżnione ani lepsze od innych.

 

Problem ze spójnością

Jeden z problemów takiego spojrzenia ma charakter logiczny i polega na tym, że wbrew sobie podejście to przyjmuje jednak pewne rzeczy za lepsze od innych. Uznaje bowiem, że idea równości jest lepsza niż idea nierówności, że demokracja jest lepsza niż inne systemy władzy, więc ci, którzy działają wbrew idei równości (twierdząc, że pewne rzeczy są lepsze niż inne), są w pewnym sensie gorsi, bardziej odlegli od prawdy. W ten sposób zwolennik idei powszechnej równości z konieczności musi przeczyć samemu sobie.

 

Idea równości a to, co można zaobserwować

Inny problem polega na tym, czy można racjonalnie udowodnić, że to prawda, iż idea równości jest słuszna. Przekonanie, że wszyscy lub wszystko jest równe, jeśli ma być racjonalne, to powinno opierać się na racjonalnych przesłankach i racjonalnych sposobach argumentowania. Jakie przesłanki uznaje się za racjonalne? Przede wszystkim te, które opierają się na doświadczeniu (na tym, co można zaobserwować), czyli na tzw. faktach empirycznych. I tu pojawia się problem odnośnie do równości, bo nie jest ona czymś, co widać. Można zmierzyć lub zważyć ludzi i niekiedy okaże się, że uzyskujemy te same wyniki, ale nie o takiej równości tu mówimy. Ta, którą mamy na myśli, nie jest obserwowalna. Obserwujemy natomiast, że ludzie są bardzo różni. Jedni są bardziej inteligentni, inni mniej, różnią się pod względem płci, jedni wolą naleśniki, a inni mielonkę itp. Tak samo jest w kwestii przekonań filozoficznych i religijnych. Prezentują oni rozmaite wizje rzeczywistości. Zatem przekonanie o równości nie opiera się na faktach obserwacyjnych.

 

Równość jako nakaz i ocena

Przekonanie o równości nie jest zatem stwierdzeniem obserwowanych faktów. Za to jest wyrazem ich oceny. Zgodnie z tym przekonaniem różne fakty mają równą wartość, są równie dobre. Niektóre nurty filozoficzne byłyby nawet skłonne uznać, że nie ma sensu wykazywać, iż przekonanie to jest prawdziwe, bo prawdziwe mogą być tylko twierdzenia, które opisują rzeczywistość, a nie ją oceniają. W tym ujęciu twierdzenia oceniające są bardziej jak wyrazy uczuć i emocji albo jak zdania w trybie rozkazującym, więc nie są ani prawdziwe, ani fałszywe.

Zdanie „Jaś wyrzucił śmieci” to stwierdzenie jakiegoś faktu, przeto może być prawdziwe albo fałszywe, ale „Wyrzuć śmieci!” takie nie jest. Twierdzenie „Wszystkie religie są równe” można więc rozumieć jako nakaz, aby nie wyróżniać żadnej religii, jako lepszej czy bliższej prawdzie. A nakazy nie są ani prawdziwe, ani fałszywe.

Zdanie „Małgosia ma niebieskie oczy” to opis faktów, jest zatem prawdziwe albo fałszywe. Zdanie „Małgosia jest piękna” ocenia fakty, więc nie jest prawdziwe ani fałszywe. Ono wyraża tylko czyjś subiektywny stosunek do Małgosi lub jej wyglądu. Na jego podstawie można najwyżej stwierdzić, że Małgosia się podoba temu, kto to zdanie wypowiedział. Ale samo to zdanie nie opisuje żadnego faktu, przeto nie jest prawdziwe ani fałszywe. Podobnie zdanie „Wszystkie religie są równe” wyraża jedynie czyjeś subiektywne odczucia w kwestii religii, a nie obiektywny fakt.

 

Znowu problem ze spójnością

Stwierdzenie, że Małgosia jest piękna, byłoby obiektywnie prawdziwe albo fałszywe, jeśli istniałoby jakieś piękno samo w sobie, coś, co Platon nazywał ideą piękna. Wtedy w zależności od tego, na ile Małgosia odpowiada tej idei, obiektywnie można by ją uważać za piękną lub nie (ewentualnie piękną w mniejszym lub większym stopniu). Przekonanie, że nie należy nikogo i niczego wyróżniać, zakładające, że równość jest czymś dobrym czy słusznym, byłoby obiektywnie prawdziwe, gdyby istniało obiektywne kryterium dobra czy słuszności i niesłuszności. Kryterium to byłoby w pewnym sensie ponad „równością”, bo przecież służyłoby do rozstrzygnięcia, czy warto realizować ideał równości i jak to robić (jeśli w ogóle) we właściwy, czyli dobry, sposób.

 

Jeśli nie równość, to co?

Oto niektóre powody, dzięki którym powinno być już jasne, że równość wszystkich religii wcale nie jest tak oczywista. Poprzedni akapit prowadzi nas do bardziej pozytywnego argumentu na rzecz sensowności uznania, że tylko jedna religia jest prawdziwa, albo przynajmniej bardziej zbliża się do prawdziwości niż inne, że jest w pewnym sensie pod tym względem wyróżniona. Wszelkie oceny ‒ w tym stwierdzenie, że równość czy jakakolwiek inna wartość jest dobra ‒ zakładają odróżnienie rzeczy lepszych od gorszych. Nie dlatego popiera się ideę równości, bo jest równa, ale dlatego, że pozwala ona realizować jakieś dobro. Zakłada się więc, że istnieje hierarchia w świecie wartości, a na jej szczycie znajduje się jakieś ostateczne kryterium, jakieś Dobro po prostu, będące dobrem samym w sobie, względem którego nie ma sensu pytać, dlaczego jest dobre, bo to ono służy do określania rzeczy jako dobrych lub nie. Koncepcja taka nie jest przynajmniej całkiem bezsensowna, a czyni spójnym logicznie wygłaszanie jakichkolwiek ocen i dokonywanie wyborów.

Jednocześnie nie jest to koncepcja równościowa, ale hierarchiczna. Uznaje wprost, a nie w sposób ukryty i wewnętrznie sprzeczny, że pewne rzeczy są lepsze od innych, a nawet że w pewnym sensie istnieje jakaś najlepsza rzecz. W życiu społecznym odpowiada ona systemowi monarchicznemu, w którym władca wcale nie jest równy pozostałym członkom społeczności i w którym panuje hierarchiczny porządek, gdzie każdy ma swoje miejsce oraz właściwe dla tego miejsca powinności i władzę. Król może jednak być tylko jeden. Taki system przez wiele wieków dominował w cywilizacji europejskiej i nie tylko. Ludzie w nim funkcjonujący raczej nie mieli problemów z przyjęciem koncepcji, że rzeczy w świecie są różnorodne także pod tym względem, iż są lepsze lub gorsze i istnieje doskonałe dobro (Bóg), że choć jest wiele religii czy wierzeń, to tylko jedna jest prawdziwa.

Chrześcijaństwo i zasadniczo wszystkie największe religie są więc naturalnie związane z hierarchicznym widzeniem rzeczywistości. Nie wynika z tego, że idea Boga i hierarchii niebieskich jest wytworem społecznym, bo równie dobrze można uznać, że porządek społeczny inspirowany jest ideą porządku nadprzyrodzonego. Nie oznacza to też, że chrześcijaństwo jest przeciw wszelkiej równości. W Nowym Testamencie znajdziemy słowa: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3:28). Opisany w Ewangeliach sposób odnoszenia się Jezusa do kobiet był zdecydowanie równościowy w przeciwieństwie do tego, jak były one traktowane w tradycji żydowskiej.

W każdym razie koncepcja o prawdziwości tylko jednej religii nie jest taka niedorzeczna, jeśli przyjmie się hierarchiczny sposób widzenia rzeczywistości. Ne chodzi o to, że podejście równościowe jest pozbawione sensu. Po prostu z ideą równości rozciągniętą na wszystko, co się da, wiążą się pewne trudności: problemy ze spójnością logiczną, brak kontaktu z tym, co można zaobserwować. Nie ma ich podejście przeciwne. Uznawanie jednej religii za prawdziwą, lepszą od innych ‒ okazuje się więc całkiem dopuszczalną opcją.

Piotr Bylica

Nota bibliograficzna:

Powyższy tekst inspirowany jest analogią między naturalizmem i demokracją oraz monarchią i nadnaturalizmem przedstawioną przez Clive’a Staplesa Lewisa w książce Cuda. Rozważania wstępne, Media Rodzina, Poznań, b.r.w., w rozdziałach 2 i 14.

Dodaj komentarz